Opis:
O filmach dołączanych do „Adama" krążą różne opinie. Najczęściej dociera do nas narzekanie, że faceci są „za mało męscy", a nawet że są „za mało facetami", a za dużo - ledwie opierzonymi szczylami, którzy tylko pozują na wiedzących wszystko o męskim pierdoleniu. Na reklamowe, zresztą zgodne z prawdą zapewnienia, że większość tych szczyli to wielkie gwiazdy, ozdoby zachodnich wytwórni, a na sam ich widok spuszczają się miliony, nasi trzeźwo patrzący na ekran czytelnicy pozostawają doskonale obojętni. Chcą oglądać prawdziwych chłopów w ostrej akcji, w typowo męskich sceneriach, ze stękaniem, wulgarem, potem i całą tą fizjologiczną maszynerią. Forsując przez lata, jako jedyny w Polsce erotyczny podmiot papierowy, tematykę skórzano-fetyszystyczną, która zdominowała również Adamowe opowiadania - tak sobie swoich czytelników wychowaliśmy. I teraz oni słusznie nam zarzucają, że popadliśmy w pewien rozdźwięk: w opowiadaniach mięśniacy, robole, cwelenie - a w załączanych filmach słodkie objęcia młodzieńców w łóżeczkach. No, nie tylko w łóżeczkach, bo przeróżnych plenerów, saun i siłowni nie brakuje, ale fakt, ewidentna ostrość klimatyczna pojawia się żadko, a kolesie są częściej młodsi niż starsi.
Wziąwszy sobie do serca Wasze uwagi, postanowiliśmy to zmienić. Już z tym numerem dostajecie film pod zobowiązującym tytułem „100% faceta". Występują w nim w pełni dojrzali, solidnie zbudowani sportowcy, budowlańcy, garniturowcy. Łby zgolone, na twarzach trzydniowy zarost, tu i ówdzie tatuaże i piercingi. Robocze kombinezony i flanelowe koszule przesiąknięte męskim potem, skórzane nachy i kamizelki. Żadnych omdlewających westchnień ani łóżek z baldachimami. Plac budowy, szatnia sportowa, kibel z dziurami - to są miejsca, gdzie pierdolą się tacy faceci. Ci, którzy nie przepadają za zbyt ostrym podejściem do pierdolenia, nie muszą rejterować, bo sama akcja, zwłaszcza w zbliżeniach chujów, zapewnia niezbędny wachlarz podniet.
Obiecujemy, że w miarę istniejących możliwości licencyjnych będziemy się starali dostarczać Wam co miesiąc coraz więcej tak jednoznacznej ekranowej męskości. Rozdźwięk między Adamowym słowem a obrazem, czyli między opowiadaniem a filmem, powinien się stopniowo zmniejszać, aż obie narracje spotkają się na jakimś złotym środku drogi, zadowalając jeśli nie wszystkich, to większość naszych czytelników i widzów. To nasze plany i marzenia, a czy się spełnią, sprawdzicie sami - regularnie kupując „Adama".
* * *
Marzec to pierwszy promyk nadziei na powrót do normalnego życia, także seksualnego, po wyjątkowo dokuczliwej w tym roku zimie. W okresie długich nocy wiele osób cierpi na depresję sezonową, a niektórzy obserwują znaczący spadek lub nawet zanik popędu płciowego, który odradza się wiosną, a apogeum osiąga latem. Jednak po którejś zimie przychodzi taka wiosna, kiedy ów popęd nie odradza się z dawną siłą i już nigdy nie osiąga dawnego poziomu, a bywa że potrzeby seksualne zupełnie nas opuszczają, choć fizycznie jesteśmy zdrowi, o czym co rano przypomina nam stalowy zwód. Ten przerażający scenariusz dotyczy nie tylko panów po pięćdziesiątce, ale nieraz bardzo młodych chłopaków, którzy na dobrą sprawę nawet nie zaczęli realizować się w pierdoleniu. Jeśli obserwujesz u siebie postępującą lub nagłą, a w obydwuch przypadkach nie dawającą się uzasadnić stanem zdrowia utratę zainteresowań seksualnych, to bardziej niż opowiadania o jebaniu powinien cię podniecić artykuł „Kiedy dogasa ognisko", przygotowany z myślą o tych, dla których „ADAM" może wkrótce pozostać jedynym - ostatnim - kochankiem, i to nie tylko podczas długich zimowych nocy.
Nie zainteresowani (na razie!) tym tematem zainteresują się być może naszymi marcowymi rozmówcami, a są nimi:
Aleksander Kuczek, chłopak zaledwie 23-letni, a zaradności życiowej, doświadczenia zawodowego, kultury bycia i hartu w obliczu przeciwności losu mógłby mu pozazdrościć nie jeden średnio latek. Aleksander jest założycielem pierwszego i jak dotąd jedynego w Polsce tęczowego domu mediowego Majestic Media, agencji pozyskującej reklamy pozagejowskie dla mediów gejowskich i vice versa - reklamującej podmioty gejowskie w mediach mainstreamowych. (Nie mylić z tajną rządową grupą operacyjną Majestic-12, powołaną do kontaktu z kosmitami, których statek rozbił się w okolicach Roswell). Przy okazji dowiemy się z najbardziej kompetentnych ust, czy w Polsce w ogóle istnieje gejowski rynek i gejowski klijent jako target, którym warto zawracać sobie coś więcej niż dupę.
Roberto Boghi rodem z Bolonii ma 32 lata i w 2009 roku został wybrany Misterem Skóry Włoch, co jest relatywnie sukcesem dużo większym niż zdobycie tytułu Mistera Skóry np. Niemiec, albowiem we Włoszech bycie skórzakiem czy jakimkolwiek fetyszystem jest równie trudne jak w Polsce. W obydwuch naszych katolickich krajach facet na ulicy w pełnej skórze a bez motocyklu lub w spodenkach z lycry a bez roweru budzi sensację i niesmak. U Roberto droga do skóry wiodła właśnie przez miłość do motorów, które dla Włochów są nadal jedyną przykrywką dla ubierania się w skóry - jak pół wieku temu były dla Amerykanów i Anglików.
Bobby Clark ma 24 lata i jest chujastym (30 cm) chłopcem jebiącym dla firmy Cocky Boys. Siedzi w tym biznesie już ponad dwa lata i za nic w świecie nie chciał by wrócić do kelnerowania w nocnym klubie w Miami, z kąd do lepszego życia wyciągnoł go litościwy headhunter.
Twarzami numeru marcowego są: chłopak z okładki, 25-letni Paul Wagner - świeże mięso Hot House'u, a prywatnie świeżo dyplomowany nauczyciel, oraz 28-letni Węgier Vince Susik, który już jako 19-latek wyemigrował do USA i osiadł w Sarasocie na Florydzie, gdzie pracuje jako konserwator budowlany, a poza pracą cieszy wzrok gejów swoim wyrzeźbionym ciałem, pozując dla gejowskich magazynów i robiąc striptiz w miejscowym klubie. Jego węgierski pseudonim oznacza właśnie Siusiaka, a Vince zdecydował się na taką ksywkę nie bez przyczyny...
Ci, którzy zamiast czytać o pięknych facetach, wolą widzieć ich w akcji, niech sięgną do marcowych opowiadań i spierdolą się razem z ich bohaterami:
„Byłeś dobry" - To lapidarna opinia, jaką Krystian, heteroseksualny z pozoru sąsiad Oltena, wydał o jego umiejętnościach obciągania jego chuja.
„Eins! Zwei! Drei!" - To nie odgłosy musztry w gejowskiej armii Hanse-Kompanie/Regionalverband Nord z siedzibą w Bremie, ale akompaniament, przy jakim nauczyciel-germanista posówa na szkolnej ławce swojego tępego 15 letniego ucznia, któremu miał udzielać korepetycji.
„Tata Piotrusia" - Nauczyciel posówa... się nieraz do złożenia wizyty w domu tępego ucznia, by zaproponować mu korki, ale ponieważ dziesięcioletniego Piotrusia nie zastaje, spędza wesoło czas z jego tatą, który właśnie oglądał pornola.
„Tosiek" - Największa atrakcja tego numeru, tekst inny niż inne. Wspomnienie młodzieńczej miłości spotkanej po latach. Czy kilkudziesięciolatcy mogą sobie dać takie same seksualne uniesienia jak wtedy, gdy byli nastolatkami?
„Ostatni tramwaj" - Ostatni tramwaj zjeżdżający do zajezdni przed północą bywa zazwyczaj prawie pusty, tylko na jednym z siedzeń kima jakiś podpity koleś w dresie. Jego wybrzuszone w kroku dresowe nachy zachęcają, by dotknąć. By wepchać do nich łapę. Dlatego jest to tramwaj zwany pożądaniem.
„Współlokator" - Niech czytają wszystkie biedne studenciaki, którym właściciel wymówił stancję. Zaczyna się rajd po ogłoszeniach, a nawet, w przypadku gejów, poszukiwanie pokoju lub współlokatora na, o zgrozo, czaterii. Nieraz jednak takie bohaterstwo bywa nagrodzone nie tylko dachem nad głową, ale też wspaniałym jebańskiem.
Numer zdobią grafiki amerykańskiego rysownika Michaela Breyette'a, w Europie znanego dzięki monograficznemu albumowi „Summer Moved On" wydanemu przez Bruno Gmuender Verlag.
Drukujemy też szczegółowy program fetyszystycznego weekendu wielkanocnego w Berlinie - rodacy spragnieni spermowego dyngusa za Odrą mogą więc zabrać ze sobą ten numer w charakterze poręcznego przewodnika po imprezach klubowych.
Klienci, którzy kupili ten produkt, kupili również: