Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Błękitny chłopiec

Błękitny chłopiec

Produkt: Błękitny chłopiec
Artukuł: KS-19
Data dodania: wtorek, 29 marzec 2011

Cena: 34,90 zł





Opis:

Trzynastoletni chłopiec. Początek dojrzewania. Uporczywe wzwody, intensywne walenie konia. Rozmowy z kumplami o jebaniu, wspólne oglądanie niegrzecznych pisemek. Ale coś jest nie tak. Ich interesują cycki, jego – chuje. Kocha się przebierać w ciuchy matki i korzystając z jej kosmetyków robić sobie pełny makijaż. Koledzy górują nad nim męskością, on nad nimi miażdżącą inteligencją i zdolnościami artystycznymi – śpiewa, tańczy, występuje. Koleżanki też czują jego dziwaczność, niektóre, już rozbudzone i głodne prawdziwego faceta, nabijają się z lalusia. Wszystko to jest nam świetnie znane z setek książek i filmów, a nierzadko z własnego życia. Wiemy też, że potężnie zyskuje na oryginalności, gdy na tę podstawową inność, psychoseksualną, nakłada się inność etniczna, narodowościowa, rasowa, kulturowa.

Podwójna inność: gej+czarnoskóry legła u podstaw zaangażowanego powieściopisarstwa Jamesa Baldwina. Niewykluczone, że porównywalny sukces literacki odniesie wspaniale debiutujący „Błękitnym chłopcem” Rakesh Satyal– Hindus zamieszkały w USA, który w głównym bohaterze Kiranie sportretował samego siebie. Autobiografizm nie ulega wątpliwości: intymne detale i opis hinduskiej diaspory w Cincinnati są zbyt celne, by mogły nie płynąć z osobistego doświadczenia. Zachwyca poczucie humoru autora, oczytanie w klasyce i osłuchanie w popkulturowej muzycznej papce, zdolność do ekwilibrystycznego kojarzenia zjawisk pozornie odległych, zamiłowanie do ożywczych paronomazji („Deus ex melanina”) – budujące dystans małego Kirana do spolaryzowanej, tradycjonalistycznej damsko-męskiej rzeczywistości amerykańskiej szkoły i hinduistycznej szkółki niedzielnej, do której jako pączkujące gejątko/transiątko zupełnie nie pasuje. Akcja poprowadzona jest wartko, z zaskakującymi zwrotami, choć zarazem według szczególnego planu – zakrojonego przez Kirana pięcioetapowego procesu upodabniania się do... boga Kryszny.

By stać się podobnym do boga, którego ikonograficzne przedstawienia działają na niespokojną wyobraźnię chłopca, musi on uzyskać błękitny odcień skóry, nauczyć się grać na flecie i występować przed publicznością, jeść duże ilości masła, wreszcie mieć u boku, w charakterze „małżonki”, dziewczynę, przy której poczuje się całkowicie swobodnie, lecz która pozwoli sprawować nad sobą pewną kontrolę. Nic na temat drugiej, a może nawet trzeciej pary rąk, chyba że wyrosną mu one w sensie dialektycznym. Pełną emanacją Kryszny będzie występ Kirana na szkolnym festiwalu młodych talentów – przygotowany w tajemnicy ekstatyczny taniec w hinduskiej sari matki i pełnej drag-charakteryzacji. Występ wywoła oczywiście skandal, a tancerz zemdleje z nadmiaru emocji i zostanie zniesiony ze sceny. Jak zareagują rodzice, tak nagle skonfrontowani z odmiennością jedynaka? Jak zareagują ciocie i wujkowie z innych hinduskich rodzin, z którymi rodzice Kirana utrzymywali ścisłe towarzyskie więzi? Ich dzieci – zwłaszcza ten wspaniały, męski Aśok? Koledzy i koleżanki z klasy? Nauczycielki? Z tych ostatnich tylko jedna, pani Goldberg, okaże nietypowemu chłopcu matczyne zainteresowanie – bo sama zaznała przykrości z racji bycia Żydówką. Zrozumienie znajdzie Kiran także u strażnika miejskiego, który odprowadzi go do domu, przyłapawszy nocą w miejskim parku na podglądaniu pierdolących się parek – bo strażnik, Rodney, też jest gejem, co obaj, mimo kolosalnej różnicy wieku, bez słów jeden w drugim wyczuwają:

 

Tamtej nocy Rodney ukazuje mi się we śnie. Nie jest sam w parku, towarzyszy mu mężczyzna w białej bluzie i bejsbolówce. Całują się.

Z początku ich pocałunek nie jest szokujący, lecz raczej komiczny, bo dochodzi do starcia między nakryciami głowy. Szerokie rondo kapelusza Rodneya wydaje się olbrzymie przy daszku bejsbolówki, a kiedy mężczyźni się całują, obydwa nakrycia głowy zsuwają się do tyłu, na skraj czoła właścicieli. Nie widzę nawet ust tych mężczyzn. Zdradza ich miarowe poruszanie głowami. Mój wzrok coraz bardziej przywyka do mroku w parku i dostrzegam, że się obejmują. Od czasu do czasu jeden z nich lub obaj nabierają powietrza, a wtedy w górę ulatują obłoczki pary. Potem mężczyźni znowu się obejmują.

CO SIĘ WYPRAWIA W TYM PARKU, NA MIŁOŚĆ BOSKĄ?, krzyczę do siebie w myślach. Na wszystkie świętości, kiedy nasze Crestview zdążyło się zmienić w siedlisko grzechu?! Wściekam się, prawie zgięty wpół ze złości. Gdzie się podziewałem przez cały ten czas? Od jak dawna trwa to rozpasanie? Rozglądam się pospiesznie, chcąc sprawdzić, czy w krzakach jest jeszcze ktoś, czy Park Pieprzenia w Crestview odwiedzili dziś wieczorem jeszcze inni goście. Nie, nie wygląda na to, choć wiem, że zestaw masywnych huśtawek na drugim końcu parku służy teraz za erotyczny małpi gaj i że zgraja pijanych ludzi podskakuje na siodełkach, a potem na sobie nawzajem. Możliwe, że takie rzeczy dzieją się tu od lat, podczas gdy ja leżę we własnym łóżku i próbuję spać, tęskniąc do lepszego świata.

Wtedy Rodney i jego towarzysz zaczynają zdejmować ubrania. Z pewnym opóźnieniem, dopiero na widok ciężkich męskich ciał, zdaję sobie sprawę, że nie patrzę na mężczyznę i kobietę. Dociera do mnie, że po raz pierwszy widzę całujących się mężczyzn. Mój żołądek okazuje się kiepskim barometrem związanych z tym odczuć: wzdryga się z niesmakiem i jednocześnie pęcznieje z przejęcia. Wiedzie mnie jednak ruch tych męskich ciał. Sposób, w jaki całujący się obejmują, przypomina wzajemne atakowanie się. Ich ubrania to jedynie ofiary na linii walki – powoli padają na ziemię. Nakrycia głowy przez cały czas się ścierają, aż w końcu one też upadają. Gdy widzę, jak Rodney odpycha od siebie tego drugiego mężczyznę, prawie uderzając nim o jedną z kamiennych kolumn, czuję, że za chwilę wydarzy się coś jeszcze bardziej drastycznego. I rzeczywiście, Rodney odwraca swojego partnera i zaczyna mu robić to, co tamte dwa podglądane przeze mnie chłopaki robiły dziewczynie.

Dopiero teraz w pełni pojmuję, co oznacza bycie gejem. Nie chodzi jedynie o to, że bawisz się lalkami. Nie chodzi jedynie o to, że nie umiesz grać w koszykówkę. Nie chodzi jedynie o to, że zadajesz się z dziewczynami, a nie z chłopakami, bo wśród dziewczyn czujesz się lepiej. Nie chodzi jedynie o to, że ćwiczysz balet. Nie chodzi jedynie o to, że bez przerwy myślisz o pieprzyku na chłopięcym karku, ani jedynie o to, że czujesz łaskotanie w żołądku, kiedy jakiś chłopiec mówi ci komplement. Chodzi o to, że zostałeś stworzony do zupełnie innego życia. Chodzi o to, że twoje ciało, twoje uczucia, twoje reakcje na innych ludzi są inne. Nie patrzysz na mężczyzn tak jak inni. Nie kochasz się z nimi w taki sam sposób. Twój seks będzie bardziej szorstki, surowszy.

Rodney, niegdyś mówiący łagodnym głosem i ujmujący, podchodzi do tego drugiego mężczyzny z brutalną rozkoszą, której bym się po nim nigdy nie spodziewał. Jego żona pewnie nie ma o tym pojęcia. Musi żyć z dala od niej. Musi się czuć tak jak ja, kiedy idę szkolnym korytarzem albo chodzę po przepastnych, pachnących curry domach naszych indyjskich przyjaciół. Bycie gejem to odrębny, alternatywny świat.

Czuję jednak niezaprzeczalny wstręt do Rodneya i jego towarzysza. Ich fizyczny akt jest dla mnie zbyt nowy, bym mógł go uznać za normalny albo naturalny. Czuję zatem odrazę, choć nie potrafię odwrócić wzroku. Czy właśnie tak mam postępować ze swoim ciałem? Nie, niemożliwe. Nie jestem do tego stworzony. Chcę być normalny. Muszę być bardziej podobny do kolegów, nie chcę być od nich gorszy.

Jeśli jednak za bardzo znormalnieję, stracę boską osobowość. Jeśli wyrzeknę się indywidualności, stanę się równie bezbronny jak wszystkie inne dzieci wobec króla Kamsy. Jeśli wyrzeknę się swojej wyjątkowej mocy, przestanę być błękitnym chłopcem chronionym własnymi siłami. Co wybiorę – przystosowanie czy smakowitą ułomność?

 

Pisarska maestria Satyala zdumiewa tym bardziej, że legitymuje się on „tylko” dyplomem ukończenia kursu twórczego pisania towarzyszącego studiom literaturoznawczym na Uniwersytecie w Princeton (2002). Pisania nikogo nie można nauczyć, chyba że uczeń jest tak utalentowany jak właśnie Kiran, a wśród jego nauczycieli znajdą się takie sławy jak Edmund White, znany w Polsce jako autor „Zucha”, czyli „Opowieści [Białego] chłopca” (The Boy’s Own Story) – prawzorca Bildungsroman o „stawaniu się gejem”, który niewątpliwie zainspirował Hindusa do stworzenia na ten temat własnej – błękitnej – opowieści.

Rakesh Satyal, Błękitny chłopiec (Blue Boy), tłum. Anna Gralak, Wydawnictwo Znak, Kraków 2011



 


Szukaj
 
Wpisz słowo aby wyszukać produkt.
Wyszukiwanie Zaawansowane
Najczęściej kupowane

Nowości