0
Łącznie : 0,00 zł
Twój koszyk jest pusty!
aktualizuj

Co roku 1 grudnia, Międzynarodowy Dzień AIDS, spędzam w Berlinie, gdyż tam pamięta się o tych, którzy odeszli. Mój Max zmarł w 1993 roku. Mnie los oszczędził – aż się dziwię, że jestem negatywny, bo nigdy nie stosowałem żadnej profilaktyki. Do dziś utrzymuję się z tego, co zostało po Maxie, jednak mam wobec niego zobowiązania.

Jestem sado, bardzo wymagającym, ale potrafiącym okazać niewolnikowi zadowolenie i dobroć. Moi drodzy, jak trudno jest znaleźć partnera do tego typu zabaw, to ja wiem najlepiej. Ludzie odpisujący na ogłoszenia to seksoholicy, którzy podczas czytania scenariuszy spotkań brandzlują się kilka razy dziennie. Mam za sobą dwunastoletni układ S/M i dopiero teraz, gdy zabrał mi go AIDS, wiem, kim był dla mnie mój niewolnik, cwel, podnóżek, pisuar w jednej osobie! Mój Max.

I naprawdę nie chodzi o to, że teraz nie mam komu rozkazywać, kogo poniżać, na kim trzymać stóp i do czego sikać! Między Panem i niewolnikiem też może istnieć uczucie, tylko w Polsce mało kto to rozumie, bo tu scena S/M w ogóle nie istnieje.

Swoje skłonności sadystyczne odkryłem w roku 1980, kiedy wyszedłem z woja. Byłem w Jednostce Obrony Wybrzeża, w Niebieskich Beretach, i wcale tego nie żałuję. Było kilka epizodów wspólnego walenia kutasów oraz seks z jednym kumplem, ale o ostrym jebaniu nie było wtedy mowy. Byłem zaakceptowanym przez siebie i częściowo przez rodzinę gejem. Co prawda nie pasowało mi pierdolenie się w łóżku, ale robiłem to, gdyż nie wiedziałem, czego mi trzeba.

Miałem 23 lata, kontrowersyjny styl ubierania się i cholerne powodzenie w parku przy poznańskiej Operze – czyli na ówczesnej pikiecie. Ubierałem się w obcisłe dżinsy lub spodnie ze skóry, które mi matka przywiozła z Holandii. Miałem dobrą pracę – byłem barmanem w jednym z orbisowskich hoteli. W pracy przeistaczałem się w eleganckiego faceta, jednak po pracy – w oprycha. Nie wiedziałem, że drzemią we mnie skłonności do dominacji.

W czerwcu wybrałem się na zwiedzanie Międzynarodowych Targów Poznańskich. Moje wielkie zainteresowanie wzbudziło stoisko ze sprzętem RTV oraz facet w eleganckim garniturze, który udzielił mi wielu informacji. Znałem niemiecki, więc z porozumieniem się nie było problemu. Wieczorem okazało się, że jest gościem hotelu, w którym pracowałem. Spędził kilka godzin przy barze i zaproponował, abym odwiedził go w pokoju. Ja z racji pracy nie mogłem, gdyż groziło to sankcjami dyscyplinarnymi. On natychmiast zmienił hotel na inny, gdzie mogłem go odwiedzić.

W drodze do niego prosił mnie tylko, żebym nie zadawał pytań. Weszliśmy do pokoju. Na stoliku stały różnej wielkości sztuczne kutasy. On w krótkiej chwili został w samych slipach i klęcząc lizał moje kowbojki. Kutas rozrywał mi spodnie, więc uwolniłem go. Max chciał go polizać – ja zaprotestowałem, gdyż śmierdział mi chuj i skarpety, i chciałem wziąć kąpiel, ale on powiedział, że będzie moją gąbką i wyliże wszystko. Usiadłem wygodnie w fotelu, a Max lizał mnie całego, wąchał moje skarpety, pieścił moje stopy, wylizywał dupę – robił to cudownie, gdyż suki robią to najlepiej. Zlałem się najpierw w jego gębę, potem sobie na klatkę, skąd wszystko zlizał. Poszedłem się wykąpać, a gdy wróciłem, on lizał moje slipy. Włożyłem mu je w ryj. Kiedy widziałem go z tym kneblem w ustach, poczułem chęć oplucia tej kurwy. Rżnąłem go. Jarały mnie jego prośby o więcej. Po tej zabawie zastanawiałem się, co się nagle stało, że było tak wspaniale, jak jeszcze nigdy. Tamtej nocy narodziłem się jako sadysta.

Jebaliśmy się przez cztery kolejne dni, czyli do końca Targów, i odbyliśmy bardzo szczerą rozmowę. Max był starszy, miał 30 lat i doświadczenie. W Berlinie były miejsca, gdzie bez skrępowania mógł się pierdolić, a przede wszystkim poddawać się torturom. Przypomnijmy, że w tym samym czasie w Polsce dopiero Wałęsa skakał przez płot

Gdy Max wyjechał, myślałem, że to koniec przygody. Ale dwa tygodnie później zjawił się u mnie w barze, sprawiając mi tym wielką satysfakcję. Zachowywał się jak ostatnia dziwka – lizał szklanki oraz swoje palce. Podjarał mnie do granic wytrzymałości, jednak musiałem opanować podniecenie. Przed pierwszą, kiedy kończyłem pracę, powiedział, że idzie do hotelu i będzie tam na mnie czekał. Przez ten krótki czas, gdy go nie było, stale myślałem o nim i co zrobię, kiedy będziemy razem. Wypiłem szybkie dwa żywce, jednego wziąłem na drogę i poszedłem do hotelu, gdzie czekał mój cwel. Paliła się tylko świeczka. Po tej ilości piwa zachciało mi się lać. Wtedy po raz pierwszy naszczałem na faceta i wychłostałem go na mokro skórzanym pasem wyciągniętym ze spodni. Nie wiem, jak długo to trwało, ale pręgi na jego pięknej, jędrnej dupie były tak podniecające, że nie miałem ochoty przestawać.

Dzień miałem wolny i po śniadaniu, w przypływie dobroci, zacząłem poważną rozmowę z Maxem. Zwierzyłem mu się, że daje mi wiele rozkoszy i chciałbym go częściej widywać. Powiedział: załatwione. Postawiłem jeden warunek: że ja decyduję, co robimy, a on zaakceptował taki układ. Zaproponował, abyśmy we wrześniu pojechali do Bułgarii na dwa tygodnie. Akurat mogłem wykorzystać urlop, który został mi z woja. Do wyjazdu były jeszcze dwa miesiące – przez ten czas zdążyliśmy się spotkać w Poznaniu cztery razy.

Po przyjeździe do Bałcziku i zajęciu bungalowa zaczął się istny raj. W latach 80. do Bułgarii zjeżdżały tłumy Niemców, Anglików, Rosjan, a Bułgarzy wystawali na pikietach, które były brudne i ciemne. Na plażę chodziliśmy rzadko, ale na pikiety do Warny jeździliśmy kilka razy w tygodniu (mieliśmy do dyspozycji samochód). Max wyczuł, że podnieca mnie jego kurewskie zachowanie, więc obciągał niemal wszystkim bez skrępowania, a kutasów było sporo. Nie pozwalałem tylko nigdy, aby ktoś go zerżnął. Sprawowałem wyłączną pieczę nad jego dupą. Wkładałem mu do niej pięć połączonych kulek analnych i on przez kilka godzin miał je w sobie. Dupa Maxa była coraz bardziej pojemna, gdyż waląc go czułem luz. Ponadto miałem stały niedosyt tego, co się działo, gdyż mam ogromny temperament.

Pewnego dnia zauważyłem na jego dupie piękne sińce. (Max mógł się w mojej obecności poruszać tylko nago, w obroży i z łańcuchem na szyi). Ten fioletowy kolor jego półdupków bardzo mnie podrajcował. Zacząłem... gryźć jego obolałą dupę, a on tylko jęczał z rozkoszy!

W ostatnim dniu pobytu w Bułgarii, przytuleni rozmawialiśmy, co będzie po powrocie. Obiecał, że zrobi wszystko, abyśmy mogli być jak najczęściej razem. Wyznał mi, kim jestem dla niego, i obiecał wierność i posłuszeństwo. Nie wiedząc, czy można mu zaufać, zostawiłem bieg wydarzeń losowi. Chodziłem do parku, jednak poznawani tam ludzie zupełnie nie dawali mi satysfakcji, ale dawałem im do obciągania. Zdałem sobie sprawę, że Max jest jedną z najważniejszych osób w moim życiu.

Na Boże Narodzenie A. D. 1980 dostałem swoje mieszkanie. Choć miałem kasę, nie bardzo miałem co za nią kupić, gdyż wszystko trzeba było wystać w kolejkach, na co ja nie miałem ochoty. Mieszkanie miało być moim azylem – miałem tam tapczan, kilka wieszaków na ciuchy, dwie szklanki, ale stałem się niezależny, co bardzo mnie dowartościowało. Max postanowił przyjechać na Nowy Rok – ja nie mogłem pojechać do niego, gdyż byłem świeżo po woju i takich za granicę nie puszczano. Dzwoniliśmy do siebie (on częściej).

Przyjazd Maxa 30 grudnia zbliżał się. Miałem skrupuły, jak będziemy mieszkać w tych moich pustych ścianach, ale za bardzo nie pękałem. Na powitanie zadałem mu pytanie o wierność. Zapewniał, że zaspokajał się tylko wibratorem, który jakoby miał mu przypominać moją laskę. Kłamał jak z nut, dlatego dostał kilka razy w ryj, ale ostatecznie liczyło się dla mnie tylko to, że jest i że zaspokoi mnie „na Maxa“.

W Sylwestra szedłem do pracy, ale załatwiłem dla mojej szmaty bilet na miejsce przy barze, a on uprzyjemniał mi tę sylwestrową noc jak mógł. Nie pomyślałem o prezencie noworocznym dla niego, jednak stwierdziłem, że moje ospermione kalesony będą odpowiednie. Ja dostałem od niego uniform, szelki i oficerki. Ucieszyłem się, choć miałem świadomość, że zrobił to właściwie dla siebie, bo bardzo go rajcowało, gdy jego Pan był tak ubrany. Maxa też ucieszył mój prezent, a jednak był trochę nieswój.

Zapytałem, czy chce pogadać. Powiedział, że kiedyś już służył jednemu Panu przez sześć lat i przyzwyczaił się do pewnych praktyk, na które ja nie przystawałem; prosił, abym go zrozumiał. Ja miałem inne spojrzenie – uważałem, że on jest tu po to, aby mnie dać zadowolenie, a nie żebym ja zadowalał jego. Oświadczyłem, że albo obowiązuje umowa, że ja o wszystkim decyduję, albo koniec naszych spotkań.

Pod wieczór następnego dnia dzwonek do drzwi – mój kolega z pracy, którego podejrzewałem, że ma dużego chuja, gdyż podglądałem go w szatni. Przyniósł trochę alkoholu i atmosfera stawała się coraz swobodniejsza. Jarek znał tylko angielski, więc teksty, które mówiłem do Maxa po niemiecku, były dla niego niezrozumiałe. Jarek był chyba biseksem; pewności nie miałem, jednak podniecenie wzięło górę i bez skrupułów zacząłem prowokować jebanie. Zapytałem Jarka, czy chce sobie popatrzeć na coś ciekawego. Zgodził się bez specjalnych zachęt i daliśmy mu z Maxem przedstawienie, w którym było wszystko, co do tej pory zdążyliśmy w seksie przećwiczyć. Jarek był podniecony i powiedział, że też chce, aby Max mu obciągnął. Wtedy po raz pierwszy robił to z facetami. Tamtego wieczoru zdałem sobie sprawę, że uwodzenie i prowokowanie facetów staje się moją obsesją, jednak tylko wtedy, gdy mam pod ręką swojego niewolnika.

W roku 1985 złożyłem wniosek o paszport, który, o dziwo, dostałem. Mój pierwszy wyjazd na Zachód był oczywiście do Berlina. Max ucieszył się bardzo, gdyż myślał, że zostanę na stałe, bo w tamtych latach postanowojennych emigracja Polaków była ogromna. Ja byłem sceptycznie nastawiony do tego pomysłu, gdyż praca na budowie lub przy myciu garów mi nie odpowiadała. Mogłem liczyć na Maxa, jednak do decyzji dojrzałem dopiero w roku 1987.

Max miał bardzo dobrą pracę i zaproponował, że mogę być na jego utrzymaniu tak długo, jak będę chciał. Przez siedem lat znajomości doszliśmy do wielkiego szacunku wobec siebie; obaj opętani przez seks, stawaliśmy się dla siebie coraz bardziej atrakcyjni. Po dwóch miesiącach mojego pobytu u niego i życia tylko seksem Max załatwił mi pracę przy monitoringu w jego firmie. Mogłem obserwować także jego: wyłapywałem z rozkoszą te momenty, gdy niepostrzeżenie (ale nie dla kamery) łapał się za dupsko i sprawdzał, czy ma w sobie kulki.

W niemieckim piśmie gejowskim znalazłem ogłoszenie Pana, który chciał z innym Panem zamienić się na niewolników na okres jednego tygodnia. Max wziął na okoliczność tydzień wolnego. W naszych drzwiach pojawił się facet około 40 lat, broda, wąsy, skórzany uniform, a za nim stał cwel obcięty na zero, w skórzanych stringach i z zakolczykowanymi sutkami. My, Panowie, zaczęliśmy rozmawiać, a naszym kurwom poleciliśmy, aby się zabawiały. Ja jednak chciałem wiedzieć, co potrafi kurwa, która ma u mnie zostać przez cały boży tydzień, podczas gdy mój Maxio trafi w nieznane ręce. Eberhard zaczął więc wydawać jej rozkazy – lizaniem jego dupy przez spodnie doprowadziła mnie do bezdotykowego wytrysku. Mój gość nie chciał zobaczyć, co potrafi Max – o 4.30 nad ranem zapakował go do bagażnika i pojechał.

Ja zasnąłem, a kiedy w południe się obudziłem, kurwa klęczała z jęzorem do podłogi i prosiła o kutasa. Wstawszy, odlałem się jej do ryja i kazałem posprzątać. Naokoło był syf – nie pomyte gary, butelki itd. Kiedy Jürgen mył gary, podszedłem z największym wibratorem i zajebałem mu w dupę, każąc nie przerywać zmywania. Udowodnił swoje duże doświadczenie, ssał głęboko i dokładnie. Nie miałem ochoty na wielki seks, gdyż Jürgen mnie nie podniecał tak jak Max.

W sobotę rano zwrócono mi Maxa. Był cały posiniaczony i prosił, abym mu pozwolił położyć się spać. Był chodzącą raną, co mnie z jednej strony niesamowicie rajcowało i skłaniało do natychmiastowej zabawy, z drugiej – chłopaczyna leciał przez ręce. Prawdopodobnie był głodzony i torturowany ponad umowę. Miał okazję się przekonać, jakiego ma na co dzień dobrego Pana. Jürgenowi można było tylko współczuć. Ta „wymiana“ zbliżyła nas do siebie jeszcze bardziej.

W nagrodę za całotygodniową poniewierkę zabrałem Maxa do restauracji na wspaniały obiad. Przewidując procenty, skorzystaliśmy z komunikacji miejskiej; robiliśmy to czasem również dlatego, że można było tam sprowokować wiele sytuacji. Tak też było kiedy wracaliśmy z tamtego pamiętnego obiadu. Naprzeciw nas usiadł chłopak rasy afrykańskiej, bardzo przystojny, może 25-28 lat, dżinsy podarte na dupie. Ja byłem już napalony i wściekły zarazem, że jest tak dużo ludzi, ale chłopak sam zaczął nas prowokować wstając do okna i pokazując swoją jędrną dupę. Zapytałem, dokąd jedzie. Odpowiedział, że donikąd. Zaproponowałem mu piwo. Przy piwie wyszło na jaw, że chłopiec jest za kasę. Cena się wahała. Gdy poszedł do kibla się odlać, zapytałem Maxa, czy chce być dziś Panem i zrealizować swoje wspomnienia z lat, gdy był własnością innego Pana. Zgodził się z rozkoszą. Jak jednak powiedzieć Bambo, że ma być całą noc niewolnikiem? Cóż, za 500 ówczesnych DM zgodził się nawet na to, żebym ja patrzył.

Ciekaw byłem, za czym tak tęsknił Max przez te lata, że aż bał się mnie o to prosić. Przed sesją dokupił mnóstwo piwa i dużą niklowaną miskę. Włożyłem oficerki, skórzane stringi i czapkę, i w fotelu w salonie czekałem, co będzie się działo. Max poprosił mnie, czy może wziąć moje skarpety, bo bardziej śmierdzą – zgodziłem się. Dywan został zwinięty, z kuchni przyniesiony stołek i piwo. Max założył Bambo kolczatkę, a sam założył moje skarpety i swoje oficerki, i z pejczem i sznurem w ręku zaczął wydawać rozkazy. Nastąpiła tradycyjna rozgrzewka: lizanie butów do glancu, razy na dupę itp. Dopiero potem Max wlał kilka butelek piwa do miski, zamoczył w nim stopy w skarpetach i kazał kurwie ssać. Bambo się opierdalał (choć piwo podane przez skarpetę też ma swój smak), więc Max wychłostał go i przypomniał o forsie. Następnie zdjął skarpety i wykręcał je do ryja Bambo.

Max wprost przesadnie dbał o toaletę i to mu się chwaliło, dlatego, że bez skrępowania można było go rżnąć. Po porannym wypróżnieniu robił sobie lewatywę, wypijał kakao, zjadał kilka kostek czekolady (by zewrzeć i „oszklić“ ewentualny powstający stolec) – i mój kutas za każdym razem był czysty (no, chyba że pierdoliliśmy się o trzeciej rano). Max napełnił lewatywę odgazowanym piwem i zaczął je sobie wlewać do dupy. Weszło 5-6 „gruszek“. A potem tą breją, wytryskującą z jego dupy pod znacznym ciśnieniem, opryskał Bambo (któremu trzeba było ponownie przypomnieć o czekających pięciu stówach). To były piękne chwile...

Max przeznaczył 2500 DM na klub S/M w Polsce. Te pieniądze trzeba było co prawda przeliczyć na euro, ale one nadal są, czekają. Boję się z czymkolwiek ruszyć, gdyż ludzi o takich poglądach jest w Polsce bardzo niewielu. W Poznaniu tylko jeden klub – Dark Angels – na poważnie myśli o skórzakach, Masterach, cwelach, fetyszystach i organizuje dla nich regularne imprezy. Nawiasem mówiąc, są tam chyba dwa jedyne slingi w całej Wielkopolsce. Fajnie, że zaspokojenie moich potrzeb jest możliwe już nie tylko w Berlinie.

Adam

Od ponad dziesięciu lat dostarczamy Wam filmy i zabawki erotyczne, które zadowolą każdego.

Kontakt

  •  

    Adres: 60-857 Poznań
    Mylna 32/34A lok.2

  •  

    E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

  •  
    Tel.: +48-61-8427470
    Tel. kom.: +48-602-243891
Top
Ta strona używa plików Cookies. Proszę zapoznać się z celem ich używania i możliwościami zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Polityka prywatności. More details…