0
Łącznie : 0,00 zł
Twój koszyk jest pusty!
aktualizuj

Każdy chciałby mieć w rozporku jak najwięcej – może nie do przesady, ale tyle, żeby jego krocze nie uszło uwadze żadnego mijanego faceta. Tymczasem okrutna rzeczywistość jest taka, że niewiele w naszych spodniach nosimy. Nawet ci, którzy na stojaka mogą pochwalić się wielkim wałem, w zwisie dużo tracą, a przecież mało kto godzinami maszeruje po ulicach ze wzwodem. Rozporek prawie płaski i jak tu rwać facetów? No i jak, przede wszystkim, samemu się podniecać posiadaniem wielkiego mięcha między nogami? Mamy dwa wyjścia: powiększyć genitalia lub wypchać sobie gacie. To pierwsze wyjście jest dla odważnych, to drugie dla... niekoniecznie mniej odważnych.

POWIĘKSZENIE

W 2000 roku z inicjatywy Amerykanina doktora Jorna Ege Siany – największego światowego eksperta w dziedzinie falloplastyki (chirurgii plastycznej penisa) – powstała Internetowa Klinika Mężczyzny (mens-clinic.com), skupiająca takie sławy w tej dziedzinie, jak E. Douglas Whithead (USA), Sheldon O. Burman (USA), Sava Perovic (Serbia), Costas Constantinitis (Grecja). Poniższe informacje są firmowane autorytetem tych nazwisk, opieramy się w całości na materiałach dostępnych na wymienionej stronie.

Spośród 2 tysięcy ankietowanych przez Klinikę zdrowych Amerykanów 14,6% zadeklarowało zainteresowanie, chęć, a nawet pragnienie powiększenia kutasa. W grupie samych gejów odsetek ten byłby z pewnością dużo wyższy.

Przez „powiększenie“ należy rozumieć jednoczesne wydłużenie i pogrubienie chuja. Zabiegi polegające na samym wydłużeniu bądź na samym pogrubieniu są niefachowe, gdyż prowadzą do zaburzenia naturalnych proporcji tego pięknego narządu.

Znane są trzy metody (grupy metod) powiększania chuja: chirurgiczna, mechaniczna i farmakologiczna. Pierwsza daje największą gwarancję powodzenia, zapewnia natychmiastowy efekt, ale jako inwazyjna nie nadaje się do zastosowania we wszystkich przypadkach. Druga jest bezpieczniejsza, ale wymaga wiele czasu i wysiłku, a efekt w osobniczo opornych przypadkach może okazać się mierny. Trzecia metoda – przy założeniu, że będziemy stosować tylko preparaty ziołowe – nie wymaga już nawet wysiłku, a tylko czasu i anielskiej, niestety, cierpliwości. Najlepsze efekty daje połączenie wszystkich trzech metod: łagodna chirurgia (w znieczuleniu miejscowym podanym do kanału kręgosłupa) wsparta mechaniką (konieczną, by zapobiec kontrakcji, czyli pooperacyjnemu skurczeniu kutasa do pierwotnych rozmiarów, oraz by rozciągnąć i wygładzić ewentualne blizny) i ziołolecznictwem, które podobno nie może zaszkodzić.

CHIRURGIA

Zapewnia średnio 3-6 cm trwałego przyrostu na długość. O tyle bowiem można wysunąć do przodu chuja po odcięciu jego podstawy od kości łonowej. Niestety, równocześnie nieuniknione jest opuszczenie się narządu o 2-4 cm. Summa summarum kutas obniża się o 20-30°. Przy zastosowaniu najnowszej techniki laparoskopowej pozostaje tylko niewielka (1-2 cm) blizna, która goi się po 6-12 miesiącach. Nacięcie wykonuje się w strefie intensywnego zarostu łonowego, tak że blizna jest zupełnie niewidoczna.

Według statystyk kliniki chirurgii plastycznej w Kopenhadze, gdzie wykonano ponad 2 tysiące takich zabiegów, najczęstsze „osiągi“ to 5 cm przyrostu w zwisie/2,5 cm we wzwodzie. Największy zanotowany przyrost u szczególnie podatnego pacjenta wyniósł aż 17 cm – delikwent, który dysponował 11-centymetrowym fiutkiem, zszedł ze stołu z 28-centymentrowym chujskiem. Najmniej podatny pacjent musiał się zadowolić przyrostem o zaledwie 0,5 cm. Czasem można liczyć na dodatkowy centymetr stosując po operacji wydłużacz (extender) opatentowany przez wymieniony na wstępie zespół lekarzy, o czym szczegółowo dalej. Przez „podatność“ na wydłużenie należy rozumieć zróżnicowaną osobniczo elastyczność cewki moczowej oraz nerwowo-naczyniowej struktury prącia.

Zabiegiem przeprowadzanym zaraz po wydłużeniu, najlepiej w ramach jednego znieczulenia, jest pogrubienie kutasa. Tradycyjnie dokonuje się go metodą autoprzeszczepu własnej tkanki tłuszczowej pacjenta, pobranej z uda, biodra lub okolic pępka (u osób otyłych) ssakiem o średnicy 2 mm, przez nacięcie w pachwinie lub w pępku. Tkanka jest najpierw płukana w sterylnej kąpieli solnej, a następnie przepuszczana przez filtr dzielący ją na cząsteczki (homogenizowana). W tej postaci tłuszcz jest wstrzykiwany do przestrzeni między skórą a ciałami jamistymi prącia. Niestety, należy być przygotowanym na to, że około 50% wstrzykniętego tłuszczu wchłonie się do organizmu, dlatego naprawdę pokaźny i stabilny efekt uzyskuje się dopiero po kilku zabiegach. Zazwyczaj po jednym zabiegu ustala się w ciągu jednego roku obwód o ok. 3 cm większy (mierzony w zwisie). Najwytrwalsi, którzy poddali się serii dostrzyknięć, pysznią się obwodami zwiększonymi nawet o 11 cm, co oznacza, że ich kutasy bez wzwodu mają w obwodzie więcej niż największe naturalne w erekcji! Średnio poprzestaje się na 30-procentowym przyroście obwodu, bo tłuszcz można co prawda dostrzykiwać bez ograniczeń (skóra ludzka jest „tworzywem“ niezwykle elastycznym i adaptuje się do wszelkich odkształceń), ale istnieje nieprzekraczalna granica długości, więc taki chuj-beka byłby rażąco nieproporcjonalny.

Niektórzy chirurdzy od niedawna zarzucili autoprzeszczepy na rzecz alloprzeszczepów – zamiast własnego tłuszczu pacjenta wstrzykują imitujący go, zsyntetyzowany sztucznie koloid (allograft dermal matrix), co oszczędza pacjentowi blizn po pobraniach tkanki tłuszczowej oraz kilkakrotnie przyspiesza cały zabieg.

Część „wydłużeniowa“ operacji trwa ok. 75 minut, a „pogrubieniowa“ (przy autoprzeszczepie) ok. 90 minut. Pacjent może iść do domu już 2-3 godziny po zabiegu. Jedynie u 8-10% pacjentów zachodzi konieczność operacji korekcyjnej, by poprawić symetrię, gładkość itd.

W ciągu ostatnich 10 lat w państwach zachodnich przeprowadzono ok. 40 tysięcy operacji powiększenia kutasa. W Polsce jedynym ośrodkiem przynajmniej teoretycznie przygotowanym do takich zabiegów jest Polanica Zdrój, jednak są one tam rzadkością. Polska jest bowiem krajem katolickim, a religia ta potępia poprawianie Stwórcy.

MECHANIKA

Metod mechanicznych jest cała mnogość: przywiązywanie do chuja ciężarków (przywędrowało z Afryki, popularne w S/M-ie), pompowanie próżniowe, zestawy ćwiczeń itp., ale wszystkie opierają się na tym samym procesie biologicznym – intensywnym namnażaniu się komórek w miejscu poddanym stałemu rozciągnięciu. Zjawisko to jest znane od wieków, zawdzięczamy mu przecież gojenie się ran (przestrzeń między ich brzegami wypełnia się nadprogramowymi komórkami – tzw. ziarniną) i zrastanie się kości. Wydłużanie kości jest też możliwe, tylko trwa miesiącami, podczas gdy tkankom miękkim wystarczą tygodnie.

Wszystkie zalety ciężarków i pompek oraz najmniej ich wad przejął sprzęt zaprojektowany i stosowany w klinikach falloplastycznych na całym świecie – wspomniany już extender (polski „wydłużacz“ brzmi jakoś niezgrabnie). Składa się on z „obejmy“ w postaci trzech rozciągliwych prętów przymocowanych do silikonowego krążka, który jest mocowany do kości łonowej, ściśle obejmując chuja. Wszystkie tworzywa są przyjazne skórze i nie wywołują alergii. Nowsze typy extenderów mają wbudowany elektroniczny wskaźnik napięcia prętów, pokazujący, z jaką siłą jest rozciągany kutas. Maksymalnie dopuszcza się siłę 900-1800 gramów.

Extender może być stosowany samodzielnie lub jako support pooperacyjny. Przy dużej podatności osobniczej za pomocą samego extendera można osiągnąć do 6 dodatkowych, stabilnych centymetrów w zwisie, po roku intensywnego stosowania! A co najważniejsze, przyrost długości nie odbywa się kosztem utraty grubości, jak to się dzieje po zastosowaniu metod polecanych przez licznie ogłaszających się w prasie erotycznej i Internecie szarlatanów!!! Obwód jest wciąż taki sam. Oczywiście po wydłużeniu chuj staje się proporcjonalnie cieńszy, jednak na to extender już nie zaradzi – pogrubić sobie można, jak na razie, tylko chirurgicznie.

Efekt i czas jego uzyskania jest wprost proporcjonalny do czasu używania extendera. Można go zakładać tylko w określonych porach dnia, w wolnym czasie, by nie rozpraszał nas podczas pracy itp. Jeśli jednak przyzwyczaimy się do niego, można go z powodzeniem nosić cały dzień (warunkiem luźne spodnie), a nawet w nim spać. Wtedy szybciej i z pokaźniejszym skutkiem zakończymy kurację. Po nabraniu wprawy montaż urządzenia na kutasie zajmie nie więcej niż minutę. Pomoc lekarska jest całkowicie zbędna. Nie zaobserwowano niekorzystnego wpływu extendera na wydalanie, erekcję, płodność czy jakąkolwiek inną męską funkcję. Extender musi być zdejmowany na czas aktywności sportowej i seksualnej. Przeciwwskazaniem do jego noszenia są choroby weneryczne oraz nadużycie alkoholu.

Wynalazca extendera, dr Jorn Ege Siana, przedstawił rezultaty jego stosowania na Międzynarodowym Kongresie Urologicznym w czerwcu 2001. 50 badanych mężczyzn (średnia wieku 32 lata) używało extendera średnio przez 17 tygodni, średnio przez 8-12 godzin na dobę, uzyskując średni przyrost 2,8 cm.

ZIOŁA

Zioła są znane ludzkości od czasów starożytnych. Leczono nimi impotencję, wytrysk przedwczesny, stosowano jako afrodyzjaki. Dopiero jednak w czasach współczesnych zorientowano się, że szczególna kombinacja niektórych ziół ma, obok wymienionych, także inne działanie – powiększa kutasa! Optymalnym preparatem o takim właśnie działaniu jest wszechstronnie zachwalany na internetowej stronie penis.com preparat VIG-RX firmy Albion Medical. Dał on już ponoć zdumiewające efekty u ponad tysiąca mężczyzn i cieszy się pełną aprobatą lekarzy. Jest superbezpiecznym odpowiednikiem Viagry. Działanie powiększające sprowadza się do systematycznego przekrwiania i – z czasem – trwałego powiększenia ciał jamistych. To nie do wiary, ale łykając dwie tabletki dziennie, bez żadnego dodatkowego wysiłku można sobie wydłużyć chuja nawet o 8 cm, przy proporcjonalnym jego pogrubieniu! Zero fatygi, zero stresu, zero blizn i narkoz! W ciągu pierwszych czterech tygodni obserwuje się głównie przyrost obwodu. Przyrost długości trwa między czwartym a ósmym tygodniem kuracji. Od dziewiątego tygodnia wchodzimy w okres stabilizacji efektu.

W składzie cudotwórczych tabletek znajdują się ekstrakty m. in. z następujących ziół: Epimedium sagittum (starożytny afrodyzjak chiński, uwalnia w organizmie ogromne ilości testosteronu), Cuscuta (wzmaga spermatogenezę, poprawia jakość spermy, ma wpływ tonizujący na nerki), Ginkko biloba (od 5 tysięcy lat znany medycynie chińskiej, wzmaga napływ krwi do mózgu, naczyń włosowatych i ciał jamistych), koreański żeń-szeń czerwony – Panax ginseng (najpopularniejszy afrodyzjak), palmetto – Fructus serenoae (zmniejsza powiększoną patologicznie prostatę nawet o 13%, obniża poziom cholesterolu i kwasów tłuszczowych we krwi), Muira pauma (brazylijskie „drzewo potencji“), Catuaba (afrodyzjak brazylijskich Indian Tupi), owoc głogu – Fructus crataegi (zapobiega skrzepom).

Jedna fiolka tych skarbów, wystarczająca na miesiąc, kosztuje tylko 60 dolarów (czyli płacimy ok. 1 dolara za tabletkę); pełna kuracja czteromiesięczna wyniesie 200 dolarów. Jeśli to wszystko prawda, cena nie wydaje się wygórowana. Producent z dumą cytuje zachwyconych klientów: „Cztery miesiące temu miałem 12-centymetrowego penisika, a teraz mogę się pochwalić 16 centymetrami! Będę kontynuował kurację aż dojdę do 20-25 cm!“ – entuzjazmuje się Jon z Teksasu. „Zdobyłem 2,5 cm w ciągu 10 dni! VIG-RX zmienił moje życie!“ – pieje Mohamad ze Zjednoczonego Królestwa. Wierzyć, nie wierzyć?

Jeśli nie stać nas – finansowo lub psychicznie – na eksperymenty z zakresu chirurgii plastycznej, musimy się zadowolić wypychaniem. Naszym celem jest

MĘSKA BULWA

Po angielsku nazywa się to bulge i ogólnie znaczy: wybrzuszenie, wypukłość. Również męska (men’s, manly) wypukłość, ta w slipach lub w spodniach, określana jest tym słowem, które na polski proponujemy tłumaczyć jako bulwa, choćby dlatego, że trzy pierwsze głoski są identyczne.

Kto z nas nie lubi patrzeć na ulicy na rozporki mijanych facetów, a na plaży lub basenie na ich slipy? Kogo z nas nie intrygują duże bulwy? Znawcy i wielbiciele bulw, którzy mają w Internecie całe swoje portale i fora dyskusyjne, ukuli wiele na ten temat powiedzeń, jak np. „Bulwa jest przedmiotem męskiej dumy“, „Bulwa czyni mężczyznę“, „Kochamy mężczyzn, których bulwy wchodzą do pomieszczenia pierwsze, a dopiero potem oni sami“. Posiadanie dużej bulwy między nogami jest dla mężczyzny źródłem bulging satisfaction (bulwowej – bulwiastej? – satysfakcji).

Bulwomani (bulge-intoxicated – dosł. zarażeni bakcylem bulwy; bulge-focussed, bulge-obsessed – skoncentrowani na bulwie, opętani bulwą) wysyłają zdobyte przez siebie zdjęcia osób życia publicznego – polityków, aktorów, piosenkarzy, sportowców – na których są widoczne ich bulwy. Szczególnie rozbudowany jest dział sportowy, obejmujący te dyscypliny, w których zawodnicy noszą stroje uwidaczniające ich bulwy. Można się więc naoglądać bulw kolarzy w spodenkach z lycry, bulw zapaśników i pływaków. Na forach dyskusyjnych można opisywać własne bulwy (popierając opowieść zdjęciami) oraz dzielić się wrażeniami na takie tematy, jak np. „Największa bulwa, jaką w życiu widziałem“. Najbardziej podniecające są zdjęcia rekordowych bulw, rozsadzających wprost spodnie.

Na niektórych stronach dla wielbicieli męskiej bielizny toczy się tzw. battle of the bulge, czyli nieustający ranking zdjęć przedstawiających bulwy. Odwiedzający stronę głosują na największe i najładniejsze ich zdaniem bulwy, wybierając spośród setek zdjęć.

Z bulwami jest tak jak z samymi kutasami i jajami – im większe, tym bardziej podniecające. Dlatego miłośnicy bulw rywalizują ze sobą na rozmiary. Robią wszystko, co w męskiej mocy, aby ich bulwy były jak największe, aby zapierały dech w piersiach przechodniom na ulicy i plażowiczom. Nazywa się to bulgebuildingiem (przez analogię do bodybuildingu – kulturystyki) albo bulge developement (techniki powiększania bulwy).

Ideałem jest półmiękka atrapa penisa z kanałem na odpływ moczu (żeby nie trzeba było jej ściągać do każdego sikania, co jest kłopotliwe, a jednocześnie aby móc zaszpanować nią przy pisuarze), zakładana na kutasa i jaja, przytwierdzana do spojenia łonowego (miejsce przyklejenia jest maskowane sztucznymi włosami łonowymi, w które wyposażony jest ten sprzęt). Na temat tzw. peecocków produkowanych w Azji i USA napiszemy szczegółowo w „Adamie“ nr 3-4/2018.

Teraz cofniemy się do początków profesjonalnego myślenia o męskiej bulwie, czyli do wczesnych lat 70., kiedy to w Stanach Zjednoczonych narodziła się nowoczesna koncepcja bulwy. Wszystko na ten temat możecie znaleźć na ogromnie ważnej dla bulwomanów stronie: leatheroaks.org

Jako pierwszy o uwydatnieniu męskiej bulwy pomyślał Amerykanin imieniem Hal, mieszkaniec miejscowości Wellesley w stanie Massachusetts, i wymyślił specjalne slipy podkreślające męskość, które nazwał jockstrapami, którą to nazwę można tłumaczyć dwojako: jock’s trap – pułapka na kutasa; jock strap – nakutaśny pasek materiału. Bez części tylnej, z przodu trójkącik tkaniny, ciasno opinający klejnoty i podający je do przodu – pomyślane zrazu jako suspensoria chroniące narządy sportowców niektórych dyscyplin, zawojowały w krótkim czasie cały gejowski świat na Zachodzie i do dzisiaj są na topie, równie nieśmiertelne jak dżinsy, obecne prawie w każdym filmie porno. Także w Polsce co niektórzy je posiadają i zakładają przed seksem. Już sam krój jockstrapów sprawia, że nawet średnio obdarzony mężczyzna wygląda w nich na bardziej obdarzonego, gdyż w tych obcisłych slipkach jaja podnoszą się do góry (up), stąd zamienne nazwy jockstrapów: jockupsy, upliftery. Można je porównać do miseczek biustonoszy, podnoszących biust.

W zależności od tego, czy lubimy nosić chuja do dołu, ułożonego na jajach, czy też do góry, można nabyć różne odmiany jockstrapów. W ofercie producentów amerykańskich są „miseczki“ (pouches) o obwodzie od 29 do 47 cm i, odpowiednio, o wysokości bulwy (odległości od brzucha do jej szczytu) od 7 do 22 cm (czyli do wysokości „namiotu“ przy pełnym wzwodzie, z kutasem pod kątem prostym do brzucha). Jedne jockstrapy są tak ciasne, że nawet podczas wzwodu nie pozwalają kutasowi na przemieszczanie się, czego efektem jest powiększająca się bulwa opływowa, inne z kolei pozostawiają trochę miejsca na erekcję.

Wielkość bulwy zwiększa się także wskutek grubości materiału, z którego wykonana jest „miseczka“, a grubość ta może wynosić od 1 do 6 cm! Najgrubsze tworzywo, z którego szyje się jockstrapy, to neopren – syntetyk stwarzający ogromne możliwości. Można z niego wyrabiać jockstrapy z tzw. standup superfrontem, czyli tak jakby bulwą zewnętrzną, naszytą na „miseczkę“. Na to wszystko naciąga się obcisłe dżinsy, spodnie skórzane lub kombinezon z lycry i z ogromną bulwą paraduje się po mieście.

Jockstrapy umożliwiają także bulgebuilding wewnętrzny, czyli formowanie wypukłości poprzez tzw. pouch insert. Do miseczek można wkładać różne wypełniacze wykonane z przyjaznego skórze metalu – imitacje chuja i jaj, sprzedawane przez te same firmy, które handlują jockstrapami. Ceny tego cuda w Ameryce (w przeliczeniu na złotówki) wahają się od ok. 50 zł za najprostszy fason do 200-300 zł za egzemplarz dostosowany do insertu lub z bulwą zewnętrzną.

Ci, których na to wszystko nie stać, muszą jechać sposobem domowym. Odłóżmy do lamusa wszelkie pampersy i banany – nie chodzi o nawkładanie sobie czegokolwiek do slipów, tylko o uformowanie sztucznego kutasa. I tu niezastąpione są skarpety. Nie za grube, bo tymi trudno manewrować, i nie za cienkie, bo trzeba by było ich za dużo użyć. Muszą być średniej mięsistości, mięciutkie i koniecznie 100% bawełniane, bo kontakt ze skórą będzie i bliski, i długotrwały, i bardzo silny (dla wytrzymałych!). Czasami wystarcza już owinięcie parą skarpet samych jąder, ale dla piorunującego efektu trzeba okutać również chuja. Nie należy podczas „ekspozycji“ pić za wiele, bo powtarzanie całej operacji po każdym sikaniu jest irytujące. Jest to raczej rozrywka na upalne lato, kiedy więcej się wypoci skórą niż wysika, ale z kolei przy 30 stopniach na dworze nasze genitalia, owinięte w kilka par skarpet, mogą po prostu nie wytrzymać. Latem za to gratyfikacja jest ogromna, bo tylko latem można zaprezentować swój wypych w krótkich spodenkach z lycry bądź z miękkiej bawełny.

Sposobów na wytworzenie skarpetowego chuja może być pewnie wiele. Polecamy „przepis wujka Sama“, zwany tak, bo przywędrował ze Stanów. Badacze Alaski wymyślili go w celu chronienia przed arktycznym zimnem swoich drogocennych klejnotów. Zaczynamy od owinięcia jąder: jedną skarpetą wokół (końcówkę po okręceniu dookoła wkładamy pod gumkę skarpety), drugą, dla stabilności, mocujemy pod jej własną gumkę ponad nasadą kutasa. Na samego chuja nakładamy od 2 do 4 par skarpet, budując równomiernie grubość, jak i długość – do wielkości pożądanej. W zależności od grubości użytych skarpet, jak i liczby par, uzyskujemy średniotwardego chuja o długości 25-30 cm i obwodzie 20-23 cm. Całość stabilizujemy ostatnią, wierzchnią parą skarpet, naciąganą na całą konstrukcję tak, aby część palcowa pokrywała czubek (zarys żołędzi), natomiast w części piętowej mieściły się jądra (pozostające fałdki części nadkostkowej podwijamy).

Takiej konstrukcji nie wolno nosić dłużej niż kilka godzin, a to z powodu konieczności odlewania się, a także zapobieżenia zmianom zastoinowym w chuju, na nasadzie spotyka się bowiem połączony ucisk gumek kilku skarpet i może on utrudniać przepływ krwi do i z kutasa; łatwo to poznać po tym, że nawet jeśli jest upał, to po zdjęciu skarpetowej maszynerii nasz żołądź będzie chłodny, a przy większym ucisku zimny jak lód. Nie należy zatem przesadzać. Podobnie uciążliwe jest pieczenie od spodu nasady, wywołane uciskiem gumek, jest ono na szczęście niegroźne i ustępuje po kilkunastu minutach od odkręcenia skarpet. Dużo groźniejsze jest zgniecenie jąder, do którego może dojść wskutek nieumiejętnego ich owinięcia; w razie pojawienia się bólu należy natychmiast wszystko pozdejmować!

Z rozmiarami powiększonych chujów nie należy przesadzać, bo zbyt wielkie wydają się tak nienaturalne, że nie będą działały podniecająco, tylko rozśmieszająco, a czasem nawet przechodnie nie zwrócą na nic uwagi, bo nie skojarzą tej poduchy w spodniach z chujem, tylko raczej będą nas podejrzewali o przepuklinę. Najlepsze są więc powiększenia średnio-mniejsze – te mieszczą się w granicach naszej percepcji seksualnej i przyciągają wzrok.

Ważne jest też, w czym prezentujemy nasze tak czy inaczej powiększone skarby. Nie mogą to być oczywiście workowate spodnie, w których czołg by utonął, tylko obcisłe dżinsy, spodenki kolarskie, miękkie dresy z bawełny lub lycry. Można nosić swoją sztuczną lufę dumnie do góry, imitując nieustanny wzwód, albo do dołu, wywołując jeszcze bardziej piorunujące wrażenie mięcha. Tu są dwa warianty: wpuszczenie luzem w nogawkę (wał jest świetnie widoczny zwłaszcza w pozycji siedzącej, ale nie powinien być dłuższy niż do połowy uda) albo uformowanie regularnego owalu w obszernych slipach. Ale tu wchodzimy już w temat następny, jakim jest (pół)ekshibicjonizm.

Od ponad dziesięciu lat dostarczamy Wam filmy i zabawki erotyczne, które zadowolą każdego.

Kontakt

  •  

    Adres: 60-857 Poznań
    Mylna 32/34A lok.2

  •  

    E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

  •  
    Tel.: +48-61-8427470
    Tel. kom.: +48-602-243891
Top
Ta strona używa plików Cookies. Proszę zapoznać się z celem ich używania i możliwościami zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Polityka prywatności. More details…