0
Łącznie : 0,00 zł
Twój koszyk jest pusty!
aktualizuj

Wielu z Was jeszcze wczoraj nie pomyślałoby, że wspólne sikanie na siebie z drugim facetem może podniecać. Jednak kropla drąży skałę, także kropla moczu. W tym artykule postaramy się rozwiać nieuzasadnione obawy związane z sikaniem, a przed rzeczywistymi zagrożeniami ostrzec.

Naukowo: urofilia; romantycznie: złoty deszcz; po męsku: sporty wodne. A po prostu: szczanie – zaliczane przez psychologów do przyjemności pierwotnych, instynktownych, przyrodzonych. Korzystają z tej przyjemności niemowlaki, a nawet dzieci nieco starsze, dopóki dorośli ich nie odzwyczają od sikania w spodenki czy w łóżeczko, czasem stosując takie restrykcje, że dziecko, gdy stanie się dorosłe, będzie miało głęboko zakodowane, że mocz jest czymś brudnym, wstydliwym, a nawet grzesznym, i mowy nie ma, by taki osobnik dopuścił myśl o włączeniu sikania do zabaw seksualnych, tak jak tego zdała się chcieć natura, projektując dla moczu i spermy ten sam kanał wylotowy! W tym świetle powrót do nieskrępowanego sikania, nie z potrzeby, ale dla przyjemności, jest powrotem do natury, a prężne na Zachodzie stowarzyszenia pissingowców są częścią ruchu naturystycznego.

Ulga opróżnienia przepełnionego pęcherza różni się oczywiście od ulgi opróżnienia przepełnionej prostaty, jednak nie aż tak biegunowo. Warto zauważyć, że gdy dajemy do obciągania z pełnym pęcherzem, mocz zawsze będzie miał pierwszeństwo przed spermą, a jego „wysys“ przyniesie orgazm nawet przewyższający ten klasyczny. Ciepło moczu oblewającego ciało jest przyjemnością samo w sobie – pewnie dlatego, mimo tabliczek z zakazami, dzieci, a bywa że i dorośli, namiętnie sikają w basenach. I tu pierwsze ostrzeżenie: bezpieczniej jest sikać pod wodą we własnej wannie, ponieważ na czas sikania cewka się otwiera i może do niej, a przez nią do pęcherza i nerek, wtargnąć wszelakie świństwo, z jakim ludzkość włazi do basenu.

Groźne są właśnie bakterie i pasożyty bytujące w drogach moczowych, a nie sam mocz! Mocz u zdrowego człowieka jest prawie sterylny i nie zawiera toksyn. Nawet jeśli zjedliśmy coś trującego, to z toksynami dawno rozprawiła się wątroba, a nerki odfiltrowały z krwi już tylko nieszkodliwe produkty ich rozkładu, zazwyczaj związki bardzo proste i bezpieczne dla zdrowia. O sterylności, a nawet bakteriobójczym działaniu moczu niech świadczy fakt, że w warunkach polowych odkaża się nim rany. Plemiona afrykańskie z moczu, popiołu i gliny zagniatają swoiste ciasto, którym oblepiają ciało, by chronić się przed ukąszeniami owadów. Eskimosi, cierpiący na niedostatek płynnej słodkiej wody (zimą temperatura nie pozwala rozmrozić lodu nawet w igloo), używają moczu do mycia. W zdrowym układzie wydalniczym nie mają prawa przeżyć żadne bakterie. Cewka moczowa jest idealnie czysta w porównaniu z jamą ustną, zawsze pełną najróżniejszych kolonii bakteryjnych, a mimo to przewrotny wzorzec kulturowy sprawia, że bez większych oporów całujemy się głęboko, z wymianą śliny, natomiast kropla cudzego moczu na języku budzi w nas odrazę. Nie po raz pierwszy obyczajowość stoi w całkowitej sprzeczności z biologią.

Wyliczmy teraz substancje znajdujące się w prawidłowym moczu i zobaczmy, czy jest się tu czego bać i przed czym wzdrygać. Mocz to prawie wyłącznie woda. W niej rozpuszczone są śladowe ilości związków całkowicie nadających się do połknięcia. Przede wszystkim są to sole mineralne, głównie chlorek sodu, czyli niewinna sól kamienna, oraz mniejsze ilości soli magnezu, wapnia, potasu. To pierwiastki cenne dla organizmu, wydalany jest tylko ich nadmiar. Przy przekarmieniu witaminami, zwłaszcza syntetycznymi, nadwyżki trafiają do moczu. Mocz dobrze odżywiającego się pakera może zawierać całkiem dużo nadwyżkowych witamin rozpuszczalnych w wodzie, czyli C oraz kompleksu B.

Po zjedzeniu produktów słodzonych aspartamem mocz może być słodkawy, ponieważ aspartam oraz inne sztuczne słodziki przechodzą przez organizm nietknięte. Bez zmian metabolicznych przechodzi do moczu także związek nadający smak sokowi grejpfruta, dlatego przed seksem można spożyć więcej tych owoców, a sprawimy kochankowi dodatkową przyjemność smakową. Uwaga: wiele substancji narkotycznych trafia do moczu też w niezmienionej, nadal psychoaktywnej postaci, gdyż obciążony organizm nie nadąża z ich rozkładem, lepiej więc nie pić moczu kolesia, o którym wiemy, że lubi sobie przygrzać.

Dużo więcej niepokoju wzbudza tzw. azotowa frakcja moczu. Składa się na nią głównie mocznik, który nie jest bynajmniej odpowiedzialny za nieprzyjemny zapach moczu (ale wyłącznie stężonego, o czym dalej), przeciwnie, czysty mocznik ma smak przyjemny i delikatny. Za zapach oraz kolor odpowiada kreatynina – związek wielkocząsteczkowy, zupełnie nietoksyczny. Frakcji tej dopełniają niewielkie ilości kwasu moczowego oraz amoniaku. Te związki mogą być toksyczne tylko w bardzo dużych stężeniach, jakich w moczu nigdy nie osiągają.

Tylko dla porządku wspomnimy o tym, co możecie czasem wyczytać z wyniku badania moczu a co dla sportów wodnych nie ma najmniejszego znaczenia. Chodzi o pojedyncze krwinki, złuszczone komórki nabłonka dróg moczowych, szczawiany, śluz i spermę, śladowe ilości hormonów.

Jak już się zorientowaliście, do pewnego – nawet znacznego – stopnia możemy decydować o składzie, smaku, zapachu, a także stężeniu i ilości naszego moczu. Wiadomo, że ostro daje po nosie i szczypie w język mocz stężony (np. pierwszy poranny), dlatego przed seksem trzeba go rozcieńczyć – poprzedzić jebanie spożyciem dużej ilości płynów. Żaden napój nie sprawdza się tu tak dobrze jak piwo. Odradzamy napoje słodzone, zwłaszcza coca-colę, zawierającą aż 6 łyżeczek cukru na szklankę – niewiele wysikamy, bo cała woda zostanie przez organizm zabrana do glikolizy, która jest pierwszym etapem metabolizmu węglowodanów. Z kolei soku pomidorowego należy unikać, bo ma za dużo soli i zamiast sikania wywoła pragnienie. Moczopędna jest kawa (ale wypijmy niesłodzoną), jednak nawet ona musi ustąpić przed najlepszym rozwadniaczem – piwem. Jedno lub dwa 5-procentowe piwa to optimum przed mokrym seksem. Żeby moczu było więcej w jednej mikcji (opróżnieniu pęcherza), można parcie przetrzymać, jednak nie dopuszczajmy do przesadnego wypełnienia pęcherza, bo możemy mieć problem z uruchomieniem mechanizmu wydalania. Absolutnie nie wolno stosować leków moczopędnych, np. Furosemidu, gdyż niektóre organizmy reagują nawet wstrząsem, poza tym sztuczne odwodnienie zawsze wysusza, co prowadzi do zaburzenia fizjologii, percepcji i innych funkcji.

Kiedy już mamy pewność, że ani mocz własny, ani cudzy, ani na ciele, ani w przewodzie pokarmowym nie może nam zaszkodzić, pomyślmy, gdzie najlepiej się bawić. Najmniej kłopotliwym miejscem, dobrym do stawiania pierwszych kroków w sportach wodnych, jest oczywiście łazienka – wanna, natrysk – gdzie szybko można z siebie zmyć „dowód przestępstwa“. Najpierw próbujemy sikać w strumieniu wody, potem przy zakręconym prysznicu. W ten sposób przyzwyczajamy się do kontaktu ze strumieniem partnera. Znakomita jest też plaża; możemy sikać w wodzie albo siedząc na brzegu, bezpośrednio na piasek, także przez slipy, podczas gdy inni plażowicze nie mają zielonego pojęcia, co robimy – i to jest bardzo rajcowne. Doskonałą okazją do zupełnie bezkarnego zeszczania się w ciuchy jest zabawa w „zaskoczonych przez ulewę“. Idziemy w strugach wody i z rozkoszą lejemy po nogach, całując się i przytulając (ulice są wszak opustoszałe) – już i tak przemokliśmy do suchej nitki, więc zesiuranie się w spodnie w niczym nie zmienia naszej sytuacji, a tylko ją uprzyjemnia. Jeśli jednak jesteśmy tradycjonalistami i żadne udziwnienia nie zastąpią nam seksu w łóżku, to też nic strasznego. Łóżko należy przystosować do sikania w nim! Poduszki i materace oblekamy w szczelne, łatwo zmywalne pokrowce, na które można naciągnąć łatwe w praniu i szybko schnące powłoczki i prześcieradła.

Należy zadbać o odpowiednią temperaturę i wilgotność powietrza w pomieszczeniu, w którym będziemy na siebie siurać. W pomieszczeniu suchym mocz będzie parował z powierzchni ciała i je oziębiał. Nawilżacz powietrza zabezpieczy nas przed parowaniem. Optymalna temperatura otoczenia do sportów wodnych wynosi 27°C.

Między mężczyznami sikanie często jest elementem seksu S/M. Szczanie przez stronę dominującą na stronę pasywną jest bardzo silnie ugruntowane w kulturach pierwotnych, a także w całkiem wysoko rozwiniętych, jak np. kultura japońska (pamiętacie, jak w „Szogunie“ Pan Omi sikał na Rysia Chamberlaina?). Jednak może ono być także wyrazem wielkiej, wzniosłej miłości i oddania – mocz jest ostatnią frakcją krwi, braterstwo moczu jest więc pochodną braterstwa krwi. Ponadto wydalanie jest w większości kultur obwarowane silnym tabu, dlatego wspólne sikanie staje się wspólną tajemnicą, która jeszcze bardziej spaja kochanków i pogłębia intymność ich więzi.

Z nieesemowych mokrych zabaw (także fabularnych) polecamy: współzawodnictwo w sikaniu na odległość, wysokość, celność; zabawę w groźnego tatusia i niesfornego synka, który się zsiusiał w łóżko lub w spodenki; sikanie w pieluchy lub w worki urologiczne przez cewnik zewnętrzny; masaż z użyciem olejku i moczu masażysty, uwalnianego bezpośrednio na ciało w małych porcjach, żeby nie ostygł; zabawę w króla cierpiącego na toksykofobię (chorobliwy lęk przed otruciem), który każdy napój daje najpierw do wypicia dworzaninowi, a dopiero gdy ten nie padnie trupem, wypija mu ten napój prosto z kutasa; masturbację moczową – z wytryskami moczu imitującymi megawytryski spermy. Zabawą gwarantującą ogromną przyjemność zwłaszcza stronie pasywnej jest nasikanie do dupy partnera. Po wprowadzeniu do odbytu sztywnego chuja czekamy aż zmięknie i odlewamy się. Do jelita grubego bez obaw można wlać do 2 litrów moczu. Jest to naturalna lewatywa, po której bawimy się dalej w „szczanie dupą“.

Jeśli przede wszystkim uwielbiamy czuć ciepły mocz uderzający w nasze ciało, warto wygolić okolice łonowe, gdyż owłosienie obniża tam sensytywność skóry aż o połowę!

Sporty wodne można też uprawiać samemu ze sobą, i tu bardzo przydatne okazują się kondony. Pomysł jest tak prosty, że aż oczywisty: skoro prezerwatywa została wymyślona, żeby się w nią spuszczać, to dlaczego by nie spróbować do niej nasikać? Producenci gumek zapewniają w swoich ulotkach reklamowych, że ich produkty są wyjątkowo odporne na rozciąganie, a specjalnie wzmocniona prezerwatywa do analu swobodnie mieści w sobie podczas testów wiadro wody! Tak więc nawet poranna „ulewa jak z cebra“ wejdzie do niej bez żadnego problemu. Trzeba tylko uważać, żeby podczas lania silnym strumieniem nie zsunęła się z kutasa. Ciśnienie moczu wywierane na cieniutkie ścianki naprężonego kondona jest tak wielkie, że wystarczy mikroskopijny otworek, by w ułamku sekundy trysnęła Niagara szczochów.

Przydaje się to podczas masturbacji z wykorzystaniem napełnionego kondona. Ten rodzaj onanizmu uprawiają bierni zwolennicy „sportów wodnych“, tj. ci, którzy lubią, aby to na nich się odlewano. Bo co zrobić, jeśli chcemy, żeby jakiś fajny chłopak się na nas odlał, a tu w pobliżu żadnego nie ma? Załatwiamy to własnym sumptem, czyli własnym moczem. Sikamy do gumy i związujemy ją. W zależności od tego, ile nalaliśmy, otrzymamy trzy kształty: „ogórek“, „gruszkę“ i „bagietkę“. Najniebezpieczniejsza przy przekłuwaniu okazuje się „gruszka“ – pod żadnym pozorem nie wolno nakłuwać z boku, w miejscu największego wypełnienia, bo ze sztucznego sikania będą nici, a tylko w mgnieniu oka będziemy mokrzy nie tylko my, ale i pół chałupy. Kondona mocujemy na właściwej wysokości, najlepiej przywiązując go do poprzecznego kijka, i przekłuwamy delikatnie na samym dole, w miejscu, gdzie prezerwatywa kończy się charakterystycznym „cyckiem“ – pojemniczkiem na spermę. Wtedy mocz pocieknie cienkim i wolnym strumieniem, jak z prawdziwego, żywego pęcherza! Kładziemy się pod tą machiną lub podstawiamy ryja (wedle upodobań) – i jechane!

Część fetyszystów gaci lubi, żeby miały ślady moczu. Pamiętajmy, że takiego fetyszu, jak odpowiednio „zużyte“ gacie, nie da się przygotować w przeddzień randki, na chybcika. Czym innym są gacie po prostu używane (najbardziej podnieca właśnie naturalność efektu, osiągana w wyniku zwykłego noszenia), a zupełnie czym innym zaszczane i zaspermione „na zamówienie“. Pojedyncze kropelki moczu, wsiąkające w materiał po każdym odlaniu, układają się w niepowatrzalną mozaikę zacieków (widoczną w całej okazałości na białym materiale), natomiast odlanie się w slipy z całej pompy zabarwia je prawie jednolicie i uwidacznia całą sztuczność naszych wysiłków. Dlatego gacie do seksu należy przygotowywać przez kilka dni, nosząc je w sytuacjach nie wymagających czystości, np. podczas pracy w garażu czy na działce. Jeśli bardziej zależy nam na śladach spermy, powinny to być slipy w ciemnym kolorze. I ponownie, jednorazowe zaspermienie slipów całym ładunkiem mija się z efektem, gdyż zaciek rozlewa się po całym przodzie slipów, tracąc charakter zacieku, a ponadto nieprzyjemnie usztywnia bawełnę. Wystarczy po kilku normalnych wytryskach nie myć kutasa przez kilka minut, tylko schować go do opracowywanych slipów, aby resztki spermy spokojnie sobie w nie wsiąkły.

Od ponad dziesięciu lat dostarczamy Wam filmy i zabawki erotyczne, które zadowolą każdego.

Kontakt

  •  

    Adres: 60-857 Poznań
    Mylna 32/34A lok.2

  •  

    E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

  •  
    Tel.: +48-61-8427470
    Tel. kom.: +48-602-243891
Top
Ta strona używa plików Cookies. Proszę zapoznać się z celem ich używania i możliwościami zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Polityka prywatności. More details…