0
Łącznie : 0,00 zł
Twój koszyk jest pusty!
aktualizuj

Sztuczny nie zawsze znaczy gorszy. Sztuczny miód jest nawet słodszy od naturalnego. To samo można często powiedzieć o kutasie. Czasami przydaje się jakaś odmiana, a czasami natura nie pozostawia nam wyboru, bo nasz własny nie staje, staje pół na pół albo wydaje się – nam lub partnerowi – za krótki i za cienki. Przemysł erotyczny stara się zaradzać tym problemom. Oferta dild, czyli sztucznych chujów, jest na światowym rynku przeogromna, warianty i podwarianty, tworzywa i parametry idą w tysiące. Nawet najogólniejsze przybliżenie tego, co jest do kupienia w Internecie, przekroczyłoby skromne ramy tego artykułu.

Ogromną rodzinę dild można podzielić według różnych kryteriów. Jeden z najoczywistszych podziałów to ten na dilda, którymi operuje się ręcznie, oraz takie z rzemykami lub tasiemkami (straps), które można sobie przytroczyć do bioder i normalnie nimi jebać (strap-on dildos). Te służące do przytraczania dzielą się z kolei na wypełnione w środku, dla lubiących czuć masywność i ciężar, które można oprzeć o spojenie łonowe, powyżej własnego kutasa (dongs), oraz wydrążone, tak aby można było do nich wsunąć naturalnego chuja – dosłownie „przedłużacze“ (extensions). Wydrążenie może być na tyle obszerne, aby dało się w nim zmieścić przeciętną erekcję, ale istnieją również „przedłużacze“ dla całkowitych impotentów, z niewielkim wydrążeniem na sflaczałego siurasa, zapewniającym stabilne umocowanie.

Zarówno dilda, które wsadzamy sobie sami (lub wsadza nam je partner) ręką, jak i te nabiodrowe, służą oczywiście do penetracji, i stąd na opakowaniach będziecie mogli spotkać całą gamę nazw, znaczących w gruncie rzeczy to samo: anal driver (ujeżdżacz), explorer (przeszukiwacz), intruder (intruz), invader (najeźdźca), probe (sonda), screw (śruba). Niektórym szczególnie udanym i pokupnym produktom nadano także nazwy własne, bardzo zresztą poetyckie, np. Duży Facet, Matador, Siła Cyklonu, Robokop, Samuraj, Pięć Bram Piekła, Nurkujący Delfin, Rycerz Tysiąca Rozkoszy i in.

Zazwyczaj dildo ma wygląd mniej lub bardziej zbliżony do naturalnego kutasa, ale istnieją także mniejsze i tańsze (uważane za bardziej damskie) penetratory – zatyczki dodupne (butt-plugs) w postaci rurek, o powierzchni gładkiej lub pofałdowanej. Te są jednak mniej popularne, bowiem mężczyźni cenią sobie realistyczny wygląd przyrządu. „Realistiki“ (realistic penises) są przede wszystkim wykonane z tworzyw najlepiej imitujących ludzką skórę (od najmiększego do najtwardszego): lateksu (latex), gumy (rubber), jelly (żelu zestalonego w wyniku specjalnej technologii), silikonu (silicone). Osiągnięciem najnowszej generacji jest cyberskin – doskonała imitacja skóry ludzkiej, wzbogacona o jej naturalne wytwory – realistyczne urozmaicenia powierzchni, takie jak guzki, gruzełki, sploty żył, które nie tylko zbliżają wygląd dilda do tego, co znamy z natury, ale też dają dodatkową stymulację.

Największą popularnością cieszą się wśród gejów realistyczne odlewy (z reguły dongi) kutasów gwiazd porno. W ofercie znajdziemy oprzyrządowanie m. in. następujących panów (przy okazji poznajmy ich rzeczywiste długości, które bywają często przesadzane w recenzjach filmów):

John Paulik – 19 cm

Adam Hart – 20 cm

Peter North – 21 cm

Kris Lord, Ron Jeremy, Sean Davis – 24 cm

Chase Hunter, Ty Fox, Sean Michaels – 25 cm

Jeff Stryker – 26 cm

Mike Branson – 27 cm

Tom Chase, Buck Meadows – 28 cm

Ken Ryker – 29 cm

Kevin Dean, Brad Stone – 30 cm

John Holmes – 32 cm x 22 cm

 

Zauważmy, że przereklamowany Stryker nie jest wcale na szczycie listy, a jeśli chodzi o cenę, jest spośród wymienionych najtańszy. Najdrożej zawsze wychodzi kutas wykonywany na osobiste zamówienie, którego długość, grubość i wygląd określa klient (coś w rodzaju „skomponuj sobie własną pizzę“). Oczywiście kutasy nieodlewane z gwiazd są dużo tańsze. Najmniejsze i najprostsze można kupić już za kilkadziesiąt złotych. Największe oferowane „realistiki“ mierzą 40, 60, 76 cm i zwykle są cieliste lub czarne. Szkoda, że wśród nich dominują dongi, a prawie nie ma przedłużaczy – któż by nie chciał sprawdzić, jak to jest mieć między nogami coś takiego jak miał Holmes! Przeciętne wymiary spotykane na rynku to 12-23 cm długości i 10-40 cm obwodu.

Zupełnie inną kategorią dild są te z dodatkowymi urozmaiceniami, np. wibrujące, ejakulujące, pompowane, z jądrami (wypełnionymi lub wydrążonymi, a te wydrążone mogą wibrować lub nie), sprzedawane w zestawach z ringami i uprzężami mocującymi do bioder, zapachowe (np. wiśnia, winogorono, cynamon). Większość dild wibrujących, zwanych popularnie wibratorami (vibrating stimulator, vibrating massager), jest wyposażona w bateryjki. Wibratory dla potrzebujących dużo i długo, na prąd sieciowy, stanowią margines oferty. Dla koneserów przeznaczono też kilka zaledwie „przedłużaczy“ pompowanych (flatable), które oprócz realistycznego wyglądu dają również imitację stopniowego nabrzmiewania we wzwodzie, którym steruje zainteresowany przy pomocy dyskretnej pompki. Dla lubiących nadnaturalnie obfite wytryski wymyślono dilda ejakulujące (squirting), wyposażone w zbiorniczki, które można napełniać wodą lub inną białą lub białawą substancją imitującą spermę. Na marginesie oferty znajdują się także dilda o dwóch zakończeniach (double dongs), służące do jednoczesnej stymulacji dwóch osób, oraz – dla wielbicieli typowego fistfuckingu – sztuczne przedramiona zakończone otwartą dłonią lub pięścią.

Rozglądając się po półkach globalnego seks-shopu w pierwszej chwili dostajemy zawrotu głowy, ale po przeanalizowaniu na chłodno asortymentu stwierdzamy, że wciąż jak dotąd nie wyprodukowano Superkutasa, który łączyłby najbardziej pożądane cechy kutasa naturalnego z imponującą nadnaturalnością kutasów sztucznych: był gigantyczny, ale miał realistyczny pokrój i powierzchnię; był wyposażony w pompkę i dzięki niej płynnie przechodził od zwisu do wzwodu przez szereg efektownych stadiów pośrednich, druga zaś pompka sterowałaby wydzielaniem płynów z dwóch dyskretnie ukrytych w części najądrowej zbiorniczków: z jednego – przeźroczystego lubrykanta udającego śluz, a z drugiego – profesjonalnie wyprodukowanej sztucznej spermy (którą można by było dokupować w saszetkach). Jednocześnie byłby to „przedłużacz“ z wydrążeniem na własną erekcję oraz z kanalikiem cewkowym, tak aby można go było nosić w spodniach (regulując stopień napompowania gruszką ukrytą w kieszeni) i bez obaw sikać przez niego do pisuaru, wzbudzając zachwyt przypadkowych obserwatorów.

Substytutem dilda są powszechnie znane kulki analne. Poleca się je szczególnie tym, którym zależy na trwałym wypełnieniu kiszki stolcowej. Z dildem w tyłku raczej trudno się poruszać, a z kulkami w środku można spokojnie wyjść po zakupy albo na uczelnię. Ponieważ producent liczy się z możliwością długotrwałego przebywania kulek w środowisku jelita grubego, bardzo ważny jest materiał, z jakiego są wykonane. Nie może on wchodzić w żadne reakcje chemiczne z wydzieliną śluzówki. Najczęściej wykorzystuje się szkło pyreksowe, akrylit, plastik, a nawet metal, ale bez spawów, aby nie podrażniały one delikatnej wyściółki jelita. Z kolei sznurek, na który kulki są nanizane, musi być nylonowy, aby był odporny na duże przeciążenia i w żadnej sytuacji się nie urwał. Kulek na sznurku w większości przypadków jest pięć, ich średnica może dochodzić do 12 cm, a sznurek ma ok. 30 cm długości. Istnieją także kulki wibrujące, ale w ofercie są rzadkością, gdyż nie ma na nie zapotrzebowania – prawdopodobnie większość klientów nie wie, że można nosić w dupie takie, ot, brzęczące bączki.

Od ponad dziesięciu lat dostarczamy Wam filmy i zabawki erotyczne, które zadowolą każdego.

Kontakt

  •  

    Adres: 60-857 Poznań
    Mylna 32/34A lok.2

  •  

    E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

  •  
    Tel.: +48-61-8427470
    Tel. kom.: +48-602-243891
Top
Ta strona używa plików Cookies. Proszę zapoznać się z celem ich używania i możliwościami zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Polityka prywatności. More details…