0
Łącznie : 0,00 zł
Twój koszyk jest pusty!
aktualizuj

Ekshibicjonizm „klasyczny” – ten opisywany w książkach uświadamiających, z jakich korzystali nasi dziadkowie – to zjawisko politowania, a nie gejowskiej dumy godne. Oto dewiant, niepotrafiący w normalny sposób zaimponować partnerce pod względem fizycznym, czerpie zastępczą satysfakcję z wywoływania szoku u przypadkowych kobiet. Nasze babki może rzeczywiście piszczały na widok pana rozchylającego w parku lub pod oknami żeńskiego akademika nałożony na gołe ciało prochowiec, ale dzisiejsze dziewczyny mogłyby delikwenta w najlepszym razie wyśmiać, a bardziej prawdopodobne, że by go złapały, dały wycisk i przytrzymały aż do przybycia policji. Ekshibicjoniści pierwszej generacji są więc na wymarciu, nie tylko z powodu wyjścia z mody prochowców.

Geje, jeśli wystają w krzakach z chujami wyjętymi z rozporków, to nie po to, by kogokolwiek szokować. Jesteśmy porządnymi obywatelami, przeważnie strachliwymi, i momentalnie chowamy kutasy, gdy ktoś się zbliża. Ten widok nie jest przeznaczony dla przypadkowych przechodniów, tylko dla swoich. Nasze parkowe wystawiactwo ma prowadzić do zwabienia partnera na chatę albo do seksu na miejscu, a wtedy albo kryjemy się w największej gęstwinie, albo przeciwnie – lubimy, jak ktoś patrzy i sobie wali, a może dołączy... Są tacy, którym jest niezbędny dreszcz obawy przed niepowołanym świadkiem, napastnikiem lub policją, lecz w wyobrażeniach zawsze ma to być facet. Uprawiając seks w miejscach publicznych – ekshibicjonizm drugiej generacji – załatwiamy w gruncie rzeczy swoje wewnątrzgejowskie, „domowe” sprawy, często ze zwyczajnego braku wolnej chałupy, gorsząc tylko tych, którzy kochają być w ten sposób gorszeni.

To była powtórka materiału. Pora na temat zupełnie nowej lekcji, a brzmi on: daring. Ten rodzaj ekshibicjonizmu posiada elementy obu starszych jego rodzajów. Niektóre znajdziemy już w polu znaczeniowym czasownika dare: ośmielać się, odważać się, stawiać czemuś czoło, prowokować. Dare jako rzeczownik oznacza zatem akt prowokacyjnej odwagi, a uskutecznianie takich aktów wyraża się zwrotem: to do (perform) dares. Dares to także zdjęcia i filmy dokumentujące daringowe eskapady. Ta odrobina angielszczyzny jest nieunikniona, bo w Polsce, a więc i w naszym języku, daring jeszcze nie istnieje, choć nie można wykluczyć, że posiada i u nas garstkę adeptów, którzy swoje osiągnięcia prezentują jednak tylko na zachodnich czatach, w pokojach oraz na stronach dla darerów, czyli uprawiających daring.

Osiągnięcia? Tak, dobrze przeczytaliście. Daring bowiem to dyscyplina sportu! Sportu dla prawdziwych mężczyzn. Jak w każdym innym sporcie, jest tu zacięta rywalizacja, bicie rekordów, zdobywanie trofeów i chwalenie się osiągami – najczęściej w Internecie, którego daring jest poniekąd dzieckiem, bo nigdzie indziej nie mogłoby powstać forum, na którym darerzy przedstawialiby zdjęciową i filmową dokumentację swoich wyczynów. Ekshibicjonizm wyczynowy – to chyba najbliższe prawdy polskie tłumaczenie słowa daring.

Daring jest probierzem męskiej odwagi. Wygrywa ten, kto pokaże się nago w najbardziej ekstremalnym miejscu. A droga do najwyższych laurów (zatłoczone centrum wielkiego miasta w biały dzień, w godzinach szczytu) jest długa i mozolna. Każdy ma indywidualną barierę wstydu, niektórzy muszą ją obniżać latami, żmudnie podnosząc stopień trudności kolejnych darerskich wyzwań.

Znakomitym przygotowaniem do kariery jest korzystanie z plaż naturystycznych od najmłodszych lat. Niektórzy oswajają się z reakcją ulicy lub plaży tekstylnej nosząc w spodniach lub slipach atrapy ogromnych kutasów – czyli uprawiając półekshibicjonizm. Innym polecanym ćwiczeniem jest noszenie spodenków (najczęściej dżinsowych) o tak krótko uciętych nogawkach (tzw. cut-offs), że przy siadaniu chuj i jaja po prostu nie mogą nie wysunąć się z nogawki. Pod spodem oczywiście nie nosimy slipów. I tak sobie siedzimy na ławce w parku, coraz szerzej rozstawiając nogi i ukazując przechodniom (MEN ONLY!) coraz większy fragment kutasa, o którym, „zatopieni w lekturze” gazety, nawet „nie mamy pojęcia”, że nam „wylazł”...

Przepisy są po to, aby je omijać. Goły kutas, nawet lilipuci, z trudem widoczny przez lupę, jest niedozwolony, ale w odpowiednich, „odzwierciedlających“ spodniach można nosić nawet półmetrową sztangę i w świetle prawa wszystko pozostanie w porządku! Ot, załgane prawodawstwo. Tak więc, panowie, od dzisiaj żadnych raperskich szarawarów, w których zginąłby nie tylko chuj, ale nawet Empire State Building. Jeśli dżinsy, to obcisłe, ale pod warunkiem, że chuj i jaja są w zwisie ewentualnie półwzwodzie takich rozmiarów, że będzie miało sens pakować je pod rozporek lub do jednej z nogawek, bo dla mikrego wybrzuszonka nie opłaca się przepacać pachwin, maltretować bioder i sterylizować sobie na gorąco jąder. Zdarza się anatomia, przy której bardziej wskazane są miękkie dresy – raczej nie kresz itp. (fałdy i zmarszczki zamazują kształt genitaliów), tylko czysta lub prawie czysta bawełna. Dresy są świetne na chujki nawet bardzo krótkie, ale za to (dzięki temu?) świetnie podparte na jajkach. Oczywiście nie trzeba dodawać, że jak ktoś „cierpi“ na nieustanny wzwód, to dresy bez slipów pod spodem (lub bardzo luźne) są godne polecenia. Pruderyjnego Polaka na całym świecie poznają po tym, że panicznie ukrywa erekcję – jakby mógł, to by sobie ten drążek odrąbał. A przecież widok stojącego kutasa, nawet pod materiałem, jest najpiękniejszym widokiem na tym świecie. Poza tym dresik daje niezależność: gdziekolwiek się człowiek znajdzie, zawsze swój namiot ma ze sobą.

Moda na dżinsy z dziurami na kolanach, na pośladkach, a nieraz i w okolicach rozporka wzięła się z potrzeby nagości, której polska ulica nie jest w stanie zaspokoić nawet w środku lata. Wykorzystanie naturalnej właściwości dżinsu – w miarę noszenia i prania przedziera się – po to, aby zainteresować potencjalnego obserwatora „rąbkiem tajemnicy“ naszego ciała, mogło się zrodzić oczywiście tylko w wyobraźni gejowskiej. Nie brakuje takich, którzy pod dżinsami kompletnie podartymi na dupie nie noszą slipów – tu i ówdzie mignie fantastycznie owłosiony męski poślad, a to i kawałek rowa, ponaddzierany materiał wokół rozporka, żadnych gaci – i przez białe nitki dżinsowej osnowy ma czym oddychać dorodny żołądź!

Cut-offs od początku występowały w filmach Cadinota – spodenki tak krótkie, że nogawka kończy się ponad jajami. I pod nimi oczywiście zero gaci! Oferta na lato nie do odrzucenia. Kiedy w takich spodenkach usiądzie się na ławce, nogawka w naturalny sposób podciągnie się do góry i odsłoni czubek kutasa ewentualnie pół jaja. Fantastycznie jest wiedzieć, co jest grane, a jednocześnie udawać, że nic się nie dzieje, i normalnie sobie w takich spodenkach siedzieć w parku lub na plaży. Jest to tak podniecające, że nawet w miejscu publicznym kutas zaraz staje przynajmniej w połowie i już w ogóle się wysuwa z nogawki jak ślimak ze skorupy. Trudno o czytelniejszy sygnał dla przechodzących facetów.

Pomysły te szokują swą prostotą i oczywistością, a przecież w Polsce tak niewielu odważyło się je zastosować w praktyce. A nie są to płody ostatnich lat. Autobusem, którym dojeżdżałem codziennie rano do szkoły, jeździł facet, który uwielbiał podrywać chłopaków metodą rozpiętego rozporka. Mało rozpiętego! Pod spodem slipy miał opuszczone tak, że już prawie wyłaził z nich kutas – gumka wypadała dokładnie w połowie rozporka, a nad nią kłębił się doskonale widoczny dla każdego gąszcz kruczoczarnych włosów. Facet wsiadał pod koniec trasy, kiedy wszystkie miejsca siedzące były już zwykle zajęte, stawał z tym rozporem przy upatrzonym chłopaku, przodem do jego twarzy znajdującej się na wysokości jego rozporka – i rzadko kiedy nie odnosił – ów gościu – sukcesu w postaci co najmniej przyspieszonego oddechu i zaczerwienionej twarzy chłopaka.

Równie dobrze jako sygnał, komunikat itp. sprawdzają się spodnie poplamione w okolicach rozporka spermą. Najlepsze są oczywiście spodnie w ciemnych kolorach, na czele z czarnym, bo wtedy zaschnięta sperma jest świetnie widoczna. Nic innego, nawet śmietana, jogurt czy maślanka, nie zostawia po zaschnięciu takich plamek jak właśnie sperma. Dla widza jest to informacja: no, facet jest na chodzie, jaja mu pracują, pewnie lubi się spuszczać, zdarza mu się to nawet w trasie, na poczekaniu, bez zdejmowania spodni, bo skąd by takie plamy... A może to nie jego sperma, ale faceta, z którym się ostatnio rżnął w krzakach?! Zaraz sobie wyobrażamy chuja, z którego ta sperma tryskała, no i...

 

Podrasowanie dżinsów nie jest wielką filozofią. Każdy pewnie ma gdzieś w szafie chociaż jedną parę odpowiednio przetartą na tyłku i kolanach. Przetarte miejsca momentalnie łapią kurz i wszelki brud, stąd ich wartość. Opłaca się przetrzeć trochę także rozporek. W tempie „fizjologicznym“ trwałoby to latami, dlatego należy sobie pomóc delikatnym pumeksem. Kutasa nosimy zawsze w tej samej pozycji, a gdy dżins „zaakceptuje“ i utrwali uwypuklenie, pocieramy je i po robocie. „Odblaskowa“ plama w tym intymnym miejscu będzie momentalnie przykuwała wzrok przechodniów i pomagała wyhaczać wygłodzonych kolesi.

Na szczęście nie żyjemy w USA, gdzie na plażę nie wolno wyjść w czymś skąpszym niż pumpy po kolana, ale i na naszych plażach tekstylnych stringi (bezdupne trójkąciki na tasiemkach) nie zostaną przyjęte życzliwie. Ale i z tego da się wybrnąć. Uwypuklanie genitaliów może się odbywać przecież nie tylko przez noszenie coraz to skąpszych i coraz bardziej obcisłych majteczek. Równie dobrze można włożyć normalne (w odczuciu społecznym: „porządne“) męskie slipy, może mało eleganckie, ale mające wielką przewagę nad stringami: luz, odstawanie od jaj, które są częściowo widoczne z boku, a na pewno wyłażą jednym lub drugim bokiem przy siadzie rozkrocznym. Sytuacja podobna jak przy krótkich spodenkach: nikt się nawet nie ośmieli powiedzieć czegoś niemiłego, bo to po prostu takie gacie, na tym polega ich uroda – a jednocześnie są to zwyczajne, uczciwe slipy, w jakich zapewne chadzają pod garniturami sami dyktatorzy naszej moralności.

Jeśli ktoś jest fetyszystą lycry, może w czymś takim wyjść/wyjechać w Polsce na ulicę bezkarnie tylko w jednej jedynej sytuacji: jako kolarz. Dobrze wiemy, jakie właściwości ma lycra. Zastanawialiście się, dlaczego operatorzy kamer, obsługujący zawody kolarskie, dostają cichą, żeby nie powiedzieć szemraną dyrektywę, by nie ujmować kolarzy poniżej pasa w momencie gdy stają na podium? No bo jak już przez ułamek sekundy coś tam sfilmują, to pod tą lycrą, dodatkowo jeszcze napiętą gdy medalista podnosi w górę ręce w geście triumfu – pod tą lycrą widać istne mounteveresty! Lycra sprawia, że nawet mocno średnie kutasy wyglądają pod nią jak olbrzymy. Niestety, jakby tak chcieć się po prostu przejść w takich spodenkach, oburzonym spojrzeniom impotentów nie byłoby końca. Jak się prowadzi obok rower (niekoniecznie trzeba na nim jechać!!!), wszystko staje się zrozumiałe i wybaczalne: wiadomo, rowerzysta. Pomysł świetny, a przy tym zupełnie legalny, dlatego doradzam kupienie roweru nawet tym, którzy nigdy go nie mieli i wcale nie przepadają za jazdą.

Pierwsze ćwiczenia z pełnej nagości należy wykonywać we własnym obejściu. Niestety, może to być standardem w Ameryce, gdzie ludzkość najczęściej mieszka w domkach, chociaż i w polskich blokowiskach można podejść nago do okna, usiąść tak na parapecie, wyjść na balkon... Otwieranie bez ciuchów listonoszowi, inkasentowi, dostawcy pizzy to już banały rodem z ogranych pornoli.

Przeciwwskazaniem do zostania darerem jest zespół nieśmiałego pęcherza, czyli niemożność wysikania się w miejscu publicznym, zwłaszcza nieosłoniętym, a bywają tacy „shy-bladderzy”, którzy mają blokadę nawet przy pisuarze. Ci mogą zapomnieć o daringu, bowiem odlewanie się pod drzewkami, krzaczkami, murkami, potem już wręcz „na środku drogi” i frontem do przechodniów, z pełną ekspozycją kutasa, potem kutasa i jaj, wreszcie ze spodniami i gaciami w kostkach – to kolejne etapy dare-treningu.

Powstający na stronach daringowych pierwszy podręcznik tej sztuki poświęca dużo miejsca toaletom publicznym jako świetnemu miejscu do trenowania. Początkowo ćwiczymy jeszcze z podpórką w postaci pretekstu: np. specjalnie oblewamy sobie spodnie wodą, by móc je ściągnąć i wysuszyć pod suszarką, a że akurat nie mamy zwyczaju nosić majtek (rasowy darer to przecież freeballer=bezmajtkowiec!), to zanim wysuszymy te portki, kilku facetów obejrzy nasze klejnoty. Na następnym etapie trudności rozbieramy się do naga w kabinie, zostawiamy w niej ciuchy i podchodzimy do pisuaru. Udając, że sikamy, czekamy, aż do kibla wejdzie następny klient, który przeżyje zaplanowany szok, myśląc, że tak tu w stroju Adama weszliśmy z ulicy...

Jak już jasno widać, daring to nie byle wyjęcie chuja z rozporka. To rozebranie się całkowicie lub prawie całkowicie do naga. Najczęściej podłoże wymaga pozostawienia na nogach butów, choć w fabularnych grach daringowych typu „napadli mnie i okradli ze wszystkiego” butów pozbywamy się także. Przyjęcie takiej fabułki jest rajcujące samo w sobie, a jednocześnie stanowi dobrą asekurację na wypadek spotkania z policją. „Okradziony” może również w miarę bezkarnie zaczepiać co przystojniejszych facetów z prośbą o podwiezienie do domu lub do najbliższego sklepu z ciuchami, względnie – jeśli kochamy uniformy – na komisariat, gdzie zasłaniając (ugniatając) kutasa będziemy fajnemu oficerowi opowiadać o rzekomym napadzie, dając barwne portrety pamięciowe zajebistych napastników... – fantazja darerska naprawdę nie zna granic.

Nawet przy znacznym zaawansowaniu i wielu rekordach na koncie, daring zawsze uprawiamy z krótszą lub dłuższą linką asekuracyjną. Ta najkrótsza to spodenki w kolanach, gotowe do natychmiastowego podciągnięcia, lub w torbie ukrytej w pobliżu. Jeśli decydujemy się na odważny daring w ryzykownym miejscu odwiedzanym przez takich, co to podniecają nas najbardziej, wtedy naszym sprzętem ratunkowym jest rower, który szybko dowiezie nas do zaparkowanego nie opodal samochodu, gdzie oczywiście będzie się znajdowało nasze ubranie.

Oprócz satysfakcji seksualnej, jaka leży u podłoża każdego rodzaju ekshibicjonizmu, w daringu nie mniej liczy się satysfakcja sportowa. Dlatego każdą z naszych wypraw daringowych, każdy nawet drobny trening należy uwieczniać na zdjęciach lub filmach. Bez materiału zdjęciowego nie mamy wstępu na strony daringowe. Jest dość trudno jednocześnie obnażać się, onanizować, kręcić głową jak peryskopem wypatrując obiektów pożądanych i niepożądanych, a jednocześnie pozować do fotek. Dlatego mistrzowie zabierają ze sobą asystenta, który robi im dokumentację. Dzięki rozpowszechnieniu się poręcznych telefonów komórkowych z funkcją aparatu cyfrowego bardzo przybyło darerów w necie. Świadczy to o tym, że żądza rozbierania się publicznie jest równie powszechna jak owe telefony, tyle że część ludzi nie ujawniała się, bo nie miała czym wykonać sobie zdjęć, a bali się zabierać na daring drogi sprzęt fotograficzny – w myśl świętej zasady, by na akcję nie brać cennych rzeczy ani większej gotówki. Jednak najwięksi mistrzowie daringu to zarazem najwięksi ryzykanci – oni często udają się na daring z laptopem i kamerką, pokazując wszystko na żywo na dare-czacie!!! Oczywiście gdzieś obok zwykle kroczy obstawa gotowa rzucić się na ratunek... cennemu laptopowi.

Na znanej gejom zasadzie, że w grupie jesteśmy silniejsi, darerzy lubią się spotykać i wychodzić razem na akcje. Łażą w grupkach po plażach albo organizują mecze nagiej siatkówki. Ci, którzy specjalizują się we wbieganiu nago na płyty stadionów podczas lub po meczu, doczekali się nawet osobnej nazwy: streakers (od smugi, błyskawicy, bo biegają jak torpedy). Darerzy są bardzo solidarni i tworzą zgraną, bo niewielką jeszcze społeczność. Orientacja seksualna nie ma tu większego znaczenia, choć przeważają geje, gdyż istotą daringu jest zaimponowanie przez faceta innym facetom.

A teraz zejdźmy na ziemię i zastanówmy się, ile można w Polsce dostać – grzywny lub latek – za podobne wybryki. W polskim kodeksie karnym nie ma żadnego zapisu, który dotyczyłby konkretnie ekshibicjonizmu. O wszelkich przestępstwach seksualnych mówi się w rozdz. 25 (art. 197-205), wyłącznie z punktu widzenia ochrony wolności i dóbr osobistych ludzi stających się obiektem seksualnych zainteresowań sprawcy, nie zaś ingerencji w czyjekolwiek gusta seksualne. Ustawodawca stwierdza, że nie wolno zaspokajać swojego popędu wbrew woli osoby drugiej; przy użyciu siły, groźby, podstępu lub wykorzystaniu stosunku zależności; z osobami lub w obecności osób poniżej 15. roku życia; publicznie. Ekshibicjonizm jest niewątpliwie publiczną formą zaspokojenia popędu, można też uznać, że przypadkowemu przechodniowi narzucamy widok naszych genitaliów wbrew jego woli, a nawet podstępem (wyskakując zza krzaka). W Polsce parada darerów lub streakerów musiałaby wywołać trzęsienie ziemi. Obawiam się, że w naszym kraju można realizować jedynie najłagodniejsze postacie daringu.

Prawo amerykańskie jest na tym odcinku bardzo podobne do polskiego. Aby wyczyn o charakterze/podtekście seksualnym mógł zostać uznany za przestępstwo, musi on dotknąć (obrazić, urazić, zgorszyć, narazić na szwank) drugą osobę, stąd ogólna nazwa takiego czynu: sexual offence, co znaczy zarazem obraza, uraza, wykroczenie, agresja, ofensywa, i do daringu pasuje jak ulał. Każdy przypadek jest rozpatrywany indywidualnie: surowsza kara spotka kogoś, kto obnaża się, by siać postrach lub profanować miejsca kultu religijnego, łagodniej zostaną potraktowani streakerzy i naturyści, którze zapuścili się poza wyznaczony rejon, a zwykłym przymurkowym sikaczom może się nawet upiec. Za tzw. indecent exposure, czyli nieprzyzwoite obnażenie się bez zamierzonej czynnej napaści, orzeka się w Stanach do 3 miesięcy aresztu z zamianą na grzywnę, czyli tyle co nic. Geje przyłapani na stosunku w miejscu publicznym muszą się liczyć z dwoma latami, a więc taki daring to przy homoseksualizmie całkiem bezpieczny od strony karnej sport w kraju, gdzie za gwałt i pedofilię grozi dożywocie. Postępowanie wszczyna się na wniosek osoby, która czuje się dotknięta (offended). W sądzie obrona przypiera powoda do muru, by uzasadnił, na czym polega szkoda, jaką poniósł na widok golizny pozwanego. Zazwyczaj oskarżeniu nic rozsądnego nie udaje się wymyślić i wykpiwa się „prawem do życia w otoczeniu wolnym od członków męskich” (right to a cock-free environment).

Od ponad dziesięciu lat dostarczamy Wam filmy i zabawki erotyczne, które zadowolą każdego.

Kontakt

  •  

    Adres: 60-857 Poznań
    Mylna 32/34A lok.2

  •  

    E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

  •  
    Tel.: +48-61-8427470
    Tel. kom.: +48-602-243891
Top
Ta strona używa plików Cookies. Proszę zapoznać się z celem ich używania i możliwościami zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Polityka prywatności. More details…