0
Łącznie : 0,00 zł
Twój koszyk jest pusty!
aktualizuj

„Jesteś A czy P?” – to pytanie, ciągle zadawane nam na czatach, to najprostsza próba zatkania kwadratowej dziury okrągłą zatyczką. W świecie S/M, gdzie wszystko jest precyzyjne jak w matematyce, taki ogólnik nie wystarczy. Niejeden nowicjusz myśli np. tak: „Jestem uległy, a nawet myśl o lekkim bólu mnie nie przeraża, ale nie mógłbym być 24-godzinnym niewolnikiem.” Inny dochodzi do wniosku, że nie jest Masterem, a tylko „po prostu dominującym”. To niezdecydowanie, nieznajomość samego siebie przebija z ogłoszeń, których autorzy dopuszczają „lekkie S/M”, nie bardzo wiedząc, co i ile ta „lekkość” oznacza. Polacy mają dodatkowy problem z odnalezieniem się w S/M-owych niuansach, bo polszczyzna jest zupełnie nieprzystosowana do opisu tak zróżnicowanych zjawisk seksualnych. Musimy więc przyswoić sobie terminologię angielską, która rodziła się wraz z rozwojem tej subkultury i najlepiej oddaje zaskakujące warianty tej prostej z pozoru opozycji: S kontra M.

Uległość (submission) może, ale nie musi iść w parze z masochizmem, tak samo dominacja (domination) może, ale nie musi pociągać za sobą sadyzmu. Również odwrotnie: masochizm niekoniecznie musi być realizowany w warunkach uległości, a sadyzm może się objawiać także poza typową dominacją – to (pozorne) dziwactwo uzyskało nazwę sensual sadist, czyli sadysta czujący, współodczuwający, zdolny do uczuć. Aktywny (!), przedsiębiorczy masochista, któremu ani w głowie uległość i czekanie na zmiłowanie Pańskie, dążący po trupach do swojego celu, czyli samozeszmacenia, może okazywać partnerom większą bezwzględność niż niejeden „tradycyjny” sadycha. Patrząc na scenę np. odlewania się dominatora na uległego nigdy nie możemy być pewni, czy to aby ten uległy nie zmusił tego dominującego, by się na niego odlał!

Angielszczyzna, która najchętniej poredukowałaby wszystkie słowa do jednej sylaby, zwykle zastępuje takie określenia partnera dominującego, jak dominant, dominatero, dominaterer – krótkim dom. Uległy – submissive – to oczywiście sub. Redukcji nie wymaga popularny top ani jego przeciwieństwo: bottom. Uprasza się o nieutożsamianie doma z topem, a suba z bottomem, choć najczęściej taka tożsamość rzeczywiście zachodzi, jednak znani są „domowie” niebędący topami, a niejeden bottom nigdy nie czuł się subem. Określenia dom-sub odnoszą się bowiem do sfery psychicznej, natomiast top-bottom – do wąsko technicznej: aktyw-pasyw albo pierdolący-pierdolony (fucker-fuckee). Nie ma nic bardziej stereotypowego niż przekonanie, że facet dominujący może być tylko aktywny, a uległy – tylko pasywny. Jeśli dominant lubi być posuwany, może swojemu słudze nakazać jebanie go (dom-bottom/sub-top). W sytuacji bottom-dom/top-sub odwrotna kolejność członów informuje, że układ jest w zasadzie „tradycyjny”, z aktywnym dominem i pasywnym uległym (to nie masło maślane!), tyle że ten uległy-posuwany jednocześnie dominuje nad całością, sterując postępowaniem posuwającego go aktywa, dyktując mu sposób i tempo jebania itd. Bogactwa rzeczywistości S/M nie sposób oddać przy użyciu kilku takich „puzzli”.

Również nie każdy sub zasługuje na miano niewolnika (slave), a nie każdy dom to od razu Master. Masterem i slave’em jest się nie tylko przez kilka godzin w lokalu w sobotnią noc, ale przez całe życie: w domu, w pracy, na ulicy, 24/7 – taką się ma mentalność, promieniującą na wszystkie dziedziny. Starożytny niewolnik był nim przecież przez całe życie, a nie tylko chwilami. Master zaś wywodzi się od majstra, dominującego nad czeladnikami i uczniami. Dlatego najpopularniejsze określenie S/M (Slave/Master versus Sado/Maso) oznacza dużo rzadszą postać stosunków (nie tylko płciowych) niż prosta opozycja dominacji i uległości (D/s), przejawiająca się w doraźnym spółkowaniu często anonimowych partnerów, którzy podczas jednorazowego aktu ani nie epatują sadyzmem/masochizmem, ani nie podpisują ze sobą umowy Pańsko-niewolniczej.

Jeszcze innym odcieniem tej S/M-owej (mówiąc już potocznie) dwubiegunowości są układy ojciec-syn, czyli dad(dy)-boy. Są to albo związki rozciągające się na całość wspólnego życia, albo doraźne spotkania, popularne szczególnie na scenie spankingowej. Polski „chłopiec” jako określenie uległego małolata najczęściej kojarzy się z „chłopcem do bicia”. „Chłopcy” często protestują przeciwko nazywaniu ich „niewolnikami”, twierdzą, że mają więcej niezależności niż niewolnicy i nie pozwoliliby nad sobą zapanować w takim stopniu, nawet jeśli niektórzy chadzają za swoimi „tatusiami” w obrożach. Jak to zgrabnie ujął jeden z teoretyków S/M, Larry Burden, „chłopcu mówi się, co ma robić, a niewolnik robi, co mu się mówi” – i jest to, ponownie, tylko pozorna tożsamość. Generalnie jednak tym, co musi posiadać partner uległy, aby można go było nazwać boyem, jest młody wiek i wygląd. Jeśli wygląd jest tak chłopięcy, że aż dziewczęcy, to takiego „chłopca” piszemy już nie przez „y”, ale przez „i” – boi (!), choć wymowa pozostaje identyczna. Polszczyzna nie może nawet marzyć o takiej precyzji.

Ostatnią z częściej spotykanych odmian relacji S/M jest Pan-pies, a konkretnie szczeniak (puppy) – nie „suka”, jak tego koniecznie chcą polskie masochy. Chodzenie na smyczy, jedzenie bez pomocy rąk z miski stojącej na podłodze to właśnie los „szczeniaka”.

Obszar S/M nie obejmuje ekshibicjonizmu w tradycyjnym sensie. Występuje natomiast tzw. competitive exhibitionism, czyli, tłumacząc dosłownie, ekshibicjonizm rywalizacyjny. Uprawiają go ci, którzy aby rozkręcić większą orgietkę, szarżują swoim ciałem niczym harcownicy wysuwający się przed szeregi przed właściwym początkiem bitwy. Rozbierają się na oczach innych, prowokacyjnie walą konia, podniecają i zachęcają do wspólnej „walki”. Już na tym etapie daje im to wielką satysfakcję.

Przemoc, na której opiera się seks S/M, także niejedno ma imię w języku angielskim. Tak jak starożytni Grecy wyróżniali miłość-filia, miłość-eros, miłość-storge, miłość-agape, miłość-ludus, miłość-pragma – tak całkiem nowożytni S/M-owcy wyróżniają przemoc-abuse, przemoc-rape i przemoc-bukkake. Nasz język ojczysty ma na to wszystko trącący myszką i w dodatku zapożyczony z jidysz „gwałt”. Abuse to szeroko rozumiane poniżanie seksualne, psychiczne, słowne, nawet finansowe, którego jednak nie należy mylić z „przemocą domową” (domestic violence), stosowaną wobec małżonka i dzieci. Rape to gwałt w wąskim sensie: przymusowej penetracji. W S/M występuje najczęściej tylko jako roleplaying, czyli wspólne odgrywanie scenariusza gwałtu za obopólną zgodą. Bukkake zaś to „gwałt zbiorowy”, choć biorąc pod uwagę etymologię tego japońskiego słowa chodzi raczej o zbiorowe spuszczanie się kilku facetów na kobietę, a w kontekście S/M – kilku dominów na suba. Idealną ilustracją bukkake są ostatnie kadry „Haremu” J. D. Cadinota.

A teraz trzy skróty, na które możecie się natknąć szukając S/M-owych treści w Internecie. SSC – Safe, Sane, Consensual. SSC play to zabawa Bezpieczna, Zdrowa i opierająca się na Obustronnej Zgodzie. SSC nie jest tożsame z safer sexem, w którym chodzi o prewencję chorób przenoszonych drogą płciową, a głównie o stosowanie prezerwatyw. Z czasem uznano, że w S/M nie może być mowy o stuprocentowym bezpieczeństwie, dlatego niejaki Gary Switch wprowadził do obiegu inny termin: RACK – Risk-Aware, Consensual Kink, czyli Obustronnie Zgodne Perwersienie się ze Świadomością Ryzyka. Mimo większej adekwatności do realiów S/M, RACK jakoś nie bardzo się przyjął, może dlatego, że nikt nie lubi sobie psuć zabawy pamiętaniem o ryzyku.

S.A.M. to skrót, który Polakowi będzie się kojarzył ze sklepem samoobsługowym, tak jak kwas rybonukleinowy kojarzy nam się z rybami. A tu nic z tych rzeczy! W subkulturze S/M skrót ten można rozwijać dwojako. Stand and Model to typ skórzaka, który stara się w lokalu skórzanym sprawiać wrażenie, że ta skóra, którą nosi na sobie, jest jego własną czującą skórą, że chodzi w niej 24 godziny na dobę, że zdominowała ona całe jego życie, podczas gdy jest to tylko poza przyjmowana w lokalu, żeby wzbudzać lęk, podziw i zazdrość. Zdarza się to zwykle początkującym i/lub niedowartościowanym dominatorom. Ale mogą być też S.A.M.-masochiści, wtedy skrót odczytujemy jako Smart Ass Masochist – „masoch pięknodupy”, „pięknodupek”, co jest synonimem słowa brat, czyli... nieznośnego bachora. Masterzy nazywają tak tych uległych, którzy specjalnie są nieposłuszni i prowokacyjni w swojej niesubordynacji, stawiają się, wulgarnie zaczepiają Masterów, odmawiają wykonywania poleceń – a wszystko po to, by zasłużyć na prawdziwą, a nie udawaną karę, by naprawdę rozsierdzić domina i poczuć w chłoście lub rżnięciu jego prawdziwą wściekłość. Masterzy czują się przez takich wystawiani na próbę i miotają się między chęcią wpierdolenia im (na co tamci właśnie czekają) a ukarania ich obojętnością. S.A.M.-cy wprowadzają do sceny S/M pewien rozgardiasz, dlatego nie są tu zbyt pożądani, za to są najcenniejszym towarem na scenie spankingowej – to idealni „nieposłuszni synkowie”, którym daddies/„tatusiowie” chętnie przetrzepują skórę, bo ich „ojcowska” ambicja, w odróżnieniu od „Pańskiej”, wcale na tym nie cierpi.

Na koniec coś słodkiego. Vanilla. Na ten termin natykamy się często w Internecie i myślimy: co tu, u licha, robi wanilia? Otóż w żargonie S/M-owym vanilla to wszystko to, co nie należy do sceny S/M – to „zwykły” (nieskomplikowany, czysty, normalny) seks oraz ludzie, którzy się takim seksem zadowalają. Nie wiadomo dokładnie, kto ukuł to określenie. Tkwi w nim nuta wyższości S/M-owca uprawiającego „seks wyższego rzędu” nad tymi, którym wystarcza zwykłe obciąganie i jebanie w łóżku; nuta ironii, a nieraz nawet pogardy.

Od ponad dziesięciu lat dostarczamy Wam filmy i zabawki erotyczne, które zadowolą każdego.

Kontakt

  •  

    Adres: 60-857 Poznań
    Mylna 32/34A lok.2

  •  

    E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

  •  
    Tel.: +48-61-8427470
    Tel. kom.: +48-602-243891
Top
Ta strona używa plików Cookies. Proszę zapoznać się z celem ich używania i możliwościami zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Polityka prywatności. More details…