0
Łącznie : 0,00 zł
Twój koszyk jest pusty!
aktualizuj

Za formalny początek istnienia zorganizowanej subkultury skórzanej uznaje się rok 1965 – rok powstania pierwszych oficjalnych klubów skórzanych w Chicago i Londynie. Jak się jednak można domyślać, fakt ten był uwieńczeniem długiej ewolucji tej obecnie najwyrazistszej subkultury gejowskiej, której pierwociny zakiełkowały w Stanach Zjednoczonych bezpośrednio po II wojnie światowej.

Chcemy się skupić na tym słabo udokumentowanym, jeszcze bezklubowym, jeszcze niezorganizowanym, półpodziemnym pierwszym dwudziestoleciu (1945-1965) gejowskiej skóry w jej kolebce, czyli USA, przeciwstawiając je obecnemu obrazowi tej subkultury, zapoczątkowanemu rewolucją seksualną lat 70., znacznie różniącemu się od pierwowzoru. Nie da się tego zrobić bez wprowadzenia dwóch pojęć, które wypromowała amerykańska (bardzo bogata) literatura przedmiotu, symbolizujących oba etapy rozwoju skóry, a są to: Stary Strażnik (Old Guard) – pierwsze pionierskie dwudziestolecie, oraz Nowy Strażnik (New Guard) – wizerunek skórzaka budowany od 1965 do dnia dzisiejszego w niejakiej (czasem bardzo jawnej i silnej) opozycji do prawzorca.

 

STARY STRAŻNIK

 

W pierwszej chwili trudno uwierzyć, ale to, że czytasz teraz o seksie S/M i lokalach dla skórzaków, zawdzięczasz, drogi Czytelniku – Ty i my wszyscy – II wojnie światowej. Tej okrutnej, wstrząsającej wojnie. To jej amerykańscy weterani, wracający do kraju, rozsmakowani w niepowtarzalnej atmosferze przebywania wśród samych mężczyzn w sytuacji zagrożenia życia, wymuszającej braterstwo i bohaterstwo, a zarazem szczerość i intymność w obrębie własnej płci – zapragnęli jak najdłużej zachować te cenne wspomnienia, uchronić jak najwięcej z nieoczekiwanie wspaniałych frontowych męsko-męskich lat, z tego stylu życia, tak innego od gnuśnego standardu: dom-drzewo-kobieta-bachory. Najprościej było to zrobić chodząc nadal w mundurze, a przynajmniej jego elementach, i spotykając się z kolegami, z którymi tak silnie łączyła wspólnota wspomnień, tajemnica wspólnego seksu oraz rajcowny posmak stosunku zwierzchności/podległości i związanej z nim dyscypliny, która jakże często po prostu ratowała życie. Kadra oficerska niechętnie rozstawała się z rolą rozkazodawców, pielęgnowała w sobie zaczyn dominacji, która z braku wojny zaczęła się niepostrzeżenie przenosić na sferę znacznie bardziej osobistą i bez wątpienia pokojową – sferę seksu. Podobnie szeregowcy, w zderzeniu z monotonią cywilnej rzeczywistości oraz trudnościami ekonomicznymi pierwszych powojennych lat stwierdzali, że wolą już pomiatanie przez oficerów w zamian za pewny dach, pełną miskę oraz wyrękę w myśleniu o jutrze – w nich umacniał się pierwiastek uległości.

Dywagacje te (które opieramy na esejach działacza skórzanego Guya Baldwina oraz S/M-owego publicysty, niewolnika davida steina) mogą w pewnym stopniu przypominać różne (wyśmiane i obalone) teorie powstania życia na Ziemi, ale doprawdy nie da się bardziej przekonująco uzasadnić, dlaczego oto mniej więcej w połowie lat 50. mieliśmy w Stanach Zjednoczonych całkiem dobrze wyodrębnioną i skonsolidowaną wspólnotę bardzo podobnie ubierających się i wyglądających facetów w średnim wieku, których zdawała się łączyć więź głębsza i trwalsza niż rozpoznane dotychczas przez socjologów więzi społeczne.

Ci faceci – Starzy Strażnicy, nasi praojcowie – napotkali bardzo konkretne trudności natury organizacyjnej. W maccarthystowskich naonczas Stanach jedyną dozwoloną prawem niemilitarną organizacją wyłącznie męską mógł być klub motocyklowy. I tej unikalnej możliwości uchwycili się nasi przyszli skórzacy. Za możliwość bezpiecznego przebywania we własnym męskim gronie zamieniali mundury wojskowe na stroje motocyklowe z czarnej skóry, choć wielu z nich nigdy nie kupiło motocykla ani nawet na nim nie usiadło! To właśnie stąd, z uniformu motocyklisty, wzięła się skóra i wszelkie odmiany ubrań i gadżetów, jakie dzisiaj znamy. Tradycje wojskowe, bitewne były oczywiście podtrzymywane już to w nazwach klubów (np. Thunderbolts – Pioruny, Warriors – Wojownicy, Iron Cross – Żelazny Krzyż), już to w „manewrach” polegających na odgrywaniu zapamiętanych realnych sytuacji frontowych, co było początkiem role playing game w oficera i szeregowca/rekruta, fabularnej gry seksualnej, która do dziś robi karierę w całym gejowskim świecie. Chrzty bojowe odbywane kiedyś na okrętach, samolotach, w czołgach zamieniły się w obrzędy inicjacyjne, a tradycyjny z takich okazji szampan zaczął tryskać na nowicjuszy bezpośrednio z kutasów przełożonych (genezę „złotego deszczu” jako elementu inicjacyjnego i dominacyjnego naśladującego szampańską oprawę chrztów bojowych przekazuje niemiecki termin S/M-owy Natursekt – naturalny szampan).

W tym też czasie ruszyła właśnie machina terminologiczna, gdyż nowe zjawiska domagały się nazw. Szybko dostrzeżono narzucający się przemożnie związek między zdefiniowanymi i opisanymi jeszcze w XVIII i XIX wieku pojęciami sadyzmu i masochizmu oraz wojskową zwierzchnością i podległością. W drugiej połowie lat 50. te dwie litery: S i M miały już swoje czytelne dla wtajemniczonych znaczenie. Ponieważ brakowało tak ważnego na wojnie czynnika zagrożenia życia, cudownie podkręcającego adrenalinę i utwierdzającego uczestników zdarzeń w poczuciu własnej męskości, na to miejsce powołano niejako półrzeczywisty, półmniemany czynnik zagrożenia przez „społeczeństwo” – czyli niewtajemniczone otoczenie. Żadnemu działaczowi np. podziemnej Solidarności nie trzeba wyjaśniać, jak wspaniale spaja grupę i jak ostro doprawia życie konspiracja. W subkulturze Starych Strażników kwitła ona z wszelkimi szykanami, począwszy od tego, że nawet siebie nawzajem zapytywali oni przy poznawaniu się: grasz na S-aksofonie (czy jesteś sado) czy na M-andolinie (czy jesteś maso)? Nieodłącznie dziś związana z kulturą skóry i S/M sceneria lochu, piwnicy, opuszczonej hali fabrycznej, ciemnych krzaków jest właśnie dziedzictwem czasów konspiracji.

Konspiracja sprawiła, że owe kluby „motocyklowe” były – jak to można obrazowo oddać w języku angielskim – bardziej EKS-kluzywne niż IN-kluzywne: bardziej nie dopuszczały do ścisłego grona ludzi z zewnątrz niż otwierały się na nowych członków. Było więc jasne, że jeśli nowicjusz będzie chciał przeniknąć do tajemniczego klanu mężczyzn w skórach, zostanie poddany rytuałowi bezlitosnego chrztu.

Pierwsze pokolenie amerykańskich skórzaków wypracowało wzorce zachowania niewolników/rekrutów wobec Masterów/oficerów oraz siebie nawzajem. Pewne zasady były zróżnicowane terytorialnie, nie zdarzało się też raczej, by dany osobnik przestrzegał, a nawet słyszał o wszystkich, jednak wiele tych zwyczajów jest praktykowanych do dzisiaj i propagowanych przez działające obecnie ośrodki i akademie skórzane. Ze względu na to, że geje sięgający po skórzane gadżety po amatorsku i traktujący elementy „lekkiego S/M” tylko jako urozmaicenie „normalnego” seksu uprawianego w łóżku, a w najlepszym razie na dywanie w salonie z meblościanką i fotelami, nie mają najmniejszego pojęcia o prakanonach tej kultury, skorzystamy z okazji i przypomnimy najważniejsze zasady, które stworzył i których przestrzegania pilnuje Stary Strażnik:

UBIÓR. Nie wolno mieszać w ubiorze skóry czarnej z brązową oraz elementów chromowanych lub srebrnych z mosiężnymi i złotymi. Master musi zawsze nosić buty, najlepiej czarne. Obie strony obowiązują wyłącznie długie spodnie: skórzane lub dżinsy dobrej marki, a jeśli dżinsy, to najlepiej ze skórzanymi chapsami, które podnoszą zaangażowanie w grę. Skórzane kurtki powinny mieć pagony (wyjątkiem motocyklowe, używane przez naprawdę jeżdżących na motorze). Stroju nie wolno przeładować metalem, szczególnie bezzasadnymi ćwiekami itp., na dobrą sprawę powinno się nosić tylko insygnia klubowe. Rękawiczki przysługują tylko motocyklistom, fisterom oraz fetyszystom rękawic. Nakrycie głowy wolno nosić jedynie Masterom, a niewolnikom – tylko bardzo doświadczonym i/lub skłonnym do heroicznego poniżenia. Kompletny ubiór skórzany jest dozwolony dopiero po godzinie 22.00 i tylko w klubie. Zwykli obywatele na ulicy nie powinni oglądać skórzaka w pełnym rynsztunku. Chodziło tu także o niestraszenie (zwłaszcza kobiet) groźnym wyglądem.

ETYKIETA. Wbrew pozorom i późniejszym przekłamaniom skórzana obroża nie jest, jak by się wydawało, przeznaczona dla niewolnika, ale jest elementem stroju Mastera, który może jedynie dawać ją swojemu niewolnikowi na przechowanie. Zakładając niewolnikowi SWOJĄ obrożę Master pasuje go na swojego niewolnika właśnie. Dla innych Masterów obroża na szyi niewolnika jest znakiem, że niewolnik ten jest już czyjąś własnością, więc nawet nie inicjują z nim rozmowy, natomiast innym niewolnikom wolno rozmawiać z kolegą w obroży. Po zakończeniu związku Mastera z danym niewolnikiem obroża jest zwracana Masterowi.

Masterowi nie wolno dotykać daszku czyjejkolwiek skórzanej czapki, również własnej. Od góry można dotknąć czapki tylko bardzo bliskiego przyjaciela i kochanka.

Nie wolno nosić cudzego stroju skórzanego, chyba że włoży on go na ciebie siłą.

Elementami stroju, do których niewolnik ma prawo sam z siebie, są tylko buty i pas. Na wszelkie inne elementy musi stopniowo „zarabiać” udzielaniem się na skórzanej scenie.

Od każdego cruise’ującego (poszukującego) uczestnika sceny wymaga się jasnego określenia preferencji przez widoczne noszenie kluczy z lewej (Master) lub prawej (niewolnik) strony pasa. Po znalezieniu partnera klucze muszą zostać schowane do kieszeni. (Kod kluczy był pierwszym, najprostszym kodem informacyjnym tego typu, następny – hanky code, z kolorowymi chusteczkami – rozbudował się do takich szczegółów, że wskutek tego stracił popularność.)

Idąc razem ze swoim Panem niewolnik zachowuje odległość pół kroku z tyłu i z lewej strony Mastera.

Niewolnik nie może nawiązywać kontaktu wzrokowego z Masterem, powinien patrzeć na jego buty, także podczas poszukiwania partnera. Przeciwnie, Master im bardziej się czuje dominujący, tym śmielej powinien patrzeć w oczy, także innym Masterom.

O miejscu w skórzanej hierarchi nie decyduje ani wiek, ani wygląd, ani jakość stroju, ani ilość noszonej skóry i gadżetów, ale wyłącznie sprawdzalny staż na scenie oraz ewentualne tytuły i nagrody zdobyte na skórzanych przeglądach, wyborach mistera skóry itp. Juniorowi nie wolno przerywać rozmowy seniorów, choćby nawet był Masterem, a oni niewolnikami (ale nie należącymi do niego) – rozstrzyga staż. W przypadku podobnego stażu rozmową kieruje Master. Juniorzy-niewolnicy podlegają wszystkim na scenie.

Do tego dochodziły regulacje natury moralnej, w rodzaju: prawdziwy skórzak nie kłamie, dotrzymuje słowa, załatwia sprawy honorowo, nie pożycza pieniędzy ani komuś, ani od kogoś, nie nadużywa alkoholu.

 

NOWY STRAŻNIK

 

Jak widać, kodeks Starego Strażnika to jakby rejestr rycerskich cnót kawalerów skórzanych, bo też czasy ich panowania to już mityczna przeszłość. Obecnie żyjemy w czasach wszechobecnej liberalizacji, kiedy wiele dawnych kanonów wydaje się przestarzałych i nikt nie chce się krępować ich gorsetem. Porządki zaprowadzane przez Nowego Strażnika począwszy od przełomowych lat 70., a rozwinięte w pełni w ostatnim dwudziestoleciu, polegają więc na odkonspirowaniu sceny skórzanej i popularyzowaniu tego stylu życia w społeczeństwie, bez zahamowań i fałszywego wstydu. Skóra wyszła na ulice i bez żenady się po nich przechadza, nie tylko przy okazji parad. Na Zachodzie, zwłaszcza w enklawach gejowskich, można zobaczyć na ulicy Mastera prowadzącego swojego niewolnika zakutego w kajdanki, obaj w pełnym rynsztunku – rzecz nie do pomyślenia za Starego Strażnika. Tajemnice techniczne wyrafinowanego seksu z użyciem różnych przyrządów, przez Starego Strażnika pilnie chronione, zostały podane do publicznej wiadomości w formie publikacji oraz filmów (także do Polski od połowy lat 90. zaczęły docierać S/M-owe pornoprodukcje).

Zliberalizowany został wizerunek skórzaka. Drobiazgowe zalecenia co do stroju oraz znaczna część dotyczących etykiety zostały odrzucone, tak jak starotestamentowe prawo mojżeszowe przez chrześcijan. Tu i ówdzie do skóry nosi się odziedziczone po pokoleniu Woodstock długie włosy, tacy długowłosi „skórzacy” trafiają nawet do filmów. Zdarzają się włosy farbowane na dzikie kolory, nażelowane. Również piercingi i tatuaże to produkt czasów obecnych, za Starego Strażnika można było ewentualnie posiadać tatuaże więzienne lub marynarskie, jednak nie należało ich eksponować. Dzisiaj w klubach spotkacie osobników w strojach dalece niekompletnych, skomponowanych z przypadkowo dobranych elementów, często lichej jakości – kiedyś taki wybrakowany skórzak (Stara Gwardia nazywa ich sissy shit lub gay stuff, czyli „pedałkami”) nie miałby wstępu do klubu, dzisiaj wchodzi bez problemu, bo prowadzącym zależy przede wszystkim na pieniądzach, a więc również na tym, co klient kupi w barze – powściągliwość w piciu na pewno nie jest dobrze widziana. Epoka Starego Strażnika to zatem okres romantyczny rozwoju społeczności skórzanej, teraz i tu rządzi komercja.

Priorytetem w kodeksie Starego Strażnika jest niezmienność ról seksualnych: Master jest zawsze Masterem, a niewolnik zawsze niewolnikiem. Przyjmuje się bowiem, że role te nie wynikają z chwilowego widzimisię, ale z samej psychiki człowieka, i rozciągają się na wszystkie dziedziny życia. Nowy Strażnik akceptuje istnienie switcherów, czyli facetów, którzy jednej nocy mają chęć być Masterem, a innej chcą zabawić się w niewolnika. Mogą oni pojawiać się w różnych wcieleniach w swoim macierzystym klubie. Za czasów Starego Strażnika switcher mógł uprawiać swój proceder tylko jeżdżąc po różnych miastach i w każdym klubie występując tylko w jednej roli – a i to do ewentualnego zdemaskowania go przez któregoś z członków sceny. Stary Strażnik uznaje switcherów za obiekty seksualne drugiej kategorii, Nowy – za pełnowartościowe.

Dzisiejsza „pedałkowata” młodzież skórzana nie potrafi nawet posługiwać się prawidłową angielszczyzną, używając nagminnie słowa „sir” jako podmiotu, podczas gdy może to być jedynie izolowany wołacz, dodawany na końcu zdania.

Dla wielu przedstawicieli dawnej epoki, dzisiejszych 50-70-latków, jak np. Joseph W. Bean, aktualny dyrektor Leather Archives and Museum w Chicago, istnieje silny konflikt między zwolennikami Starego i Nowego porządku w świecie skóry, ale jest to w zasadniczym stopniu zwyczajny konflikt pokoleń, tyle że objawiający się w konkretnych dekoracjach. Społeczność skórzana akurat tym się różni od ogółu gejów, że faworyzuje nie młodzież, ale średniolatków, dlatego skuteczniej opiera się nawale przypadkowej młodzieży i stawia jej wyższe wymagania, jednak nie ma się co łudzić, że powrócą czasy skórzaków-rycerzy.

Na obronę obecnych czasów dodajmy, że to właśnie w epoce Nowego Strażnika rozwinęła się tak bogata na Zachodzie infrastruktura klubowa, barowa, organizacyjna. Dopiero teraz odbywają się specjalne Leather Pride’y, wybory Mistera Skóry, konferencje naukowe na tematy związane z seksem S/M, działa Muzeum i Archiwum Skóry w Chicago. Współcześni skórzacy mają też swój hymn i flagę, które, choć opracowane w USA, zyskały znaczenie międzynarodowe: projekt flagi (pasy czarne, niebieskie i biały, z czerwonym sercem w lewym górnym rogu) został przedstawiony przez Tony’ego DeBlase’a 28 maja 1989 podczas największej światowej gali skórzanej, czyli wyborów International Mister Leather w Chicago; hymn pt. „One Common Heartbeat” (Wspólne bicie serca) do słów Gary’ego Aldricha i Kevina Tyrrella zaprezentowano po raz pierwszy z okazji 20. edycji IML 6 lutego 1998.

 

Kultura skórzana stając się coraz bardziej masową traci, siłą rzeczy, na elitarności, tajemniczości i swoistym klimacie. Jednak to wcale nie oznacza, że obecnie łatwiej jest zostać skórzakiem. Po prostu teraz prawdziwych skórzaków jest mniej. Coraz mniej, niestety.

Od ponad dziesięciu lat dostarczamy Wam filmy i zabawki erotyczne, które zadowolą każdego.

Kontakt

  •  

    Adres: 60-857 Poznań
    Mylna 32/34A lok.2

  •  

    E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

  •  
    Tel.: +48-61-8427470
    Tel. kom.: +48-602-243891
Top
Ta strona używa plików Cookies. Proszę zapoznać się z celem ich używania i możliwościami zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Polityka prywatności. More details…