0
Łącznie : 0,00 zł
Twój koszyk jest pusty!
aktualizuj

Dziękując nam w mailach, że propagujemy kulturę S/M, narzekacie jednocześnie, że naczytawszy się teorii nie macie z kim tego wszystkiego przetrenować, „bo poznanie w tym kraju esemiarza, który wie czego chce, coś już potrafi, no i będzie chciał się spotkać, graniczy z cudem”. Na razie pozostaje wyjeżdżanie na Zachód oraz ćwiczenie samemu w domu. Samemu? Oto nasze propozycje dla domowego jednoosobowego treningu w wiązaniu (bondage) i kneblowaniu (gagging), a także niezbędne przestrogi.

Konieczność ćwiczenia w samotności bierze się także stąd, że na scenie S/M, a bondage’owej szczególnie, Masterów jest znacznie mniej niż niewolników, bo w wiązaniu to przecież pasyw ma więcej przyjemności. Mimo wszystko warto zaczynać w czyjejś obecności, nie musi to być Master, może być zwyczajny kolega, który rozumie nasze potrzeby i zgodzi się potowarzyszyć i nas asekurować. Przechodzenie od treningu z partnerem do ćwiczeń w samotności powinno być stopniowe, a sytuacja ćwiczebna powinna się stawać sytuacją coraz bardziej realną. Za którymś razem partner powinien oświadczyć, że wychodzi z domu i zostawia niewolnika samego związanego, a w rzeczywistości dyżurować w pokoju obok. Dopiero gdy sesja minie bez zakłóceń, asystent może naprawdę opuścić mieszkanie. Niewolnik nie powinien wiedzieć, kiedy wyjście asystenta jest markowane, a kiedy rzeczywiste.

 

ZASADY I SZKOŁY

Nadrzędna zasada brzmi: zwiąż się tak, byś mógł sam się rozwiązać. Źle przeprowadzone samowiązanie może być niebezpieczniejsze niż wiązanie przez partnera. Niestety, niewolnicy lubią przesadzać w stosunku do samych siebie z okrucieństwem, szczególnie jeśli latami nie mogą poznać Mastera swoich marzeń, czyli tak surowego, jak sobie zaplanowali w onanistycznych marzeniach. A z ogniem igrać nie warto. Samowiązanie przypomina sytuację, gdy włamywacze przywiązują ofiarę do krzesła, kneblują i wychodzą z łupem, zostawiając ją samą, a dom stoi na odludziu. Niemożność uwolnienia się z własnych więzów to – pomijając bezpośrednie uszkodzenie ciała czy uduszenie – niemożność sięgnięcia po wodę i jedzenie, zażycia leku, zakręcenia kurka z gazem, zadeptania spadającej iskry...

Drugą nie mniej ważną zasadą, czy to samemu, czy z partnerem, jest: zero alkoholu i narkotyków. Jeśli nie jesteś trzeźwy i nie masz kontroli nad sytuacją, reszty tego tekstu możesz nie czytać.

Zasada trzecia: S/M to jedyna dziedzina seksu, której trzeba się uczyć, nieraz mozolnie i latami. W odróżnieniu od masturbacji, której nikt nikogo uczyć nie musi, w S/M wszystko trzeba opanowywać stopniowo.

Są dwie szkoły samowiązania: ostra i łagodna. Ostrzy idą na całość i kpią z łagodnych, że się ze sobą cackają: jeśli wiążesz się tak, że wiesz, że się wyswobodzisz, to po cholerę w ogóle to robisz? Łagodni przekonują, że w treningu, który jest w zasadzie odmianą masturbacji, chodzi im przede wszystkim o poczucie unieruchomienia, lubią czuć pęta, kajdanki, łańcuchy na ciele, to im dopomaga do orgazmu, po którym jednak chcą być w stanie to wszystko z siebie pozdejmować. Dla ostrych nie ma orgazmu bez „prawdziwego” związania, potrzebują świadomości, że sami nie wydostaną się z pułapki. Być może trochę im nie dostaje wyobraźni, bo łagodny, gdy zechce się porządnie upodlić, i tak będzie spał całą noc w kajdanach, chociaż kluczyk leży na nocnym stoliku. Ostry nie bawi się w takie udawanie. Swoje zamiłowanie do „prawdy” ostrzy przypłacają nieraz nawet życiem. Znane są przypadki, gdy facio najpierw zakneblował się, w dodatku okleił knebel taśmą przylepną, a potem zatrzasnął sobie kajdanki na rękach splecionych za plecami. Gdyby nie superszczelny knebel, mógłby się napić czy coś zjeść samymi ustami, mógłby chwycić klamkę w zęby, otworzyć drzwi, wołać o pomoc.

SZNURY, RZEMIENIE, ŁAŃCUCHY

Pierwszym etapem nauki pływania jest sucha zaprawa – ćwiczenie podstawowych ruchów na lądzie. Wstępem do samowiązania są ćwiczenia bez sznurów, podczas których próbujemy, nie wiążąc się, wytrzymać jak nadłużej w pozycji, w jakiej chcielibyśmy być związani, a więc np. z rękami za głową lub nogami złączonymi w kostkach.

Pamiętaj, że choć metalowy łańcuch wygląda groźniej, to właśnie ze sznurów (lin) trudniej się wyswobodzić, bo węzły zaciskają się pod wpływem ruchów ciała; łatwe do rozwiązania na początku sesji, okazują się pod koniec zadzierzgniętymi „na amen” węzłami gordyjskimi. Bardzo niebezpiecznym manewrem jest równoczesne związanie tym samym sznurem stóp i rąk, bo nawet jeśli zwiążemy kończyny z przodu ciała, po pewnym czasie ręce mogą nam zdrętwieć tak, że nie rozwiążemy nimi żadnego węzła.

Z tego samego powodu – by nie przerwać krążenia – nie wolno się wiązać zbyt ciasno. Specjaliści zalecają elastyczne sznury z tworzywa używanego do produkcji lin do skoków bungee, bo nie zadzierzgając się „nierozwiązywalnie”, dają poczucie silnego zacisku. Niestety, najczęściej trenujemy ze zwykłymi sznurami, bo są po prostu najtańsze.

Warto w ścianach, futrynach (na różnych wysokościach), na obrzeżu łóżka mieć powkręcane różnej wielkości i kształtu haczyki, o które można zaczepić trudny węzeł, by rozwiązać go bez pomocy rąk. Na wszelki wypadek miej w domu łatwo dostępny ostry nóż, sekator, którym da się przeciąć sznury lub rzemienie, gdyby nie dało się rozwiązać węzła. Miej też aparat telefoniczny z opcją głośnomówiącą i z pamięcią, a pod jednym z klawiszy zaprogramuj użyteczny numer w rodzaju 112 – do połączenia się i rozmawiania wystarczy ci wtedy czubek nosa, którym naciśniesz odpowiednie klawisze.

Samowiązanie jest bezpieczniejsze w pozycji leżącej lub siedzącej niż stojącej, a to na wypadek omdlenia (zwłaszcza przy eksperymentach z breath control – kontrolą oddechu), i nie chodzi wcale o to, że leżąc czy siedząc zabezpieczamy się przed upadkiem. Mówię o sytuacji, gdy stojąc jesteśmy przywiązani do belki czy haka, więc upadek nam grozi. Tym gorzej, bo omdlenie na stojąco pozbawia mózg krwi w stopniu mogącym grozić jego uszkodzeniem. Omdlenia nie są rzadkością w świecie S/M, a to głównie z powodu nadużywania poppersów, rozszerzających naczynia krwionośne, a więc obniżających ciśnienie.

Dobrą a niegroźną formą treningu jest związanie się łańcuchami i zamknięcie całości kłódką z zamkiem szyfrowym na całą noc, w ciemności. Można spędzić wspaniałe chwile próbując ustawić właściwą kombinację cyfr, a jednocześnie zabawa jest bezpieczna, bo masz gwarancję, że uwolnisz się najpóźniej gdy się rozwidni. Jeśli nie masz dość samozaparcia, połącz to z przykuciem się do łóżka lub ściany, tak abyś nie miał możliwości włączenia światła i musiał czekać na światło słoneczne.

Innym ciekawym pomysłem jest podwieszenie kluczyka – jedynej drogi do wolności – u sufitu na naprężonej lince, której drugi koniec jest zatopiony w lodzie w naczyniu – linka się obluzuje i kluczyk spadnie dopiero kiedy lód się stopi. Związujemy się i aranżujemy wnętrze w taki sposób, że czekanie na stopienie się lodu to nasze jedyne wyjście. Najbardziej wyrafinowaną odmianą tego ćwiczenia jest przeprowadzanie go zimą przy wyłączonych kaloryferach.

Ważne, by do sznurów, których szybkie rozwiązanie może być decydujące dla życia, nie podwieszać obciążników, bo napinając sznur utrudniają rozwiązanie węzła. Niby oczywistość, ale pozdejmowanie ciężarków to dodatkowe sekundy, które mogę przesądzać o zdrowiu i życiu duszącego się lub nieprzytomnego niewolnika.

KAJDANKI

Najpierw musisz się oswoić z kajdankami i nabrać wprawy w ich otwieraniu. Zakładanie ich na ręce za plecami ćwicz początkowo w obecności partnera.

Nie kupuj tanich kajdanków, śmiesznych seks-shopowych zabawek. Łatwo można je otworzyć, a nawet skruszyć. Nic nie zastąpi normalnych kajdanek ze stali. Można przeciąć rzemień lub linę, ale nie stal. Nie do zastąpienia są oczywiście te prawdziwe policyjne. Najlepsze na świecie marki amerykańskie to Peerless, Smith&Wesson, Jay-Pee, American Handcuff Co. oraz stare dobre angielskie Hiattsy. Powinny mieć normalny zamek (działający tak jak te w drzwiach), a nie dźwigienkę, bo te drugie są mało wiarygodne i mają tendencję do obluzowywania się i otwierania. Radzi się w zabawie z samym sobą stosować klasyczne kajdanki z łańcuszkiem między obręczami, a nie z zawiasami, bo te ostatnie zaprojektowano dla szczególnie sprytnych więźniów – trudno się z nich uwolnić nawet mając klucz. Mniej doświadczeni niech zaczynają od atrap na klamerki, duże kłódki, nawet na zatrzaski, bo lepsze „udawane” kajdanki niż niemożność uwolnienia się. ZAWSZE trzeba mieć na podorędziu zapasowe kluczyki.

Kajdanki nie mogą zbyt ciasno opinać przegubów, by nie uszkodzić nerwów. Co to znaczy nie za ciasno? Przyjmuje się, że między sznurem, obrożą, rzemieniem a skórą niewolnika powinny się zmieścić dwa palce. Kajdanki i inne pęta metalowe zatrzaskujemy w odległości około półtora centymetra od skóry. Obroża powinna dawać się obracać na szyi o 180 stopni, kajdanki o 90 stopni. (Najlepiej nie zakładaj niczego na szyję, aby się przez nieuwagę nie zadzierzgnąć, poprzestań na obroży o ustalonym, niezmiennym obwodzie.) Ręce skuwamy razem wnętrzami dłoni skierowanymi do wewnątrz, by bransoletki nie ocierały się o wewnętrzną, bardziej unerwioną i wrażliwszą stronę nadgarstków. Z obawy przed zdrętwieniem i odkrwieniem, którego skutki mogą być długotrwałe, nie wolno skuwać rąk splecionych nad głową. Zupełnie nie ma powodu, by zaciskać kajdany zakładane na stawach skokowych, tu dodatkowo zachodzi obawa uszkodzenia ścięgien Achillesa.

Za najniebezpieczniejsze uchodzi samozakucie się z rękami na plecach, ale czasem niebezpieczne może być także skucie rąk z przodu, gdy przez naszą nieuwagę dziurka na kluczyk znajdzie się na górze, a nie na dole, od strony palców. Weźmy też pod uwagę, że po paru godzinach skucia nadgarstków palce są zdrętwiałe i niezdolne do wykonywania precyzyjnych operacji.

KNEBLE

Kolejna zasada: trenując samemu, nigdy nie łącz samowiązania z podduszaniem. Jeśli bez knebla się nie spuścisz, zakładaj taki, który w ostateczności zdołasz sobie zdjąć nawet skutymi rękami albo wypchnąć językiem. Gdy zwiążemy się zbyt doskonale, pozostaje nam bowiem ostatnia deska ratunku: krzyk. Dlatego należy nie przesadzać z kneblami oraz nie eksperymentować w odludnej okolicy. Nie używaj knebli trudnych do samodzielnego usunięcia, zwłaszcza wypełniających całkowicie usta, z zamkami oraz knebli stosowanych pod uprząż głowową lub kaptur.

W samowiązanie, a zwłaszcza w samokneblowanie nie powinni się bawić astmatycy i ludzie z różnymi schorzeniami układu oddechowego. Zagrożeniem jest nie tylko bezpośrednia breath control, ale też sensacje oddechowe (np. skurcz oskrzeli) wywołane stresem. Jeśli w pobliżu nie ma nikogo do pomocy, mogą być problemy. Alergicy muszą uważać na materiał, z którego wykonany jest knebel.

Knebel zbyt szczelnie wypełniający usta, przesiąknięty śliną, gdy nie można go wyjąć, może wywołać wymioty, co jest szczególnie niebezpieczne, gdyż wymiociny mogą zostać zassane do płuc i wywołać ich tzw. zachłystowe zapalenie, w cięższych przypadkach utratę przytomności, a nawet śpiączkę. Dlatego zaleca się trenować jeśli nie z pustym, to z nieprzeładowanym żołądkiem.

W przypadku duszenia się knebel lub kaptur powinny być usunięte w czasie do 30 sekund. W świecie bondage’u za niebezpieczny uważa się knebel, którego nie można usunąć szybciej niż w ciągu 15 sekund.

Najprostszy i najłatwiejszy do usunięcia knebel to oczywiście ręcznik, szalik czy inny kawałek płótna owinięty wokół głowy. Dotkliwszym kneblem będzie ten sam ręcznik, sznur, skarpetka, chustka przechodząca między szczękami i zawiązana z tyłu głowy. Rury i okrągłe kształtki, zmuszające do ciągłego rozwarcia szczęk, są stosowane najczęściej przy łączeniu kneblowania z pissem, chodzi o to, by niewolnik-pisuar był zawsze otwarty i gotowy do użytku. Nie mogą być metalowe, nie powinno się ich wkładać zbyt głęboko. Kneble wypełniaczowe (czyli takie, które wypełniają jamę ustną) są bardziej ryzykowne w użyciu, a jeszcze bardziej, gdy całość okleimy taśmą. Im więcej elementów do usunięcia przy zdejmowaniu, tym knebel stwarza większe zagrożenie dla ćwiczących samotnie.

Osobnym problemem jest ślinotok wywoływany przez kneble. Jeśli knebel jest zrobiony z higroskopijnej tkaniny, będzie natychmiast wchłaniał ślinę i jama ustna będzie przesuszona. Knebel z tworzywa nie wchłaniającego śliny grozi, że utopimy się we własnej plwocinie, szczególnie jeśli unieruchomimy się na leżąco.

Od ponad dziesięciu lat dostarczamy Wam filmy i zabawki erotyczne, które zadowolą każdego.

Kontakt

  •  

    Adres: 60-857 Poznań
    Mylna 32/34A lok.2

  •  

    E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

  •  
    Tel.: +48-61-8427470
    Tel. kom.: +48-602-243891
Top
Ta strona używa plików Cookies. Proszę zapoznać się z celem ich używania i możliwościami zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Polityka prywatności. More details…