0
Łącznie : 0,00 zł
Twój koszyk jest pusty!
aktualizuj

Kiedy gej usłyszy od kogoś: „Pierdol SIĘ!”, ma ochotę sięgnąć po dildo lub... zrobić to, co mało który z nas potrafi. Niektórzy „sięgali sobie” we wczesnej młodości, ale z wiekiem, wzrostem i spadkiem elastyczności kręgosłupa zatracili tę cenną umiejętność – cenną, bo daje seksualną niezależność. Inni nigdy jej nie posiadali, oglądają „akrobatów” na pornolach i umierają z zazdrości. Czy samoobciągania można się (powtórnie) nauczyć?

Pragnienie obciągnięcia sobie własnego kutasa, spróbowania choć raz w życiu własnej spermy, cechuje wszystkich facetów bez względu na orientację i mogłoby być, podobnie jak zwykły onanizm, doskonałą płaszczyzną porozumienia i pokojowej współpracy obu orientacji, gdyby nie znane i do znudzenia wałkowane lęki heteryków, żeby się przypadkiem nie „spedalić”. Niektórzy twierdzą, że obciąganie zawsze jest czymś pedalskim, nawet gdy funduje się je samemu sobie. To oczywiste uprzedzenia osób tłumiących własne ciągoty homo. Jeśli wierzyć opisom, większość amatorskich klipów w necie zatytułowanych „Selfsuck” lub „Autofellatio” (samoobciągacz to inaczej autofellator lub autofellatoista; angielskie slangowe selfer < self sucker jest krótkie i nadaje się do czatowych nicków) została nakręcona przez heteryków! Nie znamy też heteryka, który by nie spojrzał z zaciekawieniem na kolesia dającego popis samoobciągu. Temat bywa poruszany nie tylko na „zboczonych” stronach internetowych i w prasie ściśle pornograficznej. Pojawia się na najbardziej znanych łamach, np. wielki artykuł o męskim samoobciągu ukazał się w „Hustlerze” w styczniu 2001.

Samoobciąg jest tak stary jak ludzkość. Archeolodzy odnaleźli malowidła naskalne oraz ideogramy egipskie obrazujące tę praktykę. Z mitologii egipskiej dowiadujemy się, że bóg Amon stworzył świat przez zjedzenie własnej spermy. Regularnie obciągał sobie chuja bóg Horus i dzięki tej czynności utrzymywał w równowadze kosmos. Bóg słońca Ra podobno spłodził boga Szu i boginię Tefnut wysysając własne nasienie i rozsiewając je po ziemi – pisze amerykański egiptolog David Lorton.

Pionierski Alfred Kinsey w swoim kwestionariuszu z 1948 roku uwzględnił też pytanie o samoobciąg. Uzasadniał to powszechnością takich praktyk wśród rezusów, szympansów i innych naczelnych. W raporcie Kinseya do incydentalnego samoobciągu zakończonego wytryskiem w usta przyznało się 2-3 mężczyzn na 1000 badanych. Następcy Kinseya oceniają liczbę zdeklarowanych samoobciągaczy na nie więcej niż 2% całej męskiej populacji. Gary Griffin, autor najważniejszego podręcznika tej sztuki, pt. „The Art of Auto-Fellatio”, uważa, że Kinsey świadomie zaniżył dane, by nie wywołać jeszcze większego szoku i nie narazić swoich badań na zarzut niewiarygodności.

Po lekturze książki Griffina zaczynamy rozumieć, co to znaczy mieć „sztywny kręgosłup moralny”. Autor uważa, że 30-50% mężczyzn mogłoby korzystać z luksusu samoobciągu, gdyby odpowiednio wcześnie zaczynali trenować, czyli gdyby starsi mężczyźni bez zbędnej sensacji, uprzedzeń i fałszywego wstydu potrafili zachęcić do tego chłopców ledwie zaczynających dojrzewać, gdy ich kościec nie jest jeszcze do końca zmineralizowany, czyli, mówiąc wprost, zwapniały. Ćwiczenia rozpoczęte w tym wieku gwarantują trwałą umiejętność. Nie zapominajmy, że najwięksi wirtuozi zaczynali grać na instrumencie jako kilkulatcy. Do ssania własnego siurasa już w dzieciństwie przyznaje się część forumowiczów lpsg.org – trybuny megapenisowców. Większość relacji internetowych zamieszczanych przez selferów z długim stażem jest zadziwiająco zbieżna: ten sport najczęściej zaczyna się uprawiać w wieku 12-13 lat.

Oprócz klasycznego już podręcznika Griffina adepci samoobciągu mają do dyspozycji mnóstwo filmów instruktażowych. Jedne z pierwszych („The Young Man From Nantucket”, „Because He Can”, „Blown Alone”, „Self-Sufficient”), ze sobą w roli głównej, nakręcił Al Eingang, który prowadzi też popularną stronę solosuck.com

Samoobciąg jest zaskakująco rzadko pokazywany w profesjonalnych pornolach. Pionierem, który długo nie miał konkurencji, był Ron Jeremy. Wynika to stąd, że rzadko który pornogwiazdor, nawet z tych superchujastych, ma opanowaną tę sztukę, co jest najlepszym dowodem, że nie długość chuja, ale giętkość grzbietu decyduje o sukcesie. Zawodowych jebaków zawstydzają więc pod tym względem selferzy-amatorzy, którzy wypłynęli na publiczne wody wraz z Internetem. Podają oni całkiem imponujące osiągi. Większość potrafi tylko polizać czubek żołędzia, ale w necie natkniemy się na mistrzów, którzy np. z 15-centymetrowego kutasa mogą połknąć 10 cm, nie będąc wybitnie giętkimi.

Długi chuj jest oczywistą zaletą i ułatwieniem, ale ostatecznie nie od tego zależy sukces. Metody wydłużania chuja są zawodne, ryzykowne, czasem szkodliwe, dlatego skoncentrujemy się na tym, co na pewno możemy poprawić lub wypracować: na elastyczności grzbietu.

Taki pies z łatwością wylizuje sobie jaja, byk – wielkiego stojącego kutasa, a człowiek, który spośród zwierząt ma ponoć największego chuja w stosunku do rozmiarów całego ciała, nie może go dosięgnąć ustami?! To cena, jaką nasz gatunek płaci za pionizację ciała. Jak mówią statystyki, tylko 1-2% współczesnych mężczyzn przyznaje się do regularnego samoobciągania i czyni to z łatwością, a cała reszta o tym marzy lub z mozołem próbuje odzyskać umiejętność utraconą przez ewolucyjnych przodków.

Giętkość kręgosłupa, czyli rozciągliwość wiązadeł międzykręgowych i całego aparatu mięśni przyczepionych do tego rusztowania, jest w dużym stopniu zdeterminowana genetycznie. Jedni mogą zrobić szpagat bez żadnego przygotowania, inni nie zrobią go nawet po latach treningu. Istnieje teoria, że wyjątkowa giętkość stawów (tzw. kontorcjonizm) cechuje osoby rodzące się z zespołem Marfana – chorobą genetyczną, która skutkuje dziurami w zastawce mitralnej. Z gejowskiego punktu widzenia schorzenie to się opłaca, bo kardiochirurgia świetnie sobie z nim radzi już w wieku niemowlęcym, a zdolności człowieka-gumy pozostają na całe życie!

Pomocna może okazać się joga, ale tylko wtedy, gdy zaczniemy ją stosować w młodym wieku. Do naszego celu najszybciej nas zbliżą ćwiczenia szkoły guru B. K. S. Iyengara (warszawska szkoła Jogi Iyengara: joga.net.pl), ale każdy inny styl też się sprawdzi. Nie oczekujmy szybkich cudów – joga to medytacja, a nie bar szybkiej obsługi ani kuracja wstrząsowa. Trwałe zmiany psychofizyczne przynosi średnio po dziesięciu latach codziennego uprawiania. Jednak zanim zwrócimy się ku egzotycznym akrobacjom, takim jak tantryczna pozycja z nogami splecionymi za głową (idealna do samoobciągu), warto poprawić kondycję na tradycyjnej siłowni i basenie, kładąc nacisk na wzmocnienie mięśni grzbietu. Samoobciąg to przecież „tylko” najwyższy stopień przewrotu w tył! W ćwiczeniach jogi ważna jest tzw. wizualizacja – uprzednie wyobrażenie sobie, że przeprowadzamy jakiś manewr z ciałem, pozwala łatwiej wykonać go w rzeczywistości. Doradzamy dosłowną wizualizację, czyli trenowanie przy dużym lustrze, w którym na bieżąco będziemy obserwować postępy i potęgować podniecenie seksualne, które będzie nas zagrzewało do dalszego wysiłku.

Przed samoobciągiem potrzebna jest rozgrzewka jak przed uprawianiem każdego sportu. Mięśnie należy rozgrzać i rozluźnić, zlikwidować przykurcze. Rozluźniająco działa gorąca kąpiel brana bezpośrednio przed sesją. Nie należy trenować zaraz po przebudzeniu, w łóżku, bo po śnie ciało jest jeszcze zbyt sztywne i ociężałe. Na około cztery godziny przed planowanym treningiem należy zacząć pić dużo płynów, aby tkanka mięśniowa była nawilżona. Na dwie godziny przed treningiem zaprzestajemy picia, aby nie mieć przepełnionego żołądka. Z tego samego powodu nie wolno trenować bezpośrednio po posiłku, żołądek musi być pusty lub prawie pusty, zaleca się wciąganie brzucha.

Podczas treningu należy zachować ostrożność. W razie najmniejszego bólu kręgosłupa natychmiast przerwać. Podniecenie zmniejsza wrażliwość na ból, a pragnienie pokonania ostatniego milimetra dzielącego czubek żołędzia od czubka języka może być tak silne, że zbagatelizujemy ostrzegawczy ból i coś nam łupnie w krzyżu. Gdy pojawi się ból, należy pozwolić mięśniom na regenerację. Podczas następnej sesji będziemy o kolejny milimetr dalej. Należy zmieniać pozycje, a rozginać się bardzo powoli.

Uwaga dla internautów: nic tak nie osłabia kręgosłupa jak wielogodzinne siedzenie przed komputerem! Przeciwwskazaniem do samoobciągania są wszelkie wady postawy i trwałe odkształcenia kręgosłupa (skolioza, lordoza, kifoza, dyskopatia). Nie jest to też zabawa dla brzuchaczy.

 

Zanim przypuścimy atak na własnego kutasa, warto wykonać przygotowawcze ćwiczenia rozciągające:

1. W siadzie prostym skłon z dotknięciem rękami palców stóp przy wyprostowanych nogach; wariant trudniejszy: dotknięcie czołem kolan (nogi wyprostowane).

2. Siad z jedną stopą przywiedzioną do krocza, druga noga wyprostowana – dotykamy palców stóp ręką i czołem kolana nogi wyprostowanej; zmiana nóg.

3. W siadzie prostym dotykamy na zmianę prawym łokciem lewego kolana, lewym łokciem prawego kolana, nogi wciąż wyprostowane.

4. Leżąc na brzuchu łapiemy dłońmi za kostki nóg i wyginamy się w kołyskę; wariant: dotykamy stopami bioder i łapiemy się za zgięte kolana.

Najwygodniejszą i najefektywniejszą (przynajmniej w początkowej fazie ćwiczeń) pozycją jest leżenie na plecach i zarzucenie nóg za głowę, tak aby dotknąć stopami podłoża (pozycja „C”, bo kształt tej litery przyjmuje ciało, lub „The Plow”/„The Plough” – „Pług”). Można zgiąć nogi w kolanach i przyciągać splecionymi rękami. Można też oprzeć je o ścianę za sobą, „krocząc” po niej stopami w dół, i unosić głowę coraz bardziej ku kutasowi. W tej pozycji pomaga sama grawitacja. Podbródek przyciskamy do klatki piersiowej. Pod górną część pleców można podłożyć 2-3 twarde jaśki.

Wariantem tej pozycji jest pozycja „X”, wywodząca się z jogi – samoobciąg z nogami skrzyżowanymi za szyją. Nie należy od niej zaczynać, można ją wprowadzać na dalszych etapach treningu.

Za najlepszą dla początkujących uważa się pozycję siedzącą (Over Easy” – „Łatwa”), najlepiej na brzegu krzesła lub stołu i z szeroko rozłożonymi nogami.

Najtrudniejsza jest pozycja stojąca (The Stork” – „Bocian”). Podczas treningu w każdej pozycji należy z początku wytrzymywać do 20 sekund i stopniowo ten czas wydłużać.

Jeśli mamy problem z utrzymaniem wzwodu podczas ćwiczeń, można sobie pomóc ringiem. Na początkowym etapie, by poczuć namiastkę sukcesu, możemy ćwiczyć z przedłużką kutasa i ssać ją. Zgięcie ciała można utrwalić elastycznym, ale nie nadmiernie rozciągliwym pasem z mocną klamrą, którym spinamy się za szyją i za pośladkami.

Autofellatio nie musi być aktem narcystycznym. Można to robić przy partnerze, który w tym czasie liże lub w inny sposób zajmuje się naszymi idealnie wtedy dostępnymi jajami i rowem.

Jakkolwiek zaskakująco to zabrzmi, autofellatio nie jest techniką stuprocentowo bezpieczną i nieraz też wymaga kondona. Dotyczy to zwłaszcza nosicieli wirusa opryszczki. Sama opryszczka może się pojawiać na lub w okolicach warg tylko okresami, ale wirus jest w organizmie stale obecny i może zostać przeniesiony na chuja, czyli w miejsce dla siebie nieswoiste, a wtedy może wywołać dużo poważniejsze objawy niż tam, gdzie wywołuje je zazwyczaj.

Od ponad dziesięciu lat dostarczamy Wam filmy i zabawki erotyczne, które zadowolą każdego.

Kontakt

  •  

    Adres: 60-857 Poznań
    Mylna 32/34A lok.2

  •  

    E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

  •  
    Tel.: +48-61-8427470
    Tel. kom.: +48-602-243891
Top
Ta strona używa plików Cookies. Proszę zapoznać się z celem ich używania i możliwościami zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Polityka prywatności. More details…