0
Łącznie : 0,00 zł
Twój koszyk jest pusty!
aktualizuj

Edging (od edge – krawędź) to długotrwała, nawet kilkunastogodzinna masturbacja z powstrzymywaniem się od wytrysku. W bogatej anglojęzycznej literaturze przedmiotu można spotkać także inne określenia: teetering (balansowanie na krawędzi orgazmu), brinking i verging (synonimy „krawędzi”), ballooning (od osiąganej nadzwyczajnej objętości chuja i wora w efekcie długotrwałego pobudzania), peaking (pozostawanie na szczycie – peak – pobudzenia), plateauing (przedłużanie najprzyjemniejszej, przedwytryskowej tzw. fazy plateau), endorphing (w fazie tej ma miejsce stały dopływ endorfin do mózgu). Osiągana tą droga rozkosz przewyższa zwykły orgazm następujący po kilku-kilkunastominutowej masturbacji lub penetracji. Jest to jednak rozrywka dla koneserów, wymaga dużego wkładu energii, rezerw czasowych, a przede wszystkim praktyki.

Edging jest umiejętnością nabytą. Nie należy jej mylić z samoistną niemożnością osiągnięcia wytrysku, która ma podłoże biologiczne. Uprawiający tę formę samozaspokojenia to najczęściej chroniczni masturbanci i trudno powiedzieć, czy będąc już nałogowymi onanistami zasmakowali w edgingu jako technice dla nich naturalnej, czy to raczej edging wpędził ich w nałóg chronicznej masturbacji. Do edgingu mają także skłonność posiadacze dużych kutasów, czyli ci, którzy mają się czym bawić, a więc to lubią. Wszyscy oni zgodnie wynoszą pod niebiosa zalety edgingu, takie jak: zwiększona objętość ejakulatu, wzrost siły i zasięgu wytrysku oraz intensywności orgazmu, ustąpienie problemów z potencją.

W edgingu wyróżniamy trzy fazy: podniecenia (nie różni się niczym od stanu, w jakim przystępujemy do normalnej zwałki lub ruchania), satysfakcji (trwa najdłużej i to ona stanowi o czasie i jakości edgingu) oraz transu – to „suchy orgazm” lub, przeciwnie, gigantyczny wytrysk.

Jeśli potrafisz powstrzymać gazy (popularnego „bąka”), zostaną one na jakiś czas zaabsorbowane z powrotem do jelita. Podobnie jest ze spermą przy edgingu. Jednocześnie jednak można wypracować odczuwanie orgazmu, mimo że wytrysk nie nastąpił. Potocznie nazywa się to „wytryskiem do wewnątrz”, a naukowo: przedłużonym suchym orgazmem (sustained dry orgasm, SDO) lub inorgazmią.

Natomiast wieńczący edging długi orgazm z fontanną spermy też ma swoją nazwę: Big Draw, nawiązującą do Big Bangu – Wielkiego Wybuchu, od którego ponoć zaczęła się ekspansja Wszechświata. Forumowicz lpsg.org donosi, że po edgingu trwającym 18 godzin miał orgazm/wytrysk trwający 2 minuty. Inny członek tego forum dokonał bardzo precyzyjnych pomiarów: jego Big Draw po trzydniowej abstynencji seksualnej i całodniowym edgingu wyniósł: 6 salw spermy w interwałach co 0,8 sekundy oraz ejakulat w ilości 3,4 ml.

Spermy, a w zasadzie wydzieliny prostaty, pod wpływem nieustannego stymulowania przybywa, ale tylko do pewnej fizjologicznej granicy, potem organizm zaczyna resorbować płyn. Nie ma mowy, jak sądzą laicy, o gromadzeniu się go w jajach. Jeśli jądra nieco spuchną i staną się bolesne, będzie to efektem ich przekrwienia (tzw. blue balls), a jedynym na to lekiem jest przerwanie edgingu na pewien czas. Każdy musi w toku praktyki zorientować się, po jakim czasie jego wytrysk jest najobfitszy. Optymalny wytrysk można mieć po kilku godzinach edgingu, a po kilkunastu – wbrew pozorom zupełnie przeciętny. Aby nie zresorbować za szybko wszystkiego, co udało się wytworzyć w prostacie w ciągu kilku godzin, zaleca się przerywanie masturbacji co ok. dwie godziny na ok. pół godziny. Z takimi interwałami edging całodzienny, a nawet całodobowy jest nie tylko możliwy, ale i przynosi obfity rezultat. Powstrzymywanie się od wytrysku przez kilka dni przy jednoczesnym spędzaniu ich na edgingu to wyzwanie dla najbardziej wytrwałych, doświadczonych i znających kaprysy swojego organizmu.

Jedno nie ulega wątpliwości: sperma, choć jest jej więcej, jest zawsze rozwodniona, dlatego nie zadowoli amatorów tej gęstej, białej, treściwej. Nadto, przy długotrwałym edgingu zanika twardość wzwodu i słabnie działanie wypychającego spermę mięśnia Kegla (tego samego, przy którego pomocy zaciskamy zwieracze odbytu i przerywamy strumień moczu), dlatego wytrysk często bywa pozbawiony siły wystrzału i może następować z nie całkiem sztywnego kutasa. Wygląda to na pewno mniej efektownie w oczach ewentualnego partnera i może głównie dlatego edging to raczej rozrywka indywidualna.

By wytrysk był spektakularny i przyniósł jak najlepsze rozładowanie, radzimy decydować się na spust w momencie, gdy chuj akurat odzyskał pełną twardość. Kiedy wytrysk jest już nieuchronny, wtedy zamiast współpracować mięśniem Kegla – rozluźniamy go, czyli zabieramy się za tryskanie nie tak jak byśmy chcieli się spuścić, ale tak jak byśmy chcieli się odsiurać (bywa to porównywane do jednoczesnego naciskania gazu i hamulca) – wtedy możemy się spodziewać kilku olśniewających strumieni spermy (oczywiście po przynajmniej kilku godzinach edgingu).

Edging jest odwrotnością bicia rekordów w ilości wytrysków. Każdy, kto sprawdzał siebie pod tym względem, wie, że, paradoksalnie, im więcej wytrysków, tym więcej spermy, dopiero po którymś kolejnym zaczyna jej ubywać. Uczestnicy nieocenionego forum lpsg.org mogą się pochwalić niezłymi możliwościami. Oto wyniki sondażu, w którym zapytano, ile mogą mieć orgazmów dziennie:

 

1 – 1,68%

2-3 – 20,13%

3-5 – 33,9%

6-8 – 28,4%

9-10 – 4,66%

ponad 10 – 11,23%

Ludzi mogących spuścić się 8 razy dziennie raczej ciężko byłoby namówić do zabawy w edging. To najczęściej domena facetów w średnim i starszym wieku, którzy, po pierwsze, nie mogą się spuszczać tak często i tak szybko jak za młodu, a po drugie, cenią już bardziej jakość niż ilość. Taka zmiana podejścia do masturbacji przychodzi z wiekiem i należy się temu poddać. 50-60-latkowie, którzy wymuszają na swoich organizmach osiągi z czasów gdy mieli 20-30 lat, czyli spuszczają się przynajmniej raz dziennie, i to w krótkim czasie, zaczynają mieć coraz większe problemy z osiągnięciem/utrzymaniem wzwodu i co za tym idzie z wytryskiem. By poprawić ukrwienie kutasa, uciekają się do ringów, które zobaczymy prawie u wszystkich starzejących się, wyeksploatowanych pornogwiazdorów. Edging daje „komfort bezwzwodzia”, a przekorna psychika wtedy właśnie obdarzy nas stalową erekcją. Edging obrasta dzięki temu przyjemnymi skojarzeniami, zaczynamy go cenić za to, że „przywrócił nam młodość”, a stąd już niedaleko do przedłożenia rozkoszy walenia nad rozkosz wytrysku. I tylko takie dojrzałe spojrzenie na edging ma sens i gwarantuje przyjemność. Na edgingu na pewno zawiedzie się każdy, kto spróbuje tej techniki tylko po to, by się przekonać, jak wielki będzie miał potem wytrysk.

Po intensywnym acz wyczerpującym orgazmie wieńczącym wielogodzinny edging mężczyzna wchodzi w fazę PERT (post-ejaculatory refractory time), kiedy to nie jest zdolny do ponownego wzwodu, a organizm regeneruje się. W tej fazie możemy odczuwać bóle jąder i zmęczonej długotrwałą pracą prostaty. Niektórzy obserwują utrzymujące się przez dłuższy czas po długim edgingu skurczenie chuja, tzn. w stanie spoczynku staje się on mniejszy niż zazwyczaj. Czas trwania tej fazy jest uwarunkowany osobniczo i wynosi od kilku minut do kilku godzin, a nieraz zainteresowanie seksem może zaniknąć na cały dzień lub dłużej.

Niektórzy potrafią oszukać fazę PERT i mieć w krótkim czasie powtórny wytrysk, czyli tzw. orgazm wielokrotny. Aby to osiągnąć, podczas pierwszego wytrysku świadomie rozluźniamy mięsień Kegla, który wtedy właśnie powinien się kurczyć, i po krótkiej przerwie wchodzimy w kontynuację tego samego wytrysku, ale odczucie orgazmu przeżywamy po raz drugi od nowa.

Odmianą edgingu jest jelqing. Jest to bardziej forsowna forma masturbacji, nazywana też pompowaniem bez pompki. O ile podczas wielogodzinnego edgingu wzwód nie musi utrzymywać się przez cały czas, jelqing wykonujemy tylko na pełnym, twardym wzwodzie. Kutasa ściskamy u nasady i maksymalnie odciągamy napletek, tak aby cała krew została przepchnięta i uwięziona w trzonie, a przede wszystkim w żołędziu, którego skóra musi być napięta, błyszcząca i przekrwiona. Tak trzymamy przez kilka minut, jedynie jeżdżąc zwilżonym palcem po maksymalnie nabrzmiałym i uwrażliwionym żołędziu. Po chwili odpoczynku powtarzamy kilkuminutowy zacisk. Znane są doniesienia, że ta technika, stosowana regularnie, przyczynia się do niewielkiego, ale trwałego powiększenia rozmiarów żołędzia i trzona, choć efekt ten nie przewyższa efektu osiąganego za pomocą pompki próżniowej. Liczy się jednak również siła i jakość orgazmu osiąganego poprzez jelqing.

Edging to długotrwała masturbacja na wzwodzie lub bez, oddalanie się lub zbliżanie do wytrysku. Jelqing to pozostawanie bez przerwy na samej krawędzi orgazmu, stąd ta „krawędziowość” jest tu nawet bardziej dosłowna. Pompka natomiast jest znakomitym przyrządem do edgingu; nie byłoby tylu amatorów codziennego wielogodzinnego pompowania, gdyby nie wiązała się z tym typowo „krawędziowa” przyjemność. Wytrysk udaremniamy zwalniając we właściwym momencie zawór i wpuszczając do cylindra powietrze.

W edgingu dokonujemy rozgraniczenia między emisją spermy do nasady cewki a samą ejakulacją. Zatrzymujemy się pomiędzy tymi dwoma procesami i trwamy tak przez bardzo długi, teoretycznie dowolny czas. Nawet jeśli oprócz śluzu wypłynie z cewki trochę spermy, zgromadzonej już wszak w wielkiej ilości, nie musi to oznaczać końca edgingu dopóki nie doszło do wypchnięcia jej przez mięsień Kegla i zaangażowania całego aparatu receptorów odpowiedzialnych za odczucie orgazmu.

Jeśli edging pozwala zachować twardość wzwodu, finał można sobie uatrakcyjnić tryskając bezdotykowo (hands free orgasm), co jednak nie każdemu się udaje. Warunkiem jest maksymalne pobudzenie i duża ilość ejakulatu oczekującego u nasady cewki.

Dla tzw. minutowców (minute men), czyli szybkostrzelnych, a chcących spróbować edgingu mamy kilka rad, jak nie spuścić się za szybko:

1. Nie przystępuj do edgingu „z pełnymi jajami”, możesz nawet być krótko po wytrysku.

2. Stosuj lubrykant. W późniejszej fazie jego funkcję może pełnić własny precum, zwłaszcza u tych, którzy mają osobniczą skłonność do jego obfitej produkcji.

3. Siłę bodźców obniża kondon, u niektórych nawet znacznie.

4. Po każdej przerwie zmieniaj pozycję i sposób masturbacji. Po intensywnym waleniu powinna następować łagodna pieszczota i tak na przemian.

5. Nie należy koncentrować się na chuju, ale na całym ciele, na każdym jego zakamarku, np. bardzo pomaga koncentracja na stopach, najbardziej oddalonych od krocza.

6. W niebezpiecznych momentach odwracaj uwagę od podniet seksualnych. Odwróceniu uwagi sprzyja cicho włączona muzyka. Sami także możemy wytwarzać dźwięki. Głośne przeżywanie przyjemności: jęczenie, stękanie, sapanie, nawet przejaskrawione, teatralne, zdecydowanie oddali moment wytrysku. Zauważcie, że seks robiony po cichu kończy się szybko, natomiast rozstękane i rozjęczane jebanie potrafi trwać bardzo długo, nie tylko na pornolach.

 

TANTRA

 

Współczesny europejski edging nie ma zbyt wiele wspólnego z wywodzącym się z Azji seksem tantrycznym, polegającym na szczytowaniu bez wytrysku, a więc bez utraty życiowej energii, jednak jest z nim często łączony. Istnieje na ten temat bardzo bogata literatura, w tym książki napisane specjalnie dla gejów (pod tekstem podajemy wybrane pozycje), oraz wiele ogólnych i gejowskich stron internetowych poświęconych tantrycznej masturbacji. Po odsączeniu ze spekulacji rodem z filozofii Wschodu (typu: przepływ energii czi przez czakry itd.) znajdujemy tam całkiem sensowny poradnik edgingu.

Dla przykładu jedna z ezoterycznych ciekawostek. Joseph Kramer, badacz seksu tantrycznego i taoistycznego, stwierdził, że podczas gdy u heteroseksualistów energia czi płynie od receptorów zewnętrznych, umiejscowionych w skórze, do wewnątrz ciała i w konsekwencji do odpowiednich ośrodków w mózgu, u gejów kierunek jest odwrotny: czi wytwarza się w „piecu ciała” i promieniuje na zewnątrz, przepływa zawsze od perineum (punktu między jądrami a odbytem) do żołędzia, nigdy odwrotnie, natomiast u heteryka od żołędzia do perineum. Perineum jest zasadą żeńską, u gejów pierwotną, a żołądź zasadą męską, pierwotną u heteryków.

W edgingu (i seksie) tantrycznym ważną rolę pełni panowanie nad oddechem. Odpowiednio nim sterując można skutecznie oddalać moment nieuchronności wytrysku (pre-ejaculatory immediacy; ejaculatory inevitability). Generalnie zaleca się oddychanie w momentach krytycznych przez otwarte usta. Ma to, na podobieństwo ziania u psa, schładzać organizm. Gdy odczuwamy mniej więcej 75-procentową gotowość do wytrysku, bierzemy głęboki wdech i zatrzymujemy powietrze w płucach, zwalniając lub przerywając stymulację kutasa. Po minięciu zagrożenia wznawiamy stymulację. Nazywa się to także metodą „stop and go”.

Organizowane w niektórych klubach gejowskich m.in. w San Francisco sesje zbiorowej masturbacji tantrycznej różnią się od popularnych jack-off parties tym, że od zebranych nie oczekuje się superurody i nieustępującego stalowego wzwodu, a przede wszystkim na takie sesje nie przychodzi się z nastawieniem na wyrwanie partnera do seksu. Przeciwnie, wszyscy na równi, bez względu na wygląd, wiek i stan kutasa, oddają się komfortowi wspólnego przedłużania przyjemności. Nie ma presji towarzyszącej szukaniu „właściwego” partnera, bo partnerami stają się wszyscy obecni, bez względu na to, czy ich dotykamy, czy nie. Ten spokój sprzyja rozluźnieniu i umożliwia długotrwałe sycenie się samą masturbacją na krawędzi.

Dojrzały, świadomy tantryczny edging generuje masę energii, którą można potem skanalizować w pracy zawodowej, aktywności fizycznej, intelektualnej itd.

Są także internetowe strony „świeckie”, gdzie stwierdza się jasno, że edging nie ma nic wspólnego z tantrą ani jakąkolwiek inną religią, filozofią, ideologią, sztuką medytacji, koncentracji itp. Jest to po prostu sposób przedłużenia przyjemności, na który każdy mógłby wpaść (i często wpada) zupełnie samodzielnie.

 

Istnieje utworzona w 2008 i licząca obecnie 1629 członków grupa wsparcia dla osób uzależnionych od masturbacji – chronicznych onanistów (Support for People Living with Chronic Masturbation Addiction: http://groups.yahoo.com/group/OnaniaSupport), większość jej członków stanowią oczywiście mężczyźni i są to przeważnie geje. W odróżnieniu od mnóstwa stron poświęconych „problemowi” masturbacji, ta grupa jest neutralna światopoglądowo, ani nie potępia, ani nie gloryfikuje masturbacji, uznaje jej istnienie za fakt obiektywny, nie próbuje onanistów „wyrywać ze szponów nałogu”, ale stara się ich ze sobą kontaktować, by poprzez wymianę doświadczeń mogli lepiej wkomponować zajmujący im mnóstwo czasu onanizm w swoje codzienne życie. Członkowie grupy okazujący brak szacunku dla pozostałych są z niej usuwani przez moderatora. Z grupą współpracują seksuolodzy i psycholodzy, którzy pomagają uporać się z poczuciem winy i niską samooceną, jakie często trapią chronicznych onanistów. Do udziału zaprasza się także partnerów, krewnych i współmieszkańców osób walących nałogowo.

 

Tom Laqueur, Solitary Sex – A Cultural History of Masturbation, Zone Books, Nowy Jork 2003

Mantak Chia, Douglas Abrams, The Multi-Orgasmic Man: Sexual Secrets Every Man Should Know, Arava, San Francisco 1996

William Schindler, Gay Tantra, 2000

Bruce Anderson, Tantra for Gay Men, Alyson Books, Nowy Jork 2002

Od ponad dziesięciu lat dostarczamy Wam filmy i zabawki erotyczne, które zadowolą każdego.

Kontakt

  •  

    Adres: 60-857 Poznań
    Mylna 32/34A lok.2

  •  

    E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

  •  
    Tel.: +48-61-8427470
    Tel. kom.: +48-602-243891
Top
Ta strona używa plików Cookies. Proszę zapoznać się z celem ich używania i możliwościami zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Polityka prywatności. More details…