0
Łącznie : 0,00 zł
Twój koszyk jest pusty!
aktualizuj

Centralne położenie Walentynek – dokładnie w samym środku lutego – powoduje równomierne promieniowanie tego święta zarówno ku początkowi, jak i końcowi miesiąca, czyniąc cały luty Miesiącem Zakochanych, a temat miłości dominującym w lutowych mediach. Dla nikogo nie ulega wątpliwości, że miłość, oprócz emocjonalnego, ma również wymiar fizykalny, fizjologiczny. Kto kochał i pożądał naprawdę, ten pamięta przyspieszone tętno, suchość w ustach, poty emocji, bezsenność, utratę apetytu... Jak i dlaczego to się dzieje, gdy kochamy?

Na fizjologię miłości składają się:

1. Pięć zmysłów, dzięki którym możliwy jest przepływ informacji emocjonalno-seksualnej między partnerami.

2. Testosteron, który decyduje o przynależności do określonej płci i determinuje kierunek seksualnych poszukiwań oraz w ogóle czyni zdolnym do przeżywania tak fizycznej, jak emocjonalnej strony miłości.

3. Feromony – substancje działające na poziomie podprogowym, umożliwiające pierwsze odczucie atrakcyjności tego a nie innego partnera, a więc warunkujące cały dalszy proces.

4. Hormony funkcyjne (neuroprzekaźniki), których wydzielanie na kolejnych etapach miłosnej bliskości warunkuje zarówno jednorazowy akt seksualny, jak i wieloletnią więź psychofizyczną z tym samym partnerem, a także leży u podłoża organizacji życia społecznego na całej planecie. Im właśnie poświęcamy ten artykuł.

Theresa Crenshaw, uczennica znanego duetu Masters&Johnson, autorka „Alchemii miłości i żądzy” (The Alchemy of Love and Lust), stwierdza jasno: Zakochanie się nie jest do końca aktem naszej wolnej woli, suwerenną decyzją naszego ja, mało, to nie jest zjawisko czysto emocjonalne, duchowe, niematerialne. To raczej w pierwszym rzędzie zjawisko biochemiczne, hormonalne, a w związku z tym zachodzące na poziomie podświadomości i odruchów.

Helen Fisher, antropolożka z Rutgers University, próbuje za pomocą rezonansu magnetycznego ustalić, które rejony mózgu zmieniają swoją aktywność u osób świeżo zakochanych lub głęboko kochających.

* * *

Gdy w gejowskim klubie Janek nawiązuje wzrokowy kontakt z podobającym mu się Tomkiem, a Tomek w odpowiedzi życzliwie się do niego uśmiecha, śródmózgowie Janka – część mózgu przetwarzająca bodźce wzrokowe i słuchowe – uwalnia tzw. neuroprzekaźnik (neurotransmiter) – dopaminę. Tym samym uruchamia się chemiczna strona pożądania, namiętności prowadzącej do zakochania i miłości. Dopamina skłania Janka do zainicjowania rozmowy z Tomkiem. Gdy zbliży się do niego, feromony wydzielane przez Janka zaatakują hipotalamus Tomka, starą ewolucyjnie część mózgu reagującą na bodźce pierwotne, w ten sam sposób jak u innych gatunków zwierząt. Hipotalamus wysyła sygnały do ciała, które zaczyna zdradzać objawy pobudzenia: Tomkowi rozszerzają się źrenice, serce zaczyna bić szybciej i mocniej, Tomek zaczyna się lekko pocić, dzięki czemu jego skóra nabiera powabnego blasku, a gruczoły łojowe w skórze czaszki uwalniają niewielkie ilości łoju – naturalnego żelu, który doda blasku jego włosom. Nawet jeśli kolesie nie pójdą od razu do darkroomu, to na pewno wymienią się numerami telefonów.

Następnego dnia Tomek wspomina tamten wieczór, a jego mózg wydziela większe ilości dopaminy, która nakazuje mu wykręcić numer Janka. Głos Janka w słuchawce dźwięczy podnieceniem. Dopamina uwolniona w tym momencie przez czołowy płat jego mózgu umożliwia skojarzenie uczucia przyjemności z osobą Tomka. Kiedy wieczorem spotykają się na kolacji w knajpie, mózg Janka jest wprost zalewany coraz wyższymi falami dopaminy, norepinefryny (innego neuroprzekaźnika), a szczególnie fenyloetyloaminy (PEA). Ten koktajl naturalnych dopalaczy daje Jankowi lekkiego kopa – chłopak czuje się jak po bardzo małej dawce amfetaminy lub po bardzo dużej dawce czekolady (która, co warto wiedzieć, też jest źródłem fenyloetyloaminy). Przyjemność doznawana w obecności Tomka każe mu myśleć o nim obsesyjnie przez cały następny dzień. To naturalny, „ekologiczny” haj – wyjaśnia Anthony Walsh, profesor kryminologii na Boise State University, autor książki „Miłość i jej skutki psychosomatyczne” (The Science of Love: Understanding Love and Its Effects on Mind and Body).

W następnych tygodniach relacja Janka i Tomka pogłębia się. Kiedy w końcu romantyczny Janek zaprasza Tomka do domu na pierwszą wspólną noc, przytłumia światło i włącza lekką, cichą muzykę. Do jego krwiobiegu uwalniane są ogromne ilości oksytocyny, która dociera do najdalszych zakamarków ciała. Hormon ten jest znany ludzkości od 1906 roku, ale jeszcze ćwierć wieku temu, a dokładnie do 1979 roku i eksperymentu ze sztucznym wywołaniem odruchów macierzyńskich u szczurzych samców, oksytocyna była uważana za hormon typowo żeński, ułatwiający poród i inicjujący laktację. Dopiero w latach 80. ustalono, że oksytocynę produkuje hipotalamus u obu płci. Oksytocyna skłania do zachowań pełnych ciepła i opiekuńczości, czyli wytwarza między ludźmi relację, jaka łączy matkę z noworodkiem. Ten sam hormon nasyca również ciało Tomka i partnerzy zaczynają się pieścić. Oksytocyna wprost zmusza ich do dotykania się nawzajem, całowania i wchodzenia na kolejne szczeble intymności. Ona też będzie pomagała przywoływać miłe wspomnienia podczas rozłąki.

Na szczęście naszym kolegom rozłąka, przynajmniej tak zaraz, nie grozi, bo zdecydowali się na związek i zamieszkanie pod jednym dachem. To jednak grozi czymś innym. Naukowcy zbadali, że rutyna i znudzenie wkrada się do związku po minimum półtora roku, a maksimum trzech latach trwania. Czy to zjawisko również ma swoje chemiczne podłoże? Jak najbardziej. Koktajl dopaminy, norepinefryny i fenyloetyloaminy, podlany obficie oksytocynowym sosem, to naturalny narkotyk, na którego działanie partnerzy byli nieustannie wystawieni przez wiele miesięcy przebywania razem. Ich organizmy wytworzyły tolerancję na te substancje i trzeba by ciągle większych dawek dla uzyskania takiego samego kopa, jak w okresie pierwszej fascynacji – a z tym samym partnerem nie jest to już możliwe. Również mózg odmawia ciągłego pozostawania w stanie pobudzenia i zwyczajnie przestaje reagować. Następuje uodpornienie, takie samo jak na każdy narkotyk podawany z zewnątrz. Coraz częściej się kłócą, a także wcześniej rozstają się te pary, u których szybciej wzrasta tolerancja na fenyloetyloaminę. Jakie to proste.

Jednak pary, które w imię wyższej wartości, jaką jest wierność i lojalność wobec ukochanej osoby, zdecydują się przetrwać kryzys – to swoiste narkotykowe załamanie – zostaną nagrodzone wykształceniem się nowej reakcji biochemicznej na „starego” partnera, która będzie zachodzić już zawsze, a organizm nigdy nie wykaże na nią tolerancji. Mózgi Janka i Tomka nauczą się w reakcji na bliskość partnera produkować duże ilości wspomnianej oksytocyny – hormonu macierzyńskiej czułości, oraz kojących endorfin (szczególnie serotoniny) – związków wprowadzających w błogostan, a w większej ilości ułatwiających zasypianie, naturalnych opiatów – leków uspokajających, stosowanych także przy leczeniu depresji. Przy stałym partnerze będziemy odzyskiwać spokój, równowagę psychiczną i poczucie harmonii. Położnik Michel Odent z londyńskiego Centrum Medycyny Podstawowej (Primal Health Research Center), autor książki „Unaukowienie miłości” (The Scientification of Love, 1999), określa ten stan wprost jako „miłosną lekozależność”.

* * *

Do tej ostatecznej, najwyższej fazy wzajemnej bliskości dochodzą też niektóre zwierzęta innych gatunków. Przykładem wiernych sobie przez całe życie monogamistów są prymitywne, zdawałoby się, gryzonie – nornice preriowe. Ich związki miłosne budzą tym większe zdumienie zoologów, że bliskie ich kuzynki, nornice górskie, to znane promiskuitki. Jak wykazały badania, mózgi nornic preriowych udzielają gwałtownej, wyrazistej odpowiedzi na oksytocynę, hormon opiekuńczości, produkując wazopresynę – hormon pamięci, pozwalający zapamiętać i odróżnić wybranego partnera spośród tysięcy innych przedstawicieli własnego gatunku. Każda nornica preriowa ma przez całe życie tylko jednego partnera, po którego śmierci aż 80 procent osobników żyje już do końca we wdowieństwie. Nie trzeba dodawać, że para nornic razem wychowuje dzieci, dzieląc się sprawiedliwie obowiązkami, dlatego można u nich mówić o zakładaniu rodziny. Nornicę preriową ochrzczono nawet mianem monogamyszy (w angielskim gra słów: monoga-mous – monogamiczny, mouse – mysz).

Obserwacja nornic preriowych przynosi wciąż nowe, zaskakujące odkrycia. Neurofizjologia to jedna z najdynamiczniej rozwijających się dziedzin biologii. Jak twierdzi Robert Friar, profesor fizjologii i seksuologii na uniwersytecie stanowym Michigan, nasza wiedza w tej dziedzinie podwaja się co dwa i pół roku, co oznacza, że w takim właśnie czasie dowiadujemy się o działaniu mózgu więcej niż wynosiła cała dotychczasowa ludzka wiedza o tym narządzie.

Sztucznie podnosząc poziom oksytocyny i wazopresyny u nornicy preriowej w obecności konkretnego osobnika dr Thomas Insel z amerykańskiego Emory University doprowadzał do natychmiastowego i dozgonnego zakochania się w sobie obu nornic bez uprzedniej fazy poznawania się i zalotów. Czyżbyśmy wreszcie odkryli prawdziwy, naukowo gwarantowany napój miłosny, eliksir namiętności, mityczny pas Afrodyty? Kiedy eksperymenty na ludziach? Już widzimy te tłumy ochotników poddające się iniekcjom oksytocyny i wazopresyny przed kamerami, w Dniu Zakochanych, na oczach całego kibicującego świata.

Szybko okazało się, że niezwykła cecha nornic preriowych jest zdeterminowana genetycznie. Wszczepienie określonego odcinka DNA preriówki innym, poligamicznym gatunkom myszy sprawiało, że myszy te zaczynały dobierać się w wierne sobie pary. Analogiczny „gen wierności” znaleziono potem w genomie jednego gatunku małp oraz oczywiście u człowieka. Pewna postać tej grupy genów ludzkich jest nawet odpowiedzialna za hiperwierność, „głupią wierność” – cechę, która każe człowiekowi trzymać się partnera nawet wtedy, gdy doznaje od niego krzywdy. Czy nie posiadaniem tego właśnie genu należy tłumaczyć irracjonalną, wieloletnią wierność niektórych bitych i poniewieranych żon?

Dr Insel stwierdza nielitościwie, że w świetle tych odkryć miłość nie jest niczym duchowym ani nadprzyrodzonym, ale wyłącznie zdeterminowaną genetycznie fizjologiczną funkcją ludzkiego mózgu. Jednak to chyba nie wyczerpuje problemu, bo wierną, monogamiczną miłość na całe życie wykryto jak dotąd tylko u 3 procent ssaków, z człowiekiem włącznie. 97 procent naszych ssaczych pobratymców chyba nie zna miłości, tej, która popycha do związania się z jednym partnerem, bo ruchają się z kim popadnie.

Wśród ludzi też występują i monogamiści (częściej kobiety), i promiskuici (głównie samce). Badania nad neurofizjologią miłości i wierności podważają dotychczas obowiązującą tradycyjną teorię antropologiczną, uznającą, że u gatunku ludzkiego monogamia wyewoluowała jako mechanizm przystosowawczy, ułatwiający przetrwanie, bo umożliwiała stworzenie bezpiecznego, stabilnego domostwa, w którym członkowie rodziny mogli liczyć na wzajemną pomoc i opiekę. Jednak przy takim założeniu promiskuityzm musiałby zostać uznany za atawizm – tymczasem występuje on u w pełni ucywilizowanych ludzi, którzy równolegle prowadzą życie rodzinne. Bezpieczniej jest więc przyjąć, że poligamiczni panowie mają po prostu inną wrażliwość na koktajle hormonalne, inne ich stężenie i skład, niż ich monogamiczni koledzy.

* * *

Z chwilą wykrycia jej u mężczyzn, oksytocynę zaczęto nawet nazywać „mentalną Viagrą”, zdolną za darmo, siłami natury likwidować impotencję o podłożu niestrukturalnym. Zaczęto pracować nad preparatami, które pobudzałyby organizm do zwiększonego wydzielania oksytocyny. Byłyby one lepszymi i bezpieczniejszymi środkami na impotencję, bo niejako omijałyby układ krążenia, zapewniałyby wzwód bez uprzedniego podniesienia ciśnienia i tętna, co bardzo ważne dla zawałowców, nadciśnieniowców i w ogóle ludzi starszych, a to przecież oni stanowią trzon konsumentów Viagry i jej pochodnych. Niestety syntetycznej oksytocyny nie da się wyprodukować w postaci trwałych tabletek, a podawana dożylnie kobietom rodzącym w celu ułatwienia porodu nie miała żadnego wpływu na emocje i inne funkcje pozaporodowe. Można więc tylko pobudzać jej naturalne wydzielanie, i to się już udaje przez psychoterapię prowadzącą do zmiany hierarchii wartości i stylu życia. Wzrost produkcji oksytocyny uzyskuje się wtedy niejako przy okazji uświadomienia pacjentom – trybikom w machinie sukcesu i konsumpcji – że istnieją też inne, zaniedbane, zapomniane wartości uczuciowe i rodzinne.

Produkcję oksytocyny hamuje stres, atmosfera ostrej rywalizacji, wyścigu szczurów. We krwi dominuje wtedy adrenalina, która jest głównym wrogiem oksytocyny, a przez to potencji i miłości. Mężczyźni zestresowani, agresywni, na ciągłym adrenalinowym haju są marnymi kochankami, zawodzą technicznie, z kolei zestresowane, znerwicowane kobiety mają trudności z naturalnym porodem i nie mają pokarmu lub go tracą. Adrenalina i oksytocyna nie mogą występować we krwi jednocześnie – jeśli „rozpycha się” tam adrenalina, nie ma mowy, by wcisnęła się, by w ogóle została wyprodukowana oksytocyna. Stąd stare mądre powiedzenie, że albo ma się szczęście w miłości (to o „oksytocynowcach”), albo w interesach (to o „adrenalinowcach” – ludziach materialnego sukcesu).

Wieczną przepychankę oksytocyny z adrenaliną w naszych żyłach możemy obserwować na przykładach różnych sytuacji. Oksytocyna jest produkowana w starej ewolucyjnie, można by powiedzieć „prymitywnej”, „dzikiej” limbicznej części mózgu, odpowiedzialnej za pierwotne, bezwarunkowe i podświadome, pozarozumowe odruchy. By była wydzielana obficie, nie może w tym przeszkadzać ewolucyjnie młodsza, wręcz typowo „ludzka” tzw. kora nowa (neocortex), ta „cywilizowana” część mózgu odpowiedzialna za odbiór bodźców zewnętrznych i racjonalizująca je. Nagłe zapalenie światła, nagły hałas podczas gry miłosnej powoduje natychmiastowe wmieszanie się kory nowej, wyrzucenie do krwi adrenaliny, która przepędza oksytocynę, kutas opada, „zmysły prysły”. Skąd my to znamy!

Na szczęście można zadbać o dobre warunki do uprawiania seksu i zabezpieczyć się przed niepożądanym światłem i dźwiękiem. Gorzej gdy mimo to kora nowa nie da się poskromić i będzie uparcie racjonalizowała nasze czynności, nazywając je „głupimi ruchami”, wytykając bezsens wiązania się z tym konkretnym partnerem, uwypuklając jego pozaseksualne minusy. Nie ma nic gorszego, bo wtedy za cholerę nie stanie. Aby mieć prawdziwy, dobry seks, trzeba wyłączyć korę nową, zakneblować rozsądek, zawiesić na kołku swój doktorat, przestać się mądrzyć i poddać się „dzikiej”, „zwierzęcej” żądzy, polegając tylko na mózgowym limbusie! To dlatego przemądrzali naukowcy i przewrażliwieni artyści tak często miewają problemy zarówno z techniczną (impotencja), jak i esencjalną stroną miłości, stąd ciągłe rozstania, rozwody, konflikty, nowe, równie nietrwałe i zawodne fascynacje, o których potem czytamy w tabloidach. To dlatego osoby z niższym wykształceniem i niższą pozycją społeczną, mniej skoncentrowane na własnym wnętrzu, lepiej i chętniej się pierdolą i mają więcej dzieci – bo nimi rządzi limbus, pozaracjonalna część mózgu, brocząca oksytocyną.

Niedobory, zaburzenia w wydzielaniu oksytocyny są odpowiedzialne za skarlenie uczuć i odruchów prospołecznych, próby samobójcze, podatność na uzależnienie od narkotyków, przestępczość (gwałty), konflikty zbrojne, a prawdopodobnie nawet za pracoholizm. O oksytocynę zawsze było, a we współczesnym świecie szczególnie jest trudniej niż o adrenalinę, dlatego też trudniej jest czynić miłość niż wojnę, wbrew hipisowskiemu wezwaniu Make love not war. Nadracjonalne myślenie będące wynikiem dominacji kory nowej komplikuje relacje międzyludzkie nie tylko w skali pojedynczego stosunku płciowego, ale też w skali całej cywilizacji.

Badania szwedzkie wykazały, że kobiety rodzące siłami natury, a następnie karmiące piersią wytwarzają znacznie większe ilości oksytocyny i przekazują tę zdolność potomstwu – ich dzieci bez względu na płeć będą w życiu dorosłym „oksytocynowcami” – istotami prospołecznymi, altruistycznymi, zdolnymi do tworzenia trwałych emocjonalnych więzi z drugą osobą, jak również dobrymi kochankami. Kobiety, które urodziły przez cesarskie cięcie i/lub nie karmiły piersią, produkują niewiele oksytocyny i będą w nią ubogie również ich dzieci, które mogą z tego powodu mieć trudności w życiu uczuciowym, seksualnym i społecznym. Nowojorska szkoła leczenia autyzmu zakłada, że przypadłość ta jest efektem skrajnego niedoboru oksytocyny (głodu oksytocynowego) u dziecka w okresie okołoporodowym i wczesnoniemowlęcym. Esencjaliści z tej szkoły posuwają się wręcz do definiowania autyzmu jako skutku zduszenia („uśmiercenia”) limbusa przez korę nową.

 

Z okazji Walentynek wszystkim Czytelnikom, zakochanym i chwilowo nie zakochanym, kochającym i z zasady niekochającym, życzymy idealnej równowagi między adrenaliną i oksytocyną, czyli, w skrócie, byście umieli gwałcić się z czułością.

Od ponad dziesięciu lat dostarczamy Wam filmy i zabawki erotyczne, które zadowolą każdego.

Kontakt

  •  

    Adres: 60-857 Poznań
    Mylna 32/34A lok.2

  •  

    E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

  •  
    Tel.: +48-61-8427470
    Tel. kom.: +48-602-243891
Top
Ta strona używa plików Cookies. Proszę zapoznać się z celem ich używania i możliwościami zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Polityka prywatności. More details…