0
Łącznie : 0,00 zł
Twój koszyk jest pusty!
aktualizuj

Miauczące za oknami marcowe koty sprowokowały nas do pytania, czy również u mężczyzn występuje atawistyczne wspomnienie po rui – w postaci cyklu analogicznego do cyklu kobiecego, z okresami wzrostu i spadku zainteresowania seksem, a może nawet z jakimś odpowiednikiem menstruacji. W pierwszej chwili wizja faceta krwawiącego regularnie co miesiąc z cewki moczowej wywołała ogólną wesołość, ale w miarę zagłębiania się w fachową literaturę coraz mniej nam było do śmiechu.

Ruja jest charakterystyczna dla wszystkich ssaków łożyskowych. U większości dziko żyjących gatunków występuje raz w roku, a jej jedynym celem jest rozród. U niektórych gatunków udomowionych przez człowieka, szczególnie u psów i kotów, ruja potrafi się pojawić dwa, a nawet kilka razy do roku. Stała ruja, a właściwie jej zanik na rzecz stałej dyspozycji seksualnej, potencjalnej chęci i gotowości do stosunku, występuje tylko u naczelnych i jest moderowana miesięcznym cyklem samicy, która odczuwa największą potrzebę stosunku w okresie owulacji. Jednak tylko u człowieka seks wydostał się spod kontroli mechanizmów biologicznych i stał się funkcją mózgu. Skłonna przez cały rok do kopulacji szympansica traci zainteresowanie seksem po usunięciu przydatków – samicy ludzkiej taka operacja nie przeszkadza w dalszym uprawianiu seksu, a bywa, że jej życie seksualne staje się bujniejsze, bo znika strach przed ciążą.

Możliwość występowania cyklu hormonalnego u mężczyzn na podobieństwo cyklu u kobiet narzucała się naukowcom od kiedy stwierdzono, że płeć różnicuje się dopiero na pewnym etapie rozwoju zarodkowego, że penis i łechtaczka, jajniki i jądra są narządami homologicznymi, a brodawki sutkowe wyglądają wręcz identycznie u obu płci. Spodziewano się tylko, że cykl męski nie manifestuje się tak gwałtownie jak żeński, że amplituda popędu i nastroju nie jest u facetów tak duża jak u kobiet. Do takiego przypuszczenia skłaniała też obserwacja poziomu testosteronu, podlegającego wahaniom w cyklu dobowym: maksimum rano, minimum wieczorem, oraz rocznym: maksimum w listopadzie, minimum w kwietniu.

Założono, że organizm męski podlega cyklowi podobnemu jak żeński cykl obumierania starych i produkcji nowych jajeczek, z tym że chodzi tu o pozbywanie się starych i produkcję nowych plemników. Tylko ze względu na brak – z rzadkimi wyjątkami, o których na końcu – spektakularnego objawu, jakim u kobiet jest krwawienie, cykl męski pozostawał przez wieki w doskonałym ukryciu. Obecnie, gdy jesteśmy świadomi jego istnienia, możemy wyjaśnić z jego pomocą wiele zjawisk zachodzących w męskiej fizjologii i psychice z zastanawiającą regularnością.

Odkrycie męskiego cyklu pozwoliło naukowo zaprzeczyć od dawna skompromitowanemu stereotypowi, że mężczyzna stale odczuwa podniecenie i jest w każdej chwili gotowy do stosunku – mówi Ernest Chang, fizjolog-komparatysta z Bodega Marine Laboratory w Davis, przy Uniwersytecie Kalifornijskim.

Podejrzenie występowania cyklu miesięcznego u mężczyzn wysunął już w XVII wieku włoski lekarz Santorio Sanctorius, który regularnie się ważąc i zapisując wyniki odkrył wahania wagi w cyklu miesięcznym o mniej więcej kilogram. Zanotował, że u powtarzającego się regularnie szczytu tego cyklu, tj. kiedy waga była największa, odczuwał ociężałość, zmęczenie i spadek zainteresowania seksem.

Od tamtej pory stale podejmowano próby uchwycenia istoty cyklu męskiego. Najobfitszą w odkrycia okazała się druga połowa XIX w. Gall, Stephenson, Campbell drogą żmudnych obserwacji potwierdzili regularność wahań męskiego nastroju, sił witalnych i popędu płciowego w cyklu mniej więcej miesięcznym. W roku 1929 na podstawie obserwacji wahań nastroju u 17 mężczyzn ogłoszono, że cykl męski wynosi od 4 do 6 tygodni. W niżowej części cyklu mężczyzn cechowała apatia i zobojętnienie, w części wyżowej – przypływ energii, wiary w siebie, poczucia sensu życia, zmniejszenie zapotrzebowania na sen i nieodłączny od nich wszystkich spadek wagi ciała.

Późniejsze badania laboratoryjne wykazały, że te wyże i niże są jednocześnie wyżami i niżami testosteronowymi. Nie tak dawno duński endokrynolog badając zawartość procentową metabolitów hormonalnych we własnym moczu ustalił, że wahała się ona od minimum do maksimum w cyklu dwudziestoparodniowym. Również męski zarost na twarzy nie rośnie stale w tym samym tempie, ale przyspiesza w pewnych okresach, które występują na przemian ze zwolnieniem wzrostu włosa i układają się w cykl mniej więcej miesięczny, złożony z podcykli tygodniowych: u brodaczy apogeum wzrostu brody przypada w niedzielę, a minimum – w środę, co tłumaczy się spadkiem testosteronu w środku roboczego tygodnia i jego przypływem w weekendy, gdy jest wreszcie czas na seks.

Sceptycy nadal jednak powątpiewali w cykliczność testosteronozależnych procesów psychofizycznych u mężczyzn, choćby dlatego, że poziom testosteronu nie jest, według nich, wskaźnikiem obiektywnym. Może się on zmieniać nawet 4-5 razy w ciągu godziny i jest niezwykle wrażliwy na czynniki doraźne, pozabiologiczne, osobowościowe, np. stale podwyższony testosteron mają natury przywódcze, politycy, biznesmeni, sportowcy, szczególnie w okresach wymagających rywalizacji, walki, inwencji. Paradoksalnie, może to wcale nie owocować u nich zwiększeniem potrzeb seksualnych, jeśli realizują się w pracy zawodowej, działalności społecznej itp. U osób prowadzących intensywne życie, pełne wyzwań, zgiełku, podróży, cykl hormonalny może się zacierać, o ile w ogóle występuje.

Podobnie jak kobiety w dniach napięcia przedmiesiączkowego, również faceci w minimach emocjonalnych i fizycznych swojego cyklu bywają rozdrażnieni, kłótliwi, agresywni. Amerykański psychoterapeuta Jed Diamond nazwał to „zespołem męskiego rozdrażnienia” – Irritable Male Syndrome (IMS), w książce pod takim właśnie tytułem. Na IMS składają się: wyczerpanie, niewytłumaczalne wahania wagi nawet w skali doby, częste oddawanie moczu, dolegliwości wątrobowo-jelitowe, niski cukier i wysoki cholesterol we krwi, chrapanie (niewystępujące w pozostałej części cyklu lub dużo wtedy słabsze; chrapanie w ogóle nasila się po andropauzie), utrata masy kostnej i mięśniowej, wypadanie włosów, problemy skórne, wątlejsze, miększe wzwody i oczywiście ogólna drażliwość.

W potocznej angielszczyźnie funkcjonuje neologizm malestruation (od male – samiec, mężczyzna) oznaczający humory, zmiany nastroju, wybuchy złości u mężczyzny, spowodowane stresem i przemęczeniem.

* * *

Plemniki są produkowane w jądrach, które znajdują się, praktycznie rzecz biorąc, na zewnątrz ciała. Z jąder czeka je tylko jedna droga – poza organizm. Gdy plemniki są już ukształtowane i gotowe do emisji poza ciało, organizm mężczyzny niejako przestaje się nimi interesować. Nie obejmuje ich już swoją ochroną immunologiczną. Jeśli z różnych powodów przez dłuższy czas nie dochodzi do wytrysku, plemniki, nie spełniwszy swojej misji, ulegają degradacji. Jądra są równocześnie fabryką nowych i cmentarzyskiem starych, niewytryśniętych plemników.

Cykl męski, oparty o spermatogenezę, jest krótszy od żeńskiego, opartego o oogenezę. Ten drugi jest w przedziwny sposób sprzężony z cyklem księżycowym i wynosi średnio 28 dni. Pełna spermatogeneza, czyli jej wszystkie trzy fazy: spermatocytogeneza, mejoza i spermiogeneza, trwa wprawdzie ok. 70 dni, ale z punktu widzenia analogii z cyklem kobiecym interesuje nas tylko faza środkowa, czyli trwająca około 22-24 (średnio 23) dni mejoza spermatocytów I rzędu prowadząca do powstania spermatocytów II rzędu, które są zaczątkami późniejszych plemników. Ten 23-dniowy okres nazwano właśnie okresem męskim.

Zaskakujące, że na długo przed przeprowadzeniem laboratoryjnej analizy spermatogenezy do tych samych męskich 23 dni doszli behawioryści – twórcy teorii biorytmów: dr Hermann Swoboda, czynny w Wiedniu na przełomie XIX i XX w., oraz berlińczyk dr Wilhelm Fleiss (1858-1928). Na podstawie obserwacji aktywności swoich klientów doszli oni do wniosku, że u człowieka zasób sił fizycznych odnawia się co 23 dni, a sił psychicznych – co 28 dni. Ponieważ 28 dni to dokładnie tyle, ile u kobiety trwa cykl oogenezy, nazwali biorytm psychiczny (emocjonalny) cyklem żeńskim. Siłą rzeczy biorytm fizyczny otrzymał nazwę cyklu męskiego. Nazwy te dodatkowo umocniło skojarzenie siły fizycznej z mężczyzną, a głębi emocjonalnej z kobietą, wspaniale harmonizujące z bardzo już popularną teorią jing-jang, będącą jednym z binarnych ujęć rzeczywistości w ogóle. Niestety w latach 20. ubiegłego wieku tę piękną binarność popsuł niejaki dr inż. Alfred Teltscher, dodając trzeci biorytm – sił intelektualnych, regenerujących się w cyklu 33-dniowym.

Każdy cykl jest parabolą i składa się z podokresów: wzrostu możliwości (fizycznych, emocjonalnych, intelektualnych), ich apogeum i spadku. Przebieg trzech cykli jest nierównoczesny, tzn. tylko w nieliczne dni mamy jednocześnie maksimum lub minimum wszystkich trzech rodzajów sił: fizycznych, psychicznych i intelektualnych – zazwyczaj dzień dobry pod względem fizycznym bywa marny intelektualnie i przeciętny emocjonalnie itp. Tzw. rytmy sprawności można wyznaczyć wychodząc od daty urodzenia. W Polsce już w latach 70., gdy komputery były szafami zajmującymi całe pokoje i wypluwającymi z siebie kilometry taśmy perforowanej, istniały proste programy do wyliczania rytmów sprawności. Niestety programy te nie mogły uwzględniać doraźnych zaburzeń cyklu pod wpływem stresu, przemęczenia, urazu itp., zakładały niezachwianą regularność cykli, dlatego teoria rytmów sprawności była traktowana raczej jako rozrywka i szybko popadła w zapomnienie. Japończycy już na początku lat 70. ogłosili z dumą, że po uwzględnieniu biorytmów przy opracowywaniu harmonogramów zajęć robotników fizycznych, taksówkarzy, kierowców autobusów wypadkowość spadła o 30%, a średnia długość życia emerytowanych pracowników przekroczyła 80 lat, ale niemało było też studentów, którzy zawalili egzamin specjalnie wyznaczony na dzień wyżu intelektualnego.

Z tych trzech cykli stosunkowo najmniej spekulatywnie przedstawia się cykl sił fizycznych, w których zawierają się oczywiście również siły seksualne. Zastanawiająco tożsamy z czasem trwania mejozy spermatogenetycznej, może być liczony od chwili wejścia w nią pewnej partii spermatocytów. W zależności od wieku, produkcja spermy (liczba plemników) osiąga swoje maksima co 2 (nastolatkowie) do 5 (po andropauzie) dni, średnio co 3-4 dni, dlatego spuszczanie się dokładnie z taką częstotliwością gwarantuje najtreściwszy ejakulat. Jeśli nawet po nadejściu maksimum nie dojdzie do wytrysku, plemniki zaczynają obumierać, a za kolejne 3-4 dni jądra ponownie osiągną maksymalne nasycenie nowo wyprodukowanymi plemnikami, podobnie jak by to nastąpiło po wytrysku. 3-4-dniowe interwały między plemnikowymi maksimami ma również królik i szczur wędrowny.

Przez analogię do ptolemeuszowej teorii obrotów ciał niebieskich możemy powiedzieć, że 3-4-dniowe okresy dojrzewania kolejnych partii plemników gotowych na eksport poza organizm to cykle małe (epicykle), które składają się na cykl duży – 23-dniowy cykl mejotyczny (deferens).

Samoobserwacja pozwoli każdemu mężczyźnie wyróżnić powtarzające się w mniej więcej 23-dniowych odstępach okresy maksymalnego spadku i maksymalnego nasilenia popędu płciowego. Wspomniana nierównoczesność apogeów pozostałych dwóch biorytmów powoduje, że wyże seksualne nie zawsze są jednocześnie wyżami emocjonalnymi – wtedy ulegamy „zwierzęcej chuci” i dążymy tylko do szybkiego rozładowania, często z przypadkowym partnerem. Nałożenie się na siebie wyżu seksualnego i emocjonalnego skutkuje innym postrzeganiem partnera seksualnego i może prowadzić do zakochania, a z pewnością gwarantuje bardziej romantyczny przebieg znajomości. Gdy wyż seksualny spotka się z wyżem intelektualnym, miewamy chęć do eksperymentowania w seksie, spróbowania czegoś nowego. Najczęściej jednak w okresach wzmożonego popędu mamy przeciętne lub niskie możliwości intelektualne, i odwrotnie, dzięki czemu cykl 23-dniowy dzieli się na okresy, gdy „tylko byśmy się pieprzyli”, oraz na takie, gdy popęd spada, a my nadrabiamy braki w pracy zawodowej i innych dziedzinach życia.

* * *

Walter L. Pyle w pracy Anomalies and Curiosities of Medicine (Anomalie i ciekawostki medyczne) z roku 1896 donosił o klinicznie potwierdzonych przypadkach męskiej menstruacji, polegającej na krwawieniu z cewki moczowej. Przypadki takie znajdujemy już w starożytnej literaturze medycznej: menstruujący młodzieniec w okresie dojrzewania został opisany przez Bartolinusa, jest po kilka przykładów u Efemeridesa, Zacutusa Lusitanusa, Salmuta, Fabriciusa Hildanusa, Vesaliusa, Meada oraz w dziele Acta Eruditorum. Mehliss utrzymuje, że autorzy antyczni uważali krwawienia z penisa za karę boską zesłaną na innowierców (najczęściej Żydów).

Z autorów nowożytnych świadkiem męskiej menstruacji był Forel. Gloninger opisał 36-letniego mężczyznę, który od chwili ukończenia 17 lat i 5 miesięcy krwawił z cewki zgodnie z cyklem księżycowym, a każdemu upławowi towarzyszył ból w krzyżu i podbrzuszu oraz podwyższona temperatura. Dziś podejrzewalibyśmy tu częściowy hermafrodytyzm, tzn. obecność jajników, jajowodów i macicy przy braku pochwy i sromu.

Van Swieten cytując Beniweniusa donosi o mężczyźnie, który raz w miesiącu obficie krwawił z odnawiającej się rany w prawym boku, co Kościół poczytywał za obdarzenie jednym z pięciu stygmatów, za to tym zsyłanym najrzadziej. Nie wyjaśniono jednak, dlaczego krwawienie powtarzało się z miesięczną regularnością, bez związku z charakterystycznymi dniami kalendarza liturgicznego, np. z Wielkim Piątkiem.

Pinel podaje przykład kapitana M. Regisa, któremu nieprzyjacielska kula utkwiła głęboko w ciele i choć oczywiście została natychmiast wyjęta, to od tamtej pory poszkodowany miał regularne comiesięczne krwawienia właśnie z cewki moczowej. Podobnie jak u kobiet, „menstruacja” opóźniała się u niego lub zanikała w okresach silnego zmęczenia, niedożywienia lub długotrwałego przemarznięcia, o co nietrudno na froncie.

U Fourniera czytamy o 36-latku, który krwawe upławy zaczął mieć z początkiem dojrzewania, a mniej więcej comiesięczna regularność pojawiła się po tym jak odbył swój pierwszy stosunek. Odczuwał typowe dla kobiet bóle przedmenstruacyjne na około dobę przed wystąpieniem krwawienia, i jak u kobiet bóle puszczały wraz z pojawieniem się krwi. Było jej dużo pierwszego dnia, mniej drugiego, a na trzeci krwawienie się kończyło. Ta przypadłość nie przeszkadzała mu w prowadzeniu bujnego życia seksualnego, bo obdarzony był nadzwyczajnym temperamentem.

Podobne przypadki są opisywane także współcześnie. W lipcu 2005 agencje doniosły o menstruującym 15-latku w Kalkucie. Chłopiec imieniem Tarak od ponad roku krwawił regularnie przez trzy dni w drugim tygodniu każdego miesiąca, zjawisku towarzyszyły bóle żołądka, kurcze mięśni, nudności i wahania nastroju. Pochodził z biednej rodziny i pracował jako pomoc domowa w mieście Kalna, ok. 200 km od Kalkuty. Bojąc się stracić posadę ukrywał przed pracodawcami swoją przypadłość, która jednak w końcu wyszła na jaw. Z podejrzeniem częściowego hermafrodytyzmu chłopiec trafił do Kalkuty pod opiekę lekarza Sudipa Mondala. Został gruntownie przebadany, tomografia komputerowa wykluczyła obecność wewnętrznych żeńskich narządów rozrodczych, natomiast chłopiec był zniewieściały w ogólnej budowie, rysach twarzy i zachowaniu, dlatego zdecydowano się na szczegółowe testy hormonalne i chromosomalne, by ewentualnie potwierdzić istnienie jajników w innym miejscu niż spodziewane. Niestety również testy wykluczyły hermafrodytyzm. Wtedy podejrzenia lekarzy skoncentrowały się na prostacie. Pradip Mitra z Zachodniobengalskiego Towarzystwa Ginekologicznego jest zdania, że za krwawienia odpowiada nieprawidłowo funkcjonująca prostata. Badania trwają, a Tarak jest pod nieustannym nadzorem medycznym.

Od ponad dziesięciu lat dostarczamy Wam filmy i zabawki erotyczne, które zadowolą każdego.

Kontakt

  •  

    Adres: 60-857 Poznań
    Mylna 32/34A lok.2

  •  

    E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

  •  
    Tel.: +48-61-8427470
    Tel. kom.: +48-602-243891
Top
Ta strona używa plików Cookies. Proszę zapoznać się z celem ich używania i możliwościami zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Polityka prywatności. More details…