0
Łącznie : 0,00 zł
Twój koszyk jest pusty!
aktualizuj

Kiedy byłem małym (i durnym) chłopcem, wodogłowie kojarzyło mi się wyłącznie z głową pełną wody, a teraz, kiedy chłopcem przestałem być, fetysz, o którym opowiem, kojarzy mi się wyłącznie z głową pełną stóp. Stóp nagich i odzianych w apetyczne skarpety (białe, czarne, czasami nawet zielone), a także butów: od adidasów przez trampki po glany. O sneakersie sporo się mówiło i mówi, a nawet robi na nim pieniądze (strony z płatnymi filmami, ludzie sprzedający swoje znoszone obuwie bądź spocone i brudne skarpety). Rzadko jednak mówi się o tym, co opowiem tu ja.

Jak to się zaczęło?

Od początku, oczywiście. A początek ten przypada na najwcześniejsze czasy, jakie dziecko jest zdolne zapamiętać, tj. niemal od przedszkola. Już wtedy to lubiłem. Z tego okresu mam w głowie jedynie niewyraźne migawki, ale pamiętam doskonale, że od początku szkoły podstawowej podstawową zabawą po lekcjach było dla mnie droczenie się z kolegami, w następstwie czego łatwo wywiązywały się bójki. Zwycięzca, rzecz jasna, stawał na pokonanym, przykładał mu swoje adidasy pod nos, domagał się pokłonów do stóp, a niekiedy wiązania sznurowadeł.

Moje prowokacje doprowadziły do tego, że wkrótce już bez konieczności bójek miałem całkiem satysfakcjonujące życie sneakersa. Wojtkowi, na przykład, często masowałem stopy w stodole, Tomek lubił używać mnie jako podnóżka, a Łukasza i Irka – cóż... – musiałem podziwiać z ukrycia. Bywałem tak spragniony, że niektórych chłopaków zapraszałem nawet do domu, gdzie udawałem zahipnotyzowanego i pozwalałem robić ze sobą wszystko, i tak się składało, że całowanie stóp/wąchanie butów wchodziło w repertuar także ich pomysłów.

Pewnego dnia odczuwałem taką desperację, że rozwiązałem buty znajomemu stojącemu akurat na przystanku, tylko po to, by móc mu je potem zasznurować. Wyobraźni i desperacji nigdy mi nie brakowało. Ale przecież to wszystko powinno się niebawem skończyć. Byłem dzieckiem. Byliśmy dziećmi. Złote lata.

 

Sneakers nigdy nie będzie zaspokojony

Jeśli sneakersi – jako grupa – mieliby posiadać mantry, jedną z nich winna być powyższa.

Dorastałem prędko. Gdzieś w okolicach 11. roku życia zacząłem walić konia. Pierwszy wytrysk odbył się, co prosto zgadnąć, w towarzystwie myśli o stopach, skarpetach i butach Łukasza i Irka (dwóch nieco starszych kolegów). Uzależnienie narastało. Z trudem powstrzymywałem się od zajęcia się kumplami (precyzyjniej: ich adidasami, skarpetami i stopami) po zajęciach z w-fu. Nadal bawiłem się, co prawda, z Tomkiem lub Wojtkiem w Pana i sługę, który zadziwiająco mocno lubi adorować najniższe partie ciała Mastera, jednak potrzeby wzrastały razem ze mną.

Najgorzej działo się w liceum. Zero seksu. Zero sneakersa. Opanował mnie wstyd. Zdawało mi się, że jestem jedynym na świecie chłopakiem opętanym przez tak dziwne pragnienia. Unikałem imprez, w domowym zaciszu realizując w głowie (i ręką) fantazje na temat znajomych chłopców z ogólniaka czy gimnazjum. Raz nawet, w lesie, kiedy wracałem z kolegą z wioski z kościoła, po raz kolejny sprowokowałem sprzeczkę, tak by znów poczuć na sobie męskie obuwie, lecz później unikałem go jak diabła, bo zdawałem sobie sprawę, że odkąd nie jestem dzieciakiem, muszę zważać na reputację, a w małej miejscowości o jej zepsucie nietrudno.

 

Sneakers to jest raj!

Na studiach otworzyłem się na ludzi. Zacząłem poznawać męsko-męski seks, zwłaszcza z chłopakami, którzy wiedzieli, że sneakers to nie tylko batonik...

Mój pierwszy sneakerseks odbyłem z przypadkowym mężczyzną. Większość moich późniejszych kontaktów wyglądała zresztą podobnie. Dorobiwszy się komputera z Internetem, przesiadywałem całymi dniami na czatach w poszukiwaniu smakowitego kąska. Chętni prędzej czy później znajdywali się. Gdyby się skupić, przypomniałbym sobie imiona większości z nich, a także ich buty: Andrzej – biało-zielone lakai, Mirek – ogniste reeboki, Michał – śnieżnobiałe najki, Kamil – czarne goodyeary itd., itd.

W trakcie studiów wylizałem tyle męskich stóp, wywąchałem tyle butów i skarpet, że odbiłem sobie z nawiązką ciężkie czasy licealne. Jako dwudziestodwulatek miałem około trzydziestu partnerów seksualnych i wcale nie mogłem powiedzieć, że mi to wystarczy.

Uwielbiałem to. Nie boję się tego słowa – kochałem to! Wolność i seks. Seks i sneakers. Mój fetysz rozbudowywał się jak zamek na plaży. Lizanie i wąchanie nie wystarczało, doszedł trampling, jedzenie z butów czy stóp, kopniaki, z czasem lekkie sado-maso.

 

Zrobiło się niebezpiecznie

Jeśli myślicie, że sadomasochistyczne zabawy sprawiły, że mój fetysz stał się dla mnie niebezpieczny, jesteście w błędzie. Prawdziwe niebezpieczeństwo pojawiło się wtedy, gdy... zakochałem się. W dodatku nie w sneakersie. Ale to właśnie sneakers, jako nieodparty fetysz, zagroził mojemu związkowi najbardziej.

Chociaż kochałem, pożądałem innych. Nie mogłem oderwać wzroku od napotkanych przypadkiem na ulicy chłopców w pociągających butach i skarpetach, zwłaszcza sportowych lub skejciarskich. Nałogowo oglądałem klimatyczne filmy. Przeglądałem profile na spec-portalach. Czatowałem ze sneakersami. Uprawiałem cyberseks, ponieważ zdrada fizyczna nie mieściła mi się w głowie. Mojego partnera taki fetysz nie interesował, zależało mu bardziej na mnie. A ja coraz bardziej odkrywałem moc uzależnienia od stóp, skarpet i butów, i tego, co się z nimi wiąże. W końcu to największa cielesna ekstaza, jaką znam.

Zasięgnąłem wiedzy: okazało się, że sneakers-fetysz to parafilia. A więc jednak – zaburzenie. ALE! Tak naprawdę zaburzenie tylko w pewnych warunkach. Mianowicie: wtedy, gdy przedmiot/część ciała nie służy jako dodatkowy wzmacniacz podniecenia, ale całkowicie zastępuje partnera. Wówczas nieszczęśnikowi wystarczy np. sam but lub skarpeta do zaspokojenia. Jednak mnie interesował kontakt z drugim człowiekiem. Uff, pomyślałem. Jedno jednak nie dawało mi spokoju – ja chciałem ciągle i ciągle nowych kolesi, nowych doznań, nowych stóp, skarpet i butów.

Co na to pan seksuolog?

F65.0 – fetyszyzm. Podofilia (nie mylić z pedofilią) oraz tzw. sneakers. Występuje niemal wyłącznie u mężczyzn (a cóż dopiero u gejów?). Fetyszyście, u którego można stwierdzić rzeczywiste zaburzenia psychoseksualne, druga osoba nie jest potrzebna. Starcza mu sam fetysz. Leczą to. Niestety im później się decydujemy na terapię, tym trudniejsza i dłużej trwa.

W moim przypadku dochodził jeszcze inny aspekt. Sam fetysz to jedna rzeka, a lęk przed bliskością – druga. O miłości do butów napisano wiele, ale w bardzo ograniczony sposób. A przecież to najsilniej dotyka życia emocjonalnego, bo odcina w jakiś sposób od prawdziwej, naturalnej miłości cielesnej. Sam fetysz jest OK, dopóki nie psuje relacji między dwojgiem bliskich sobie osób. Niestety w moim przypadku psuł.

Problem zdaje się być skomplikowany i trudny do rozwiązania, lecz można go uprościć i sprowadzić do kwestii decyzji: czy chcę sneakersu, czy nie? Jeśli tak, znajdę drogę, by cieszyć się nim z jedną, ukochaną osobą. Gorzej, kiedy chcę cieszyć się nim z wieloma partnerami. Wtedy skazuję siebie na samotność lub wieczne zdradzanie.

Ta decyzja dopiero przede mną. Nie wiem, co nastąpi. Wiem natomiast, że w dalszym ciągu... tylko stopy mi w głowie!

Stopogłowy

 

Jeśli Ciebie też max jarają adidasy, sportowe skarpety, a także dresy, spodenki sportowe i masz do opowiedzenia podobną historię - kandyduj w 6. Wyborach Mr Sneakers Poland, które odbędą się w sobotę 7 września 2019 w klubie Dark Angels w Poznaniu, ul. Garbary 54. Lub przynajmniej przybądź jako kibic!

http://www.clubdarkangels.com/component/k2/item/1600-6-wybory-mr-sneakers-poland-2019.html

Od ponad dziesięciu lat dostarczamy Wam filmy i zabawki erotyczne, które zadowolą każdego.

Kontakt

  •  

    Adres: 60-857 Poznań
    Mylna 32/34A lok.2

  •  

    E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

  •  
    Tel.: +48-61-8427470
    Tel. kom.: +48-602-243891
Top
Ta strona używa plików Cookies. Proszę zapoznać się z celem ich używania i możliwościami zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Polityka prywatności. More details…