0
Łącznie : 0,00 zł
Twój koszyk jest pusty!
aktualizuj

Obserwujesz u siebie lub u stałego partnera postępujący spadek zainteresowania seksem, a może nawet całkowity zanik takich potrzeb, mimo że jesteś jeszcze młody, a w każdym razie niestary? Twoi rówieśnicy nadal uganiają się po darkroomach i walą konia na czatach, a ty zaczynasz na nich patrzeć jak na nienormalnych, tracących czas na bzdury, podczas gdy na świecie tyle pięknych rzeczy czeka na odkrycie? Jednocześnie jesteś w pełni zdrowy, masz w normie wyniki badań, w tym prawidłowy, a nawet wysoki poziom testosteronu, ale nie chce ci się już nawet pomiętolić kutasa? Chyba od dawna czekałeś na ten artykuł.

Na początek sześć wypowiedzi z forum lpsg.org, najlepszego seks-forum w Internecie, które nie raz już inspirowało nas do podejmowania rzadkich tematów i niosło uzasadnienie nawet dla pozornie szalonych tez:

1. Kiedy byłem młody, nie mogłem się nadziwić, że dla starych ludzi seks może być tak dalece nieistotny. Teraz mam 58 lat i Bogu dzięki osiągnąłem tę samą „nirwanę”, którą cieszyli się oni. Nie zrozumcie mnie źle, seks jest wspaniałym doświadczeniem, ale lubię go przeżywać w bardziej ezoterycznym stylu. Nie jestem już dłużej niewolnikiem hormonów, zombie działającym pod wpływem hormonalnej mikstury, która pozbawia woli i zmienia człowieka w automat do wykonywania głupich ruchów.

2. Mam 51 lat, wyglądam dużo młodziej i seks jest dla mnie tak samo ważny jak kiedy miałem lat 20, potrzeby kształtują się prawie na tym samym poziomie co wtedy, jedynie wydolność jest nieco mniejsza, co oznacza, że poza intensywnym, codziennym seksem ze stałym partnerem rzadziej szukam dopełnienia z kimś przygodnym lub z własną ręką. Myślę, że w ciągu najbliższych 7 lat sytuacja się nie zmieni, wątpliwe więc, bym mając 58 lat osiągnął, z Bożą pomocą, „nirwanę”, której nie może się nachwalić mój szanowny przedmówca.

3. Mam dopiero 30 lat, ale już osiągnąłem pewien stopień takiej „nirwany” rozumianej jako brak seksualnego przymusu. Seks i masturbacja to fantastyczna sprawa, ale nie są niezbędnym warunkiem przetrwania. Moje życie jako całość nie zależy od następnego wytrysku spermy.

4. Jestem 25-latkiem, a już się czuję seksualnie wypalony. Nie wiem, czemu to przypisać. Fizycznie jestem zdrowy, trzy tygodnie temu przeszedłem wszechstronne badania lekarskie. Poziom testosteronu mam prawidłowy dla mojego wieku. Obraz krwi świetny. Nie biorę żadnych leków antydepresyjnych, które mogłyby obniżać popęd lub upośledzać hydraulikę wzwodu. Mam poranne erekcje, ale nie towarzyszy im podniecenie. Nazwałbym je „pustymi”. Kiedy próbuję z nich korzystać i sobie walić, podniecenie nie nadchodzi, wytrysk tym bardziej, a członek więdnie mi w rękach. Powstrzymywanie się od masturbacji, poza tym że nie przychodzi mi z trudem (hehe), nie wzmaga, jak zazwyczaj u innych chłopaków w moim wieku, zainteresowania seksem; erekcje są wprawdzie twardsze, ale pozostają równie nietrwałe. Nie mam też kompensacyjnych polucji nocnych, ostatnią miałem jako czternastolatek.

5. 25-latku, jestem prawie dwa razy starszy, a zwykle spuszczam się co najmniej raz dziennie, rzadko wytrzymuję dwa dni pod rząd bez rozładowania.

6. Mniej więcej 2,5 roku temu zaobserwowałem u siebie zanik libido. Początkowo tlumaczyłem to stresem. Gdy stresowy okres minął, a popęd nie wracał, udałem się do lekarza. Sprawdził mi poziom testosteronu (miałem 355) i uznał go za normalny. Niestety nadal trwałem w seksualnej apatii. Rok później mój testosteron wyniósł 304 i lekarz skierował mnie do endokrynologa. Po mnóstwie badań hormonalnych (testosteron, estrogen, estradiol, kortyzol, hormon wzrostu itd.) endokrynolog uznał, że mieszczę się w normie wiekowej, i odesłał mnie z powrotem do lekarza rodzinnego. Ten postanowił tym razem zbadać poziom testosteronu we krwi pobranej rano, gdy powinien być najwyższy, i rzeczywiście wyniósł 460 (poprzednie próbki były pobierane po południu), ale to nic nie zmieniało w moim samopoczuciu. Lekarz doszedł więc do wniosku, że moja osobnicza norma może się znacznie różnić od statystycznej, tj. że normalny popęd może mi gwarantować dopiero testosteron na poziomie 800-900. Jednak i ta hipoteza okazała się błędna, bo przyjmowanie syntetycznego testosteronu nie przywróciło mi zainteresowania seksem. Obawiam się, że moje seksualne ognisko bezpowrotnie wygasło.

Wypowiedź 1 ilustruje najczęstszy w przyrodzie proces wygasania popędu wraz z wiekiem, znany u mężczyzn pod skrótowym, nie dość precyzyjnym terminem andropauzy. Pozostałe wypowiedzi świadczą o tym, że tempo wygaszania seksualnego pieca martenowskiego jest zróżnicowane osobniczo: jedni do późna zachowują młodzieńcze potrzeby i możliwości (wypowiedzi 2 i 5), inni bardzo wcześnie doświadczają spadku zainteresowania stereotypowo męskim, a więc mechanicznym seksem w dużych ilościach, przechodząc na wyższy etap wyrafinowanego, „bardziej ezoterycznego” smakowania tej przyjemności (wypowiedzi 1 i 3), a nawet ocierając się lub popadając w aseksualizm (wypowiedzi 4 i 6).

Ta z pozoru zaskakująca redukcja potrzeb seksualnych u 25-30-latków to jeszcze jedno potwierdzenie znanej i do znudzenia powtarzanej, a mimo to z niewiarą przyjmowanej prawdy, że podstawowym narządem płciowym jest mózg. On to, gromadząc i przetwarzając kolejne życiowe doświadczenia, racjonalizuje je i hierarchizuje, w określonych konfiguracjach spychając seks na niższe szczeble, a nieraz nawet na samo dno egzystencjalnej drabiny (scala existentiae) – hierarchii priorytetów życiowych. Szczególnie dobitnie ilustruje to wypowiedź 6: tu zawiodła nawet terapia testosteronem, co świadczy o tym, że spadek lub zanik libido najczęściej nie ma podłoża organicznego ani nie można go tłumaczyć okolicznościami życiowymi, które są przecież zmienne.

Mówi się, że faceci mają znacznie silniejszy popęd niż kobiety, że w odróżnieniu od swoich dziewczyn i żon przez 24 h myślą tylko o seksie, co jest przyczyną konfliktów w związkach i małżeństwach, skakania przez panów na boki, wiązania się na dłużej z kochankami i odwiedzania agencji towarzyskich. Taki stereotypowy obrazek jest nam przekazywany wraz z innymi wzorcami kultury patriarchalnej. Jest on tak odległy od prawdy, jak wszystko, co pożałowania godni erotomani, pozujący na machowulkany erotyczne, wypisują o sobie w Internecie. Prawda jest taka, że przeciętny, normalny facet, heteryk – by już zadośćuczynić „najnormalniejszej normie” – po zaspokojeniu ciekawości w wieku dojrzewania, bardziej podnieca się futbolem, motoryzacją czy elektroniką, graniem na giełdzie, wreszcie tankowaniem browara z kolegami – niż nieustannym ruchaniem i poszukiwaniem coraz to nowych dup.

Podsumujmy: w przypadkach trwałej (utrzymującej się dłużej niż rok) utraty popędu płciowego nie chodzi o andropauzę, o impotencję, o niski testosteron. Organicznie człowiek bywa stuprocentowo zdrowy – po prostu nie ma chęci, potrzeby, a może przede wszystkim PRZEKONANIA do uprawiania seksu! Ale ludzie nie chcą tego przyjąć z dobrodziejstwem natury. Pod naciskiem stereotypów zdrowotnych, społecznych, kulturowych „nie wyobrażają sobie”, że młody facet może nie interesować się seksem, choć sami bywają takiego faceta najnaoczniejszym przykładem. Na siłę i potęgę szukają przyczyn.

Lista tych przyczyn „zewnętrznych”, luźno (oj, bardzo luźno) związanych z problemem, rozbawi każdego dobrego „tancerza”, któremu w zabawie w te klocki rąbek u jockstrapów nigdy nie przeszkadzał: stres, przepracowanie, przewlekłe zmęczenie, niedobór snu, brak aktywności ruchowej, niedobór światła dziennego w okresie jesienno-zimowym oraz zima jako taka, nierozwiązane konflikty w związku partnerskim, niewierność, podświadoma lub świadoma chęć ukarania lub upokorzenia partnera, okazania mu swojej przewagi, agresja, przeżyty w przeszłości gwałt lub inna trauma seksualna, nadużywanie alkoholu i narkotyków oraz schorzenia takie jak depresja, niewłaściwa dieta i otyłość, choroba wieńcowa, cukrzyca, choroba Parkinsona, zaburzenia neurologiczne i hormonalne (np. nadmiar estrogenu lub prolaktyny), anemia, choroby stawów oraz przebiegające z chronicznym bólem i związane z nimi długotrwałe przyjmowanie leków antydepresyjnych, uspokajających, przeciwnadciśnieniowych.

Wypowiedzi 1 i 3 zawierają bardzo ciężkie gatunkowo spostrzeżenie, na które warto zwrócić uwagę bez względu na to, czy nam apetyt seksualny dopisuje, czy nie. Ich autorzy polemizują z popędem seksualnym jako formą biologicznego, a przez to również psychologicznego przymusu. Otóż nasze problemy z seksualną samorealizacją i samooceną, zwykle fikcyjne lub wyolbrzymione, biorą się z wpojonego nam przez kulturowe stereotypy założenia, że popęd musi być (po prostu musi i już!), seks uprawiać trzeba (po prostu trzeba i już!), choćby nawet nie było po co, choćby dla tego seksu nie istniało żadne racjonalne zastosowanie, bo w grę nie wchodzi ani prokreacja, ani – u aseksualistów – zaspokojenie (nie istnieje potrzeba, więc nie ma czego zaspokajać) – ale seks musi być i koniec. Musi bo musi.

W takim ujęciu (świadczącym o braku autorefleksji) seks staje się pojęciem niedefiniowalnym – jak CZAS. Tak jak nie potrafimy sobie wyobrazić rzeczywistości pozbawionej CZASU (czymkolwiek CZAS jest), tak nie możemy sobie wyobrazić człowieka, ludzkości, przyrody ożywionej w ogóle – bez seksu! A może NAJWYŻSZY CZAS zacząć sobie „wyobrażać”, zanim okaże się, że ani nie bardzo nam się chce, ani nie bardzo jest z kim (to drugie zdarza się znacznie częściej).

Według badań Barry’ego i Emily McCarthy, problem zmniejszenia lub wygaśnięcia wzajemnego zainteresowania seksualnego dotyczy co trzeciego amerykańskiego małżeństwa hetero. Jedno na pięć małżeństw oraz co trzeci związek nieformalny, w którym partnerzy pozostają przez co najmniej dwa lata, można uznać za aseksualne (probierz: do seksu dochodzi nie częściej niż dziesięć razy w roku). Denise A. Donnelly ocenia, że w ciągu pół roku do roku 15% par małżeńskich w ogóle nie uprawia seksu.

Badanie opublikowane w lutym 1999 przez „Journal of the American Medical Association” (JAMA) ujawnia, że w Stanach Zjednoczonych z popularną „oziębłością” zmaga się ok. 43% kobiet i, uwaga!, aż 31% mężczyzn wszystkich orientacji. Zmusza to do zrewidowania stereotypu głoszącego, że oziębłość jest prawie wyłącznie problemem kobiet.

GDYBY OZIĘBŁOŚĆ CHCIAŁA! GDYBY IMPOTENCJA MOGŁA!

Dr David Delvin, ginekolog i specjalista ds. planowania rodziny, naciska na odróżnianie męskiej oziębłości (immanentnego braku libido) od impotencji (niemożności osiągnięcia lub utrzymania wzwodu przy normalnym popędzie płciowym). Zestawiona z impotencją męska oziębłość rzeczywiście okazuje się zjawiskiem rzadkim. W swojej praktyce lekarskiej dr Delvin styka się średnio z jednym przypadkiem oziębłości na 15 przypadków impotencji. Zjawiska te mogą oczywiście być ze sobą powiązane (oziębłość pociąga za sobą impotencję), ale zasadniczo występują osobno: impotenci mają normalny poziom potrzeb seksualnych (i na tym polega ich dramat), a aseksi nie mają żadnych problemów z technicznym uzyskaniem wzwodu – niestety nieprzydatnego.

Trwały zanik libido z przyczyn pozabiologicznych jest prawie zawsze nieodwracalny. Nie istnieją leki mogące przywrócić „bezpowrotnie utraconą leworęczność”. Sztuczny testosteron ma zastosowanie tylko w stwierdzonym niedoborze tego hormonu, a ten rzadko bywa powodem omawianej tu postaci oziębłości. Viagra i jej pochodne pomagają tylko przy impotencji, w dodatku nie przy wszystkich jej odmianach. Najrozsądniejszym i właśnie najbardziej męskim wyjściem jest pogodzenie się z utratą popędu oraz taka jej racjonalizacja, a nawet sublimacja, by nie wydawała się nieszczęściem i męką, ale rodzajem wolności, błogostanu, „nirwany”, jak dla cytowanych na początku panów nr 1 i 3.

W klasycznej rozprawie „Your Inner Self” (Wewnętrzne „ja”), opublikowanej po raz pierwszy w 1922 roku, Louis E. Bisch, psychiatra i psycholog kliniczny z Nowego Jorku, opisuje libido w duchu freudyzmu jako niezbywalny budulec człowieczeństwa, wrodzony fundament, na którym wznosi się cała skomplikowana struktura „ja”:

Nikt nie jest wolny od libido; posiada je każdy. Rodzimy się z nim; jest ono instynktem. Nie możemy zanegować naszej libidalnej energii bardziej niż możemy zanegować fakt, że żyjemy. Ona sama jest życiem. Przepaja wszystkie nasze myśli, czyny i uczucia. Jest siłą napędową wszystkiego. Bez niej wiedlibyśmy życie podobne wegetacji. Libido to chęć do życia, wola życia, życiowa przyjemność poszukiwania. Nadzieja, żądza, potrzeba, życzenie, dążenie, ambicja – wszystko to synonimy libido.

Z ogromnego wachlarza dążności dających się określić jako libidalne psycholodzy wybrali cztery główne kierunki:

 

– libido odżywiające (Nutrition Libido)

– libido samozachowawcze (Self-Preservation Libido)

– libido reprodukcyjne (Reproductive Libido)

– libido związane z ego, czyli osobowość (Ego Libido, or Personality)

 

Trzy pierwsze zapewniają przetrwanie biologiczne jednostki i gatunku: od najpierwotniejszego libido odżywiającego, które każe niemowlęciu okazywać, że jest głodne, i dążyć do zaspokojenia głodu, przez stale nam towarzyszący odruch unikania niebezpieczeństw zagrażających zdrowiu i życiu aż po przymus przekroczenia ram własnej jednostkowej egzystencji przez potomstwo i dzieła. A ponad nimi unosi się czwarte superlibido, pozwalające nam dostrzegać i nakazujące cenić, szanować i umacniać swoją jednostkowość i niepowtarzalność.

Libido rozumiane wąsko jako popęd seksualny jest w tym ujęciu tylko jedną z postaci libido rozumianego szeroko jako zespół mechanizmów gwarantujących biologiczną i psychiczną stabilność i integralność. Kosztem zaniku seksualnej frakcji libido wzmacnia się jego frakcja osobowościowa. Ci, którym udało się oswoić, a następnie pogodzić z utratą prostej popędowości fizycznej, chętnie mówią o odzyskaniu wolności, wewnętrznego spokoju, o przewartościowaniach pozwalających im dostrzec dobra, na które wcześniej byli ślepi i głusi. Mówią, że wreszcie mają czas na rozwijanie zainteresowań, które zaniedbywali, gnani popędem na poszukiwanie nowych partnerów; że odzyskali ten ogrom czasu, który tracili na onanizowanie się przed komputerami. Najczęściej jednak pada metafora uwolnienia, wolności.

Wolność od wewnętrznego przymusu przynależy już do sfery sacrum i jest istotną kategorią w etyce katolickiej. Pojęcie „popędu” nawet samym swym brzmieniem mówi o wewnętrznym przymusie, analogicznie do instynktu, który podtrzymuje płodność i prokreację w całym świecie istot żyjących (animalia) – pisze Jan Paweł II w eseju „Mężczyzną i niewiastą stworzył ich...” (Wyd. RW KUL, Lublin 2001).

Jak wielka i cenna jest to wolność, wiedzą ci, którzy doświadczyli skutków długotrwałej deprywacji seksualnej. Psychopatologiczne konsekwencje celibatu: (auto)agresję, sublimację odkształcającą osobowość badał już w 1941 A. H. Maslow (Brooklyn College). Terapeuta-ezoteryk Dariusz Loga, specjalista od regresingu niehipnotycznego, pisze w artykule „Regresing – wolność do i od seksu”: Zdecydowana większość ludzi pożąda seksu. Często pożądają go nawet ci, którzy oficjalnie wyrzekają się go i deklarują, że nie chcą mieć z nim nic wspólnego. Często pożądają go nawet ci, którzy deklarują się, że są już ponad tym i seksu nie potrzebują (np. zakonnicy różnych religii). Efektem takiej postawy jest najczęściej silne pomieszanie na temat seksu. Kiedy zaczynamy tłumić to, czego pożądamy, to najczęściej jest to przyczyną wewnętrznego bólu, cierpienia i olbrzymiego niezadowolenia. Jest to silny konflikt wewnętrzny, który w skrajnym stopniu potrafi doprowadzić nawet do skrzywień psychicznych.

Roy Baumeister, psycholog społeczny, twierdzi, że seks przez wieki był przedmiotem wymiany, rodzajem waluty: ja idę z tobą do łóżka, ty dajesz mi opiekę i utrzymanie; nie dajesz, nie ma seksu. To podejście jest i współcześnie żywe nawet w wielu małżeństwach, nie mówiąc o związkach mniej formalnych. Idealiści nastawieni na wielką i dozgonną miłość nie mogą jej pogodzić z tak nacechowanym seksem i rezygnują z tego ostatniego, sublimując do przeżywania uczucia w czystej, bezcielesnej postaci.

Dr Jerzy Rudźko, ginekolog, uważa, że męskie podejście do seksu jako do kolejnego pola, na którym trzeba się sprawdzić, jak do zawodów sportowych, gdzie trzeba okazać się lepszym od potencjalnego lub domyślnego/wymyślonego rywala, samo przez się zniechęca do podejmowania wysiłków w tych szrankach. Niektórzy po prostu schodzą z kortu. Chodzi o to, abyśmy tych zawodników nie uważali za nienormalnych, lecz potrafili na pożegnanie nagrodzić ich brawami.

Od ponad dziesięciu lat dostarczamy Wam filmy i zabawki erotyczne, które zadowolą każdego.

Kontakt

  •  

    Adres: 60-857 Poznań
    Mylna 32/34A lok.2

  •  

    E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

  •  
    Tel.: +48-61-8427470
    Tel. kom.: +48-602-243891
Top
Ta strona używa plików Cookies. Proszę zapoznać się z celem ich używania i możliwościami zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Polityka prywatności. More details…