0
Łącznie : 0,00 zł
Twój koszyk jest pusty!
aktualizuj

Polakom bliższe są „pola chwały”, na których przez wieki uwielbiali ginąć. Mniej martyrologicznie usposobieni Amerykanie „chwałę”, a konkretniej „wspaniałość” (doznań), nauczyli się czerpać ze zwykłych dziur wywierconych w ściankach między kabinami w publicznych toaletach. Oto najniezbędniejsza wiedza o gloryholes – jednym z najstarszych emblematów gejowskiej kultury seksualnej.

Historia dziur w kiblach jest tak stara, jak ludzka skłonność do podglądania, czyli jak sama ludzkość. W postaci nam znanej pojawiły się zapewne już w starożytnej Grecji, ale pierwsze udokumentowane wzmianki o wzajemnym podglądaniu i podpieszczaniu się mężczyzn w publicznych toaletach pochodzą z XVIII wieku, najczęściej z protokołów sądowych, bo w tamtych czasach, dla homoseksualizmu niełaskawych, przyłapanie na seksie w takich miejscach kończyło się zazwyczaj więzieniem, publicznym napiętnowaniem, banicją lub nawet egzekucją.

Spontaniczna i niezwykła, ponadnarodowa i odporna na upływ czasu okazała się – mimo to – popularność tej prostej rozrywki, łączącej w sobie przyjemność podglądania/wystawiania z dreszczem ryzyka, a komfort anonimowości z miłą niepewnością, jakiegoż to kutasa los przez dziurę poda. Nic więc dziwnego, że gdy nadeszła rewolucja seksualna, na potencjale dziur chwały postanowiono zarabiać. W Ameryce zaczęły powstawać tzw. adult bookstores, czyli, dosłownie, księgarnie dla dorosłych, a chodziło oczywiście o seks-shopy czy też kina erotyczne z kabinami video (video booths). To właśnie w ściankach między takimi kabinami wiercono – już w majestacie prawa – duże, wygodne, regularnie okrągłe dziury, mniej podniecające od tych „prawdziwych”, kiblowych, właśnie dlatego, że tamte były niedozwolone i mniej starannie powywiercane. Dziura o kształcie idealnego koła, w pełni legalna i niestety płatna, nie podniecała tak, jak kiblowa darmocha, przebita naprędce, nieraz grożąca drzazgami, ale często pięknie okolona rysunkiem namiętnych ust bądź pośladków. Dlatego znaczna część gejów pozostała wierna „herbaciarniom”, czyli tea rooms (wymowa identyczna jak T-rooms = toilet rooms), ale inni z ulgą uwolnili się od strachu towarzyszącego im zawsze w toaletach i zostali stałymi klientami „księgarń”, a konkretnie „kumpelkabin” (buddy booths).

„Kumpelkabiny”, początkowo zwykłe drewniane pudełka ze wspólną ścianką i wywierconą w niej dziurą, były stopniowo udoskonalane. Dziura została zaopatrzona w zamykające ją drzwiczki po obu stronach, tak aby użytkownik kabiny mógł w każdej chwili odseparować się od, jego zdaniem, nieatrakcyjnego sąsiada. Następnym krokiem była ścianka z pleksiglasu, pozwalająca się wzajemnie widzieć, ale niepozwalająca się dotknąć. Ścianka podnosiła się, a kabiny łączyły tylko wtedy, gdy sąsiedzi równocześnie nacisnęli przyciski, każdy po swojej stronie – było to gwarancją, że wola stosunku jest naprawdę równoczesna i obustronna. „Kumpelkabin” tej generacji nie działa jednak zbyt wiele, a tęsknota za tradycyjną pikietą jest w gejowskim narodzie wciąż żywa.

Z pikietami jest jak z łowiskami, które sobie wzajemnie polecają wędkarze: jeden miał szczęście i złowił w jakimś miejscu ogromnego szczupaka, więc propaguje to miejsce jako „znakomite”, inny uwierzy, pojedzie i wróci z pustym wiadrem, klnąc informatora. W kiblu, w którym jeden miał zajebiste obciąganie, inny trafił na glinę lub szantażystę, złodzieja lub innego homofoba. W tym samym kiblu o tej samej porze doby potrafi być albo rojno, albo zupełnie pusto. Dla jednego jest za brudno, dla innego za czysto, jednemu za ciemno, drugiemu stanowczo za jasno. Komentarze na internetowych stronach pikietowych, popularnych zwłaszcza w Ameryce, należy więc brać ostrożnie. Udany seks w szalecie to przede wszystkim łut szczęścia, ale przecież także o tę niepewność tu chodzi. Sama obecność dziur nie oznacza jeszcze, że toaleta jest odwiedzana przez poszukiwaczy męskiego seksu. Innymi słowy, nie każda gloryhole station (placówka z dziurami) jest buddy booth („kumpelkabiną”), tak jak nie każdy prostokąt jest kwadratem.

Amerykanie są bardzo przeczuleni na punkcie bezpieczeństwa w takich miejscach. Chodzi przede wszystkim o policję: oficjalny nalot lub prowokatora po cywilnemu, mandat, zatrzymanie prawa jazdy (funkcjonuje ono w USA na zasadzie naszego dowodu osobistego) lub powiadomienie pracodawcy, bo opowieści o maniakach czających się w sąsiedniej kabinie z piłą tarczową tudzież policjantach z mikrokajdankami, które nakładają na wsadzonego w dziurę chuja, należy włożyć między bajki. Specjaliści od szaletowego cruisingu doradzają uważne rozglądanie się, nawiązywanie kontaktu wzrokowego z pozostałymi obecnymi w kiblu, wyczuwanie wzrokiem chętnych oraz potencjalnych prowokatorów, unikanie brandzlowania się przy pisuarze, wybieranie ostatniej, najdalej od wejścia położonej kabiny itd.

Rozpowszechniają też publikację wydaną przez American Civil Liberties Union (Amerykańską Unię Wolności Obywatelskich) pt. „Little Black Book” (Czarna Książeczka) – poradnik dla toaletowych obciągaczy, z informacjami o ich prawach, opłacalnym sposobie odpowiadania na pytania policjanta i ogólnie postępowania w celu uniknięcia lub zminimalizowania przykrych konsekwencji „seksu w miejscu publicznym”. Motto „Książeczki” brzmi: The dick you lick belongs to someone else, but the ass you save might be your own (Kutas, którego liżesz, należy do kogoś innego, ale dupa, którą uratujesz, może być twoją własną).

Przeniesienie przypadkowego seksu M/M z publicznych toalet do „specjalnie do tego przeznaczonych”, „profesjonalnych” miejsc (darkroomów, seks-shopów, kinek erotycznych, saun itd.) wcale nie jest, paradoksalnie, wyznacznikiem postępu cywilizacyjnego, a dla niektórych gejów przeciwnie – jest końcem tego, co w gejostwie najfajniejsze: swobodnego, najczęściej darmowego polowania na anonimowe kutasy, z założeniem, że może skusi się heteryk (w lokalu gejowskim szanse na to są bliskie zeru), z pikantną domieszką ryzyka i ekshibicjonizmu (miejsce publiczne, ogólnodostępne), oraz najbliżej jak to możliwe męskiej fizjologii w całym jej przekroju (raj szczególnie dla miłośników wydalin). Kible z dziurami to rzadki przykład nieapetycznej i prymitywnej prowizorki, której uroku nie są w stanie przejąć ani odtworzyć współczesne zdobycze pornoprzemysłu.

PROCENT DZIUR W SERZE

Uczestnicy forum lpsg.org w jednym z sondaży (wszystkie dane według stanu na połowę grudnia 2006) w 61,3% wypowiedzieli się za dziurami jako ich czynni zwolennicy i żałowali, że nie ma ich tyle co w dawnych czasach; 27,5% nigdy z dziur nie korzysta, ale nie przeszkadza im ich istnienie; tylko 11,2% uważa, że dziury to coś obrzydliwego, a nawet czynnie je zwalcza (zalepia???).

Podobnie jak w PRL i wczesnej III RP, tak i w krajach zachodnich dziury należały do tradycjnego wyposażenia toalet w szkołach średnich i na uczelniach, to przez nie zainicjowało się seksualnie wielu młodych gejów i biseksów. Spośród lpsg.org-owców z dziur w kampusowych toaletach regularnie korzysta bądź korzystało w czasach studenckich 15% głosujących w sondażu. Tyle samo spróbowało raz lub dwa, ale to wystarczyło, by sobie uświadomili, że taki seks im odpowiada najbardziej. Nie korzystało, ale jest zainteresowanych 41% (byłych) studenciaków. 14% nie lubi seksu z partnerem bez twarzy i tylko dlatego nie korzysta(ło) z dziur. Jedynie dla 15% dziury jako takie są czymś ohydnym.

Gdzie jak gdzie, ale na lpsg.org, czyli Large Penis Support Group, musiała zostać postawiona kwestia minimalnego rozmiaru, jaki musi mieć dziura, by była użyteczna także dla posiadaczy wielkich kutasów. W jednej z dyskusji zgodzono się, że wystarczająca dla większości facetów powinna być dziura o obwodzie 16 cm. To wcale nie taka nieistotna kwestia – pewien forumowicz był świadkiem w jednym z bookstore’ów, jak facet z bardzo grubym chujem zaklinował się w dziurze: wsadzić wsadził, ale gdy chuj osiągnął maksymalny wzwód, nie mógł wyjąć, a że był po solidnej dawce Viagry, wzwód nie puszczał. Autor wpisu wraz z kilkoma innymi obecnymi w lokalu gośćmi obciągali mu chuja non stop już tylko po to, aby go uwolnić. Po kilku wytryskach facetowi chuj wreszcie zaczął mięknąć i niefortunny amator dziurawej chwały odzyskał wolność.

W Internecie miłośnicy dziur utrzymują strony informacyjne na temat spokojnych i uczęszczanych kibli, stale aktualizowane w miarę napływania informacji o nowo wywierconych i nowo odkrywanych dziurach. Najlepiej pod tym względem jest opracowany teren USA. Liczne są także grupy dyskusyjne na ten temat. Na samym Yahoo znajdziemy kilkanaście dużych grup dla „dziurowców”. Największą (ponad 13 tys. członków) i najbogatszą w materiał statystyczny jest grupa o najoczywistszej nazwie gloryholes. Przeprowadziła ona wśród swoich członków wiele szczegółowych sondaży, których wyniki powinny nam do końca rozjaśnić przyczyny niesłabnącej popularności dziur oraz ujawnić pełnię tkwiących w nich... możliwości.

Wydawałoby się, że seks w publicznych kiblach wymaga nie lada odwagi i że ta przychodzi dopiero z wiekiem. Nic bardziej mylnego. W grupie największych entuzjastów tego sportu – członków grupy gloryholes – aż 45% poznało jego uroki już między 10. a 14. rokiem życia! Najczęściej to właśnie kibel, podglądanie przez dziurę, co ze swoim kutasem wyprawia dorosły sąsiad, pomogło tym dzieciakom odkryć swoją orientację seksualną. Po 14. a przed 19. rokiem życia kiblowych inicjacji ubywa (23%), a od dwudziestki w górę krzywa znowu rośnie, choć wolniej niż w grupie nielatów (32%).

Inny sondaż uświadamia, że tym, co najbardziej podnieca gejów w seksie przez dziurę, jest właśnie jego anonimowość, to, że nie widzi się twarzy partnera. Nie chce jej widzieć (za żadną cenę!) aż 56%, a dla 32% jest obojętne, czy zobaczą, czy nie. Tylko 12% usiłuje zobaczyć twarz przez dziurę lub wybiega w tym celu z kabiny za obsłużonym partnerem. Z drugiej strony, rzadko się zdarza, żeby partner zza ścianki za wszelką cenę ukrywał swoją twarz. Najczęściej (32%) nie dochodzi do spotkania twarz w twarz, bo obu stronom chodzi o obrobienie laski, a nie o pogawędkę, a w dalszych 27% przypadków twarzy się nie widzi, bo się tego wyraźnie nie chce – kręci tajemniczość. 19% lubi przenieść się dla wygody do wspólnej kabiny, szczególnie gdy nabiorą ochoty na anal. 13% po wyjściu z kabiny umawia się z partnerem na ciąg dalszy w domu lub innym miejscu, a 5% lubi potem ot tak pogadać, ale bez umawiania się. Do rzadkości (4%) należą spotkania przez dziurę z kimś, kogo poznało się już wcześniej w innym miejscu.

Klasyczne obciąganie przez dziurę to podstawa, ale fantazja „dziurowiczów” idzie znacznie dalej. 71% głosujących członków grupy ocierało się w dziurze chujem o chuja bądź jedna ze strona masowała oba chuje naraz. Nierzadko przez dziurę liże się... dziurę, a nawet uprawia normalny anal!

A co ze spermą w warunkach, gdy mamy pełną władzę nad obrabianym kutasem (gdy nasz kutas jest całkowicie w rękach – i ustach – tego kogoś za ścianą)? Wyniki szokują. Aż 55% połyka spermę! 9% kieruje ją na podłogę, a 8% pozwala jej tryskać w dowolnym kierunku, także na ściany i ciuchy. 5% wmasowuje spermę w kutasa, z którego wytrysnęła, a 4% łapie do kondona, którego naciąga partnerowi w ostatniej chwili przed wytryskiem, i zabiera do domu, by wykorzystać podczas masturbacji. 3% ściera nasienie ze swojej twarzy i rąk chusteczką. 9% stosuje naprzemiennie wszystkie wymienione sposoby, a 7% żadnego z nich. W innym sondażu ci, których celem jest sperma, podzielili się na dwie grupy jeśli chodzi o inne sposoby konsumowania jej niż bezpośrednio z kutasa: 55% zdarzało się zlizywać ją ze ścianek lub podłogi kabiny, a 45% przyznało się do znalezienia w kiblu lub darkroomie przynajmniej jednej pełnej prezerwatywy i wypicia z niej spermy.

Teraz osiągi. Ile chujów pod rząd obciągnąłeś podczas jednego posiedzenia w kabinie? W dawnych czasach, gdy cały gejowski seks opierał się na kiblach publicznych, nie zwalniało się kabiny przed obrobieniem kilku(nastu) pałek. Dziś, w związku z odchodzeniem od tej formy seksu oraz ubywaniem dogodnych toalet, ponad dziesięcioma chujami obrobionymi jeden po drugim może się pochwalić tylko 15% głosujących, 24% miewało do 5-10 kutasów pod rząd, 27% – 3-5, a większość, choć nie przytłaczająca (34%), miała szczęście obciągnąć do 3 kutasów za jednym posiedzeniem.

A w jakim czasie? To już zależy od efektywności kibla. Obecnie naprawdę ruchliwe kible to już rzadkość. W całych ogromnych Stanach kibli z superfrekwencją jest aktualnie, jeśli wierzyć rankingom internetowym, tylko kilkadziesiąt. Na partnera trzeba więc trochę poczekać, dlatego 41% głosujących przyznaje się do spędzania w kabinie minimum godziny, a często dużo więcej. 26% szczęśliwców wyrabia się w ciągu 30 minut. Reszta to albo farciarze, którzy załatwiają sprawę w czasie krótszym, albo tchórze, którzy boją się siedzieć dłużej niż kwadrans.

By zwiększyć udział ekshibicjonizmu w seksie dziurowym, znaczna część jego miłośników nie zamyka drzwi kabiny na zamek lub haczyk, mało tego, 58% zostawia je uchylone lub wręcz otwarte, a kolejne 12% nawet nie zabiera się do obciągania, gdy nie ma widzów. 10% chciałoby się zdobyć na taką odwagę. Tylko 20% zdecydowanie odrzuca podobny pomysł.

Obciągający przy drzwiach otwartych automatycznie prowokują tzw. przyłączanie się. Jest to zjawisko bardzo korzystne, bo można jednocześnie zajmować się więcej niż jednym kutasem. Na pytanie, ile najwięcej chujów obciągali jednocześnie, koledzy z grupy odpowiedzieli następująco: jednego – 20%, 2-3 – 48%, 4-5 – 26%, 6-7 – 1%, 8 i więcej – 5%. Wbrew pozorom kontakt przez dziurę nie musi być ograniczony do dwóch osób, dość często pociąga za sobą grupowość.

Wielu gejów twierdzi, że gdyby kible z dziurami nadal istniały lub było ich więcej, korciłoby ich tam chadzać, ale baliby się, że wpadną w łapy policyjnego tajniaka. Zwłaszcza że od czasu do czasu słyszy się o George’u Michaelu ujajonym w ten sposób przez policję. Czy gliny naprawdę nie mają nic ważniejszego do roboty, w dodatku na tak liberalnym Zachodzie, niż prowokowanie obciągaczy w szaletach? Sądząc po sondażu w grupie Yahoo, są to odosobnione przypadki: 42% bywalców przez całą wieloletnią karierę kiblową nie widziała żadnego policjanta, a dodatkowe 17% ma ich ewentualną tam obecność po prostu w dupie! 15% uspokaja, że nie ma się czego obawiać. 13% jest przekonanych, że tajniacy zawsze się po kiblach kręcą, ale nie zawsze wchodzą do akcji. Kolejne 13% było lub na własne oczy widziało, jak ktoś inny był zatrzymany in flagranti. Ryzyko więc jest, ale małe.

Mniej więcej od 1995 roku nie tylko w Polsce, ale i na Zachodzie trwał odwrót od seksu kiblowego: jedne szalety były gejom odbierane drogą remontu, inne geje porzucali sami, przesiadając się na Internet. Jak zauważają zachodni obserwatorzy (np. Matt Newbury w artykule „Down The Pan” z 2004 roku), po dekadzie niełaski toalety z dziurami zaczynają się odradzać jak Feniks z popiołów. Geje nie chcą się, jak grzeczne dzieci, bawić w kibel w seks-shopie, ale chcą prawdziwego kibla, z prawdziwym ryzykiem i szansą na heteryka.

Od ponad dziesięciu lat dostarczamy Wam filmy i zabawki erotyczne, które zadowolą każdego.

Kontakt

  •  

    Adres: 60-857 Poznań
    Mylna 32/34A lok.2

  •  

    E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

  •  
    Tel.: +48-61-8427470
    Tel. kom.: +48-602-243891
Top
Ta strona używa plików Cookies. Proszę zapoznać się z celem ich używania i możliwościami zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Polityka prywatności. More details…