Opis:
odpowiednik: Giorgio Armani – Aqua Di Gio
To jedna z najpiękniejszych wód perfumowanych, w której odnajdziesz zniewalające aromaty mandarynki, gorzkiej pomarańczy i traw morskich.
* * *
Feromony (termin utworzony w 1959 przez Karlsona i Lüschera z gr. φέρω przenoszę + ‘ορμόνη bodziec) to związki chemiczne wydzielane przez organizm po to, by wywołać określoną reakcję fizjologiczną lub behawioralną u drugiego osobnika tego samego gatunku. Niższe organizmy, np. mrówki, stworzyły cały język zapachów, którymi posługują się jak my znakami drogowymi, synchronizując ruch w i wokół mrowiska, a szerzej - organizując życie wspólnoty. Jedne zapachy ostrzegają inne osobniki przed niebezpieczeństwem, inne informują o zmianie kierunku marszu, o źródle pożywienia, oznaczają terytorium, wytyczają marszrutę, a jeszcze inne wywołują podniecenie seksualne i zachęcają (a wręcz zmuszają) do kopulacji.
Najlepiej zbadano reakcje feromonowe właśnie u owadów, ale coraz więcej wiemy o składzie i roli feromonów u kręgowców, w tym u człowieka. U naszego własnego gatunku w związku z rozwojem mowy artykułowanej język zapachów ewolucyjnie wyszedł z użycia, podczas gdy u owadów jest jednym z zasadniczych sposobów komunikacji, stąd łatwość jego badania u tych tyleż od człowieka mniejszych organizmów. Zdumiewa także bynajmniej nie owadzia siła działania tych związków, szczególnie feromonów seksu - wydzielane przez samice niektórych gatunków, potrafią przyciągnąć samce z odległości nawet 10 kilometrów!
Siła feromonów ludzkich musiała być w historii naszego gatunku równie wielka, ale malała wraz z rozwojem innych form komunikacji, także seksualnej, jednak nie zanikła całkowicie. Dziś działa ona na poziomie podświadomości: nie wiemy (nie zastanawiamy się), dlaczego akurat ten facet nas podnieca, a inny mniej albo wcale, mimo że wizualnie każdy z nich jest na swój sposób atrakcyjny, a mogą nawet być bardzo do siebie podobni! Jednak w pocie jednego z nich jest większe stężenie feromonu, na który reaguje nie tyle nasz nos (są to związki w większości bezwonne lub ich zapach wykracza poza spektrum precepcji ludzkiego nosa), ile mózg, a ściślej jego część zwana hipotalamusem, położona centralnie, w sąsiedztwie przysadki mózgowej, i sterująca reakcjami seksualnymi oraz hormonalną równowagą organizmu.
Niestety, rolę feromonów w seksualnym odnajdywaniu się ludzi niemal do zera zredukowała cywilizacja i jej normy czystości. Zapach potu uchodzi w naszej kulturze za nieprzyjemny i świadczy o braku higieny. Myjemy się więc piętnaście razy dziennie i szorujemy do krwi, a potem wylewamy na siebie litry sztucznych zapachów, by za ich pancerzem całkowicie zniknąć, wymazać resztki siebie, a potem wielce się dziwić, że nikt na nas nie leci. Homo sapiens jest jedynym gatunkiem zwierzęcym, który zdeprecjonował i nacechował ujemnie swoje wydzieliny (pot) i wydaliny (kał, mocz), rezygnując z wykorzystywania ich w życiu społecznym, jak to czynią inne zwierzęta.
Uważani za perwersów fetyszyści to dziś jedyna reprezentacja ludzkości, która przynajmniej na płaszczyźnie seksualnej postuluje powrót do ewolucyjnych korzeni. To oni przywracają czynności oszczywania drugiego osobnika pradawne znaczenie dominacji nad nim w hierarchii stada, a w zapachu spoconych pach i jebiących skarpet partnera podświadomie szukają podniety w postaci męskiego feromonu, który tam znajduje się w najwyższej koncentracji.
Podsumowując: z punktu widzenia potencjalnego seksu przesadna higiena i nadmiar kosmetyków nie są wskazane. Ale równocześnie: nie chodzi o to, żeby śmierdzieć - bo to, o co w tym wszystkim chodzi, czyli feromony w czystej postaci, są bezwonne - ale o to, by przez okresowe niezmywanie potu nie hamować ich emisji.
Najważniejszym męskim feromonem seksualnym, najobficiej występującym w męskim pocie, a śladowo także krwi, nasieniu i moczu, jest androstadienon (androstenon), pochodna testosteronu. Wywołuje on wzrost poziomu kortyzolu u kobiet. Był to pierwszy wyizolowany feromon ssaczy, po raz pierwszy uzyskano go ze śliny dzika, jest obecny w dużym stężeniu także w ślinie trzody chlewnej. Na jego bazie opracowano preparat podawany lochom, by je upodatnić na sztuczną inseminację.
W 2005 szwedzcy naukowcy z Instytutu Karolinska w Sztokholmie, pod kierownictwem dr Ivanki Savic, jako pierwsi wykazali doświadczalnie na 36 osobach, że mózgi homoseksualnych mężczyzn reagują na feromony męskie w ten sam sposób, co mózgi heteroseksualnych kobiet, podczas gdy mózgi mężczyzn heteroseksualnych pozostają na nie niewrażliwe. O reakcji lub braku reakcji decyduje zatem nie płeć biologiczna, ale orientacja seksualna. Było to odkrycie niezwykle ważne, gdyż potwierdza ono tezę o różnicach w budowie i funkcjonowaniu mózgów osobników hetero- i homoseksualnych, a pośrednio świadczy o tym, iż orientacja seksualna jest cechą biologiczną, wrodzoną, i ma swoją reprezentację anatomiczną właśnie w postaci niuansów struktury mózgowej. Potwierdza się także pamiętne odkrycie Simona LeVaya z 1991 roku, że hipotalamus u mężczyzn heteroseksualnych jest dwukrotnie większy niż u kobiet i gejów, jego wygląd musi więc mieć związek z orientacją seksualną, a może nawet to hipotalamus ją w jakiś sposób determinuje.
Badania szwedzkie zostały z tym samym skutkiem powtórzone przez zespół neurofizjologa Charlesa Wysockiego w Filadelfii. Tu przebadano 82 osoby (mężczyzn homo i hetero oraz kobiety hetero), którym podano materiał podpachowy pobrany od 24 dawców o różnych orientacjach seksualnych. Było to więc badanie uwzględniające więcej czynników i pozwoliło stwierdzić, że geje najsilniej reagowali na androstenon pochodzący od innych gejów, a nieco słabiej na ten od dawców-heteryków. Feromony byłyby zatem substancjami stymulującymi komunikację nie tylko wewnątrzgatunkową, ale też wewnątrzorientacyjną.
I w Sztokholmie, i w Filadelfii kłopotliwe okazały się lesbijki, bo ich reakcji na feromony żeńskie nie udało się jednoznacznie stwierdzić, zaobserwowano natomiast nieznaczną reakcję na feromony męskie. Burzyłoby to piękną teorię, dlatego Ivanka Savic wstrzymała się z publikacją i omówieniem wyników uzyskanych od lesbijek.
Androstenonowy program badawczy przeprowadził także zespół Claire Wyart i Noama Sobela na Uniwersytecie w Berkeley, jednak tu wnioski były ostrożne. Zdaniem Wyart nie da się uznać, iż feromony pełnią u człowieka rolę tak wyrazistą jak choćby u innych ssaków, a tym bardziej owadów, przede wszystkim dlatego, że odpowiedzialny za ich odbiór obszar nosa - vomeronasal organ (VNO), czynny np. u szczurów, zatracił u człowieka połączenie nerwowe z mózgiem. Obszar ten został odkryty już w 1703 roku i uznany za nieczynny. Niektórzy uważają jednak, że jest aktywny na poziomie podświadomości, że to on jest tym poszukiwanym „szóstym zmysłem". Ci entuzjaści feromonów nie przejmują się problemami z ich percepcją węchową (o czym niżej), wolą założyć, że reakcja na feromony jest podświadoma. Również w Berkeley zmierzono, że poziom kortyzolu podnosił się w ciągu 15 minut od wziewu potu spod męskiej pachy i pozostawał podwyższony średnio przez godzinę.
Androstenon jest sam w sobie bezwonny, jednak wdychany miewa różne zapachy. Różne osoby subiektywnie nadają mu zapach nieprzyjemny (potu, moczu) lub przyjemny - drewna albo nawet kwiatów. Częściowo jest to zapach nie samego feromonu, ale związków z nim współwystępujących, np. w przypadku potu - zapach estrów kwasów tłuszczowych.
Częściowo o tym, jaki zapach (i czy jakikolwiek) poczujemy, decyduje genetycznie zdeterminowana struktura receptora zapachów OR7D4. Ludzie mający dwa geny dominujące na ten receptor, odbiorą androstenon w jego chemicznym otoczeniu jako pachnący nieprzyjemnie, ci zaś, którzy mają jeden gen dominujący, a jeden recesywny, poczują zapach bardzo słaby lub nie poczują go wcale. Osobnicy z parą genów recesywnych będą subiektywnie wąchać kwiaty lub słodkie wypieki. W niewielkim stężeniu androstenon jest niewyczuwalny węchowo dla wszystkich, niemniej dociera do organizmu wyłącznie przez receptory węchu. Gatunek ludzki, w odróżnieniu od innych ssaków, zatracił w rozwoju ewolucyjnym inne, poza węchowymi, komórki wyspecjalizowane w reagowaniu na dopływ feromonów, nie jest też zdolny do ich produkcji w ramach doraźnej reakcji na bodziec.
Na działanie feromonów mogą być niewrażliwe osoby cierpiące na tzw. „ślepotę węchową", tzn. niezdolne do odbierania niektórych zapachów, podczas gdy większość innych odbierają normalnie. Wśród substancji przez nie niewyczuwalnych mogą się znaleźć, niestety, także feromony. Ludzie ci są zazwyczaj seksualnie oziębli. Selektywność percepcji androstenonu opisali m. in. Ricardo C. Araneda i Stuart Firestein, biolodzy z Uniwersytetu Columbia. Niewrażliwość na androstenon jest jedną z najczęściej (30% populacji heteroseksualistek i gejów) spotykanych niewrażliwości węchowych (tzw. anosmii). Stwierdzono (Wysocki i in., 1989), że można przywrócić wrażliwość na androstenon poprzez długotrwałą (2-8 tygodni) ekspozycję na ten związek, podobnie jak na inne substancje, jednak mechanizm tego procesu nie został wyjaśniony. Niektórzy badacze (Bremner, 2003) uważają, że rzeczywista stuprocentowa anosmia androstenonowa występuje znacznie rzadziej, bo tylko u 2% wspomnianej populacji. Trwają prace nad możliwością zwiększenia reaktywności na androstenon nie tylko u anosmików, ale także u ludzi wykazujących przeciętną nań wrażliwość. Gdyby się to udało, moglibyśmy produkować erotomanów na życzenie.
De facto większość populacji nie jest w stanie odebrać zapachu androstenonu w wersji przyjemnej, a nawet w jakiejkolwiek, co zawiodło wielkie nadzieje przemysłu kosmetycznego, odkrycie ludzkich feromonów seksu spowodowało bowiem błyskawiczny rozwój nowej jego gałęzi. Pojawiły się dezodoranty zawierające feromony aktywujące seksualnie wybraną płeć i polecane jako afrodyzjaki. Pierwsze tego typu produkty opatentowano już w latach 70. minionego stulecia, nazywano je „kopulinami", czyli aminami kopulacyjnymi (feromony należą do tej grupy związków). Obecnie oferta (zwłaszcza internetowa) tych produktów jest przebogata.
Klienci, którzy kupili ten produkt, kupili również: