0
Łącznie : 0,00 zł
Twój koszyk jest pusty!
aktualizuj

Silikonowa zatyczka analna elektro

E-mail
Cena:
229,00 zł
Cena / kg:
Numer artykułu: AE-158
W Magazynie
Array
Share:

Dobrze dobrane zabawki do elektroseksu gwarantują doskonałą zabawę i balansowanie na granicy bólu i rozkoszy. To ten fenomenalny moment, w którym rozkosz nie zamienia się w ból, a znajdywanie się na jego krawędzi dostarcza niebywałe doznania.

Pozornie tradycyjna w kształcie i sposobie użytkowania zatyczka analna wykonana z silikonu. Na jej zewnętrznych stronach znajdują się dwie owalne płaszczyzny z przewodnika elektrycznego, które nie zmniejszają jej giętkości, a jednocześnie pozwalają na dostarczanie impulsów elektrycznych.

Długość: 13,5 cm, średnica: 3 cm.

UWAGA! DZIAŁA TYLKO PO PODŁĄCZENIU DO UNIWERSALNEGO PANELU DO ZABAW ELEKTRO - ARTYKUŁ AE-61

*  *  *

Koncerty seksualne, w odróżnieniu od rockowych, odbywają się najczęściej w wersji unplugged. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, by podłączyć się do prądu i poczuć mocne uderzenie. Niestety Polacy, naród strachliwy i konserwatywny, wciąż nie dają się namówić na nic więcej poza wibratorem lub masażerem na baterie-paluszki. Od dziecka wpaja nam się lęk przed prądem i nie potrafimy go pokonać jako dorośli. Tymczasem coraz popularniejsze na świecie urządzenia do elektrostymulacji erotycznej (w międzynarodowym skrócie: e-stim) emitują impulsy o wartościach absolutnie bezpiecznych dla organizmu ludzkiego. Wystarczy przestrzeganie instrukcji obsługi i odrobina ostrożności, by wkroczyć w obszar całkiem nowych, niezapomnianych doświadczeń, nieczyniących – w odróżnieniu od niesławnych dopalaczy – żadnych szkód zdrowotnych.

Koronnym argumentem „za” niech będzie istnienie czegoś takiego jak elektrolecznictwo, czyli cały wachlarz zabiegów medycznych z użyciem prądu stałego lub zmiennego o niskim natężeniu, dostarczanego w sposób ciągły lub w impulsach; zabiegów, których celem jest rehabilitacja zaników mięśniowych w wyniku długotrwałego unieruchomienia kończyny w gipsie, poprawa ukrwienia tkanki mięśniowej, pobudzenie nerwów, które straciły zdolność przewodzenia, zmniejszenie napięcia mięśni i dolegliwości bólowych.

Lecznicze działanie słabego prądu może dotyczyć także funkcji seksualnej kutasa w pewnych przypadkach impotencji. Już w 1973 Louis Bucalo z Holbrook w stanie Nowy Jork opracował metodę elektrycznej korekty zaburzeń mikcji (wydalania moczu), defekacji i erekcji, stymulując odpowiednie ośrodki prądem o napięciu nieprzekraczającym 20 V, w impulsach o długości 200 mikrosekund. Stąd już niedaleko do przyjemnościowego potraktowania takich zabiegów. Przeciwwskazania do elektroseksu będą więc identyczne jak do elektroterapii: przede wszystkim epilepsja, nowotwory w trakcie chemio- i radioterapii, zakrzepowe zapalenie żył oraz posiadanie wszczepionego rozrusznika serca. Część zwolenników elektroseksu z zasady nie stosuje stymulacji w obrębie klatki piersiowej.

Elektrostymulacja męska koncentruje się na genitaliach i sutkach, czyli rejonach z natury u mężczyzny najwrażliwszych, i bywa często łączona z praktykami S/M, a przez wielu jest uznawana za technikę typowo S/M-ową. W aurze z góry zaakceptowanego bólu i przemocy można sobie pozwolić na kopanie siebie lub niewolnika prądem o wyższym natężeniu. Pod wpływem wieloletniego stosowania coraz wyższych natężeń wzrasta odporność organizmu na prąd i domaga się on coraz mocniejszych porcji tego nietrującego, choć z pozoru tak groźnego „narkotyku”.

Nietrującego, bo nieingerującego w ustrój chemicznie, ale z pewnością potrafiącego okaleczyć lub zabić w razie przedawkowania. Śmierć w wyniku używania erotycznych urządzeń elektrycznych jest ewentualnością skrajnie rzadką. Najczęstszym zagrożeniem jest oparzenie skóry w miejscu przyłożenia elektrod. Powinno się je przykładać do skóry uprzednio posmarowanej lubrykantem, który stwarza barierę ochronną, odbijając część ładunków. Innym zaleceniem jest ochrona serca, nawet zdrowego, dlatego odradza się umieszczanie elektrod na klatce piersiowej. Jedynym wyjątkiem jest oczywiście stymulacja sutków, ale urządzenia do niej przeznaczone nie dopuszczają do przekroczenia zadanego w nich maksymalnego, bezpiecznego natężenia prądu. Zgony odnotowano jedynie w przypadkach przyłożenia do sutków domowej roboty końcówek wyprowadzonych z amatorskiego transformatorka (też chałupniczej konstrukcji lub pożyczonego np. z zestawu zabawkowej kolejki elektrycznej) podłączonego do zwykłego gniazdka z napięciem 220-240 V; takie nieprofesjonalne lub zastępcze transformatory mogą zawieść, a wtedy kryjące się bezpośrednio pod sutkiem serce dostaje śmiertelnego kopa.

Dziś możemy przebierać w superbezpiecznych urządzeniach do stymulacji erotycznej, ale droga do nich była bardzo długa. Historycznych korzeni przyjemnościowego zastosowania zjawisk elektrycznych należy szukać już w pierwszej połowie XVIII w. W wieku XIX pojawiły się w sprzedaży elektryczne pasy z suspensoriami (woreczkami na męskie genitalia), zalecane jako lek na impotencję. Produkcję podobnych urządzeń udoskonalono w USA w latach 20. XX w. pod nadzorem American Medical Association. Konserwatyści zarzucali tym rzekomo leczniczym projektom, że ich ukrytym, a de facto jedynym celem jest mechaniczna masturbacja wyzbyta pierwiastka emocjonalnego. Opinia ta brzmi zaskakująco współcześnie, bo do dzisiaj jest głoszona przez siły niechętne wszelkim przejawom ludzkiej seksualności pozarozrodczej.

E-stim w obecnym rozumieniu wiedzie swój żywot od lat 50. XX w., a konkretnie od wynalezienia maszynki rozkoszy nazwanej Relaxacisor, pierwotnie przeznaczonej do spoczynkowej stymulacji (wymuszania skurczów) mięśni prążkowanych w celu relaksacyjnym (stąd nazwa), czyli do tzw. treningu pasywnego. Urządzenia takie – różnego rodzaju elektrostymulatory objęte angielską nazwą EMS (electrical muscle stimulation) – są do dziś używane w fizykoterapii. Jednak już w tamtych zamierzchłych czasach faceci szybko wpadli na pomysł, by zamiast na mięśniach umieszczać końcówki prototypowego Relaxacisora na kutasie...

W latach 70. XX w. elektrostymulacja medyczna wspięła się na kolejny szczebel rozwoju wraz z wdrożeniem urządzeń przystosowanych do stymulacji samych nerwów, czyli TENS (transcutaneous electrical nerve stimulation), przeznaczonych najczęściej do odczulania, czyli blokowania przewodnictwa nerwowego i znoszenia przewlekłego bólu. Zarówno stymulatory z rodziny EMS, jak i TENS, nie były przystosowane do celów erotycznych, ale ziarno pomysłu zostało zasiane i wykiełkowało w latach 80. w postaci pierwszych na świecie, jeszcze analogowych zabawek przeznaczonych specjalnie do elektroseksu. Nadano im pamiętane przez najstarszych górali nazwy: Titillator oraz Pleasure Box – Pudełko Rozkoszy, bardziej znane pod późniejszą nazwą PES Power Box. Ich ceny zrazu odstraszały przeciętnych zjadaczy chleba, którzy nadal radzili sobie metodami chałupniczymi, budując proste obwody z drutu miedzianego, naszpikowane opornikami minimalizującymi natężenie docierające do owiniętego drutem chuja. Eksperymentatorzy odkryli, że miły prądzik dają obrane z izolacji kable od mikrofonów do nagrywania i wzmacniania dźwięku...

*  *  *

Nie trzeba było wielkiej wyobraźni, by przewidzieć, że do stymulacji erotycznej bardziej od prądu stałego będzie się nadawał prąd zmienny, płynący w regularnych impulsach. Najstarsze „e-stimatory” wykorzystywały szczególną postać prądu zmiennego, zwaną prądem przemiennym, której wartości chwilowe powtarzają się ze stałą częstotliwością, a ich wykres jest sinusoidą. We współczesnych, zdigitalizowanych modelach (jak np. ErosTek 312) znajduje zastosowanie prąd tętniący lub dowolnie zmienny w czasie, a jego zmienność może być determinowana np. zmiennością częstotliwości fali dźwiękowej wytwarzanej przez utwór muzyczny płynący z wbudowanego w urządzenie odtwarzacza mp3 – otrzymujemy wtedy synchronizację stymulacji erotycznej z dźwiękiem, czyli możemy w sensie najprecyzyjniej dosłownym kochać się ze sobą w rytm muzyki. Istnieją już strony internetowe, z których można ściągnąć pliki mp3 z muzyką dobraną specjalnie pod kątem współpracy z erotostymulatorami, współbudującą różne klimaty seksualne: od lekkiej przyjemności po wstrząsający orgazm; dostępne są nawet muzyczno-elektryczne imitacje kar cielesnych stosowanych w seksie S/M.

Seksualne zabawki elektryczne w pierwszym odruchu kojarzą nam się z elektrodami doprowadzonymi do strefy erogennej, najczęściej do genitaliów. Obecnie pojęcie to jest dużo szersze i obejmuje także całą gamę urządzeń do elektromasażu (tzw. body toners). Zaprojektowane w celach leczniczych i relaksacyjnych, zasilane prądem masażery do ciała przy minimalnej inwencji stają się narzędziami rozkoszy seksualnej. Elektromasturbatory penetracyjne (wibratory, masażery prostaty, zatyczki analne, inserty docewkowe) i nasadkowe (fleszdżeki, elektropompki na chuja i sutki, ringi na chuja i jaja) są tylko ich „szczególnymi przypadkami”, opracowanymi już z myślą o przyjemności erotycznej.

Elektrody, kiedyś wykonywane ze złota lub srebra, obecnie produkuje się ze stali nierdzewnej lub specjalnej odmiany silikonu przewodzącej prąd (conductive silicone); te ostatnie są tanie i efektywne. Jak już wspomniano, nie powinny być przykładane do suchej skóry z uwagi na niebezpieczeństwo poparzenia. Poleca się nałożenie warstwy lubrykantu opartego na wodzie. Popularna i dozwolona jest również oliwa z oliwek, ponieważ w odróżnieniu od lubrykantów wodnych nie wyparowuje w temperaturze podnoszonej przez elektrody. Do tego celu nie nadają się tak ostatnio chwalone lubrykanty silikonowe, bo użyty w nich silikon jest izolatorem i znacznie osłabia działanie prądu. Osoby od wielu lat praktykujące elektroseks potrafią nawet dobrać lubrykant w zależności od materiału, z jakiego wykonano elektrody, by efekt był silny a bezpieczny. Od kłopotów z lubrykantem uwalniają „samoprzylepne” (self-adhesive) elektrody nowej generacji, o powierzchni, która pod wpływem przyłożonego napięcia oddala się od skóry na odległość nanometrów, nie zaburzając przewodzenia prądu (jak w synapsie).

Mimo gwarantowanego przez producentów bezpieczeństwa przy używaniu zgodnie z instrukcją, należy zachować zwyczajową ostrożność jak przy każdym urządzeniu podłączanym do sieci. Elektrozabawka nie powinna być pierwszą zabawką erotyczną w życiu. Użytkownik powinien wcześniej potrenować z nieelektrycznymi odpowiednikami tych urządzeń.

We współczesnych stymulatorach erotycznych stosuje się prąd zmienny o niskich częstotliwościach. Niezwykłość doznań wynika właśnie stąd, że pochodzą one z przedziału infra. Są trudne do opisania. Mózg, zaskoczony faktem, że przyjemność, kiedyś osiągana wysiłkiem własnych rąk, teraz bierze się niejako znikąd, wyostrza percepcję. Chociaż źródło impulsów elektrycznych zostało przyłożone z zewnątrz, ulegamy złudzeniu, że ten nieopisywalny dreszcz rozkoszy wydobywa się z najgłębszych głębi naszych trzewi. Trzecim złudzeniem, zwłaszcza przy stymulacji genitaliów i krocza, jest wrażenie zaniku nóg, tak jakby tylko dolna część ciała była pogrążona we śnie. Stopniowo narastającej przyjemności towarzyszy głęboki relaks.

Najważniejszym kryterium bezpieczeństwa jest natężenie prądu docierającego do ciała. Generalnie nie może ono przekraczać 20 mA (miliamperów) dla prądu zmiennego o częstotliwości 50 Hz i 25 mA dla prądu stałego o napięciu 220 V. Organizm ludzki jest wrażliwszy na działanie prądu zmiennego, a kobiety mają niższy próg bólu niż mężczyźni. Odczuwalność prądu zmiennego zaczyna się w przedziale 0,5-1,5 mA (przy czym dla klatki piersiowej już 0,5 mA jest zagrożeniem), prądu stałego w przedziale 5-8 mA. Przedziałem właściwych doznań stymulacyjnych poniżej progu bólu jest w przypadku sieciowego prądu zmiennego przedział 3-6 mA, a w przypadku prądu stałego przedział 10-20 mA. Przy prądzie zmiennym o częstotliwości przemysłowej, tj. 50-60 Hz, bolesne skurcze mięśni zaczynają się przy natężeniu 10-15 mA, a ciało przywiera do źródła prądu i trudno je oderwać. Samodzielne oderwanie się przestaje być możliwe powyżej 15 mA, ból jest bardzo silny, a oddychanie utrudnione. Powyżej 30mA następują bardzo silne skurcze mięśni, utrata przytomności i migotanie komór sercowych, jak przy dużym (grand mal) ataku padaczki. Ze względu na to, że w zabawkach erotycznych używa się bardzo niskiej częstotliwości (do 10 Hz), tolerancja wzrasta nawet do 80 mA. Prąd stały jest groźny dla życia dopiero przy natężeniu powyżej 1 A.

Ramowe przedziały tolerancji mogą być nieco przesunięte osobniczo. U osób stale poddających się elektrostymulacji obserwuje się postępujący wzrost tolerancji na wyższe natężenia. Masochiści korzystający z prądu jako źródła „przyjemnego bólu” muszą szczególnie uważać, by w seksualnym zapamiętaniu nie stracić kontroli nad siłą podawanych impulsów.

*  *  *

PES – stara nazwa pierwszych elektrostymulatorów, wspominanych z sentymentem przez użytkowników-weteranów, odżyła dziś jako skrót o nowym rozwinięciu: Paradise Electro Stimulations (Raj Stymulacji Elektrycznych). Tak właśnie nazywa się najstarsza (od 1986) i największa w USA, a mająca przedstawicielstwa także w Kanadzie, Japonii, Wielkiej Brytanii Hiszpanii, Belgii i Holandii, kompania produkująca i handlująca tymi urządzeniami, z główną siedzibą w Las Vegas. Od ponad dekady firmą zarządza Anna Fay, odpowiedzialna jednoosobowo za wynalazczość, rozwój, marketing, obsługę klienta i właściwie wszystko. Po sąsiedzku z budynkiem biurowym mieści się sklep firmowy pod nazwą The Studio. Do tego królestwa elektroprzyjemności wejść mogą osoby, które ukończyły 20 lat. Na stronę internetową firmy: peselectro.com może teoretycznie wejść każdy. Gros urządzeń oferowanych w różnych sklepach internetowych, także na Stallion.pl, pochodzi właśnie z PES.

Podstawowy panel zasilająco-sterujący PES kosztuje ok. 260 dolarów. My polecamy uniwersalny panel Vitatronic 804S za jedyne 309 zł. Raz go nabywszy, możemy do niego dokupować już tylko różnego rodzaju końcówki służące do stymulacji różnych miejsc. Ceny końcówek: zewnętrznych (elektrod) i wewnętrznych (insertów) wahają się od 35 do 500 dolarów. U nas to wydatki rzędu 58-355 zł. Wariantów jest mnóstwo, więc entuzjaści muszą wybebeszyć portfele. I wybebeszają. Nie ma takich pieniędzy, których ludzie nie zapłaciliby za tak wielką i tak namacalną przyjemność – śmieje się Anna Fay, która była świadkiem, jak ludzie, którzy wstępowali do jej sklepu z czystej ciekawości i patrzyli na wszystko z chłodnym dystansem, po pierwszej próbie wsiąkali w elektroseks na amen. Miała klientów, którzy zagustowali w elektrostymulacji pod wpływem używania elektrycznej szczoteczki do zębów, oraz takich, którzy dzięki jej urządzeniom wyszli z impotencji.

Mamy nadzieję, że tych kilka prostych urządzeń, które polecamy na Stallion.pl, zdoła przebić się przez barierę strachu i nieufności naszych klientów. To nie elektryczny pastuch – to klucz do świata rozkoszy, której raz spróbowawszy będziecie pragnąć już zawsze. Liczymy na to, że odważni przekonają innych, że ten prąd nie kopie ani tym bardziej nie gryzie. Ten prąd ma tylko jeden cel: dać Wam to, czego nigdy Wam nie dał – bo dać nie jest w stanie – nawet najczulszy kochanek.

Od ponad dziesięciu lat dostarczamy Wam filmy i zabawki erotyczne, które zadowolą każdego.

Kontakt

  •  

    Adres: 60-857 Poznań
    Mylna 32/34A lok.2

  •  

    E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

  •  
    Tel.: +48-61-8427470
    Tel. kom.: +48-602-243891
Top
Ta strona używa plików Cookies. Proszę zapoznać się z celem ich używania i możliwościami zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Polityka prywatności. More details…