0
Łącznie : 0,00 zł
Twój koszyk jest pusty!
aktualizuj

Fist Classic (żel do fistingu, słoik 500 g)

E-mail
Cena:
95,00 zł
Cena / kg:
Numer artykułu: L-14
Array
Rodzaj
Share:

Gęsty, silikonowy żel marki Mister B, przeznaczony specjalnie do fistingu. Teraz żel ma nową, ulepszoną formułę zapewniającą przede wszystkim długotrwały poślizg. Żel nie klei się podczas zabawy. Dobry poślizg to połowa sukcesu podczas jebania ręką. W sposób klasyczny zapewnia go podstawowa wersja żelu A-Classic. Amatorom mocniejszego jebania polecamy dostarczającą dodatkowe wrażenia wersję rozgrzewającą B-Hot. I wreszcie wersja trzecia, przeznaczona dla miłośników zabaw ekstremalnych i zawierająca środek znieczulający: C-Extreme.

FF: fistfucking, rzadziej fisting, a w początkach swego istnienia (lata 70.-80.) handballing. Budzi skrajne odczucia: od entuzjazmu przez strach po obrzydzenie. W Polsce nigdy nie popularyzowany, błędnie uznawany za technikę S/M, uprawiany w domowych zaciszach przez nielicznych - po knykcie, rzadko po nadgarstek, wyjątkowo do łokcia. Rękę po pachę w dupie większość widziała tylko na filmie. Dawno temu w Ameryce na „tych, co se łapy wsadzają" też patrzono jak na popierdoleńców, bano się ich, izolowano na scenie gejowskiej. A wystarczy trochę rzetelnej wiedzy, by diabeł przestał być straszny.

W potocznym wyobrażeniu FF jest techniką brutalną, ale tak myślą laicy. W rzeczywistości jest to współżycie oparte na stuprocentowym wzajemnym zaufaniu, a przez to na większej nawet intymności niż seks „normalny"; fisterzy (czyli partnerzy aktywni) wiedząc, jaka ciąży na nich odpowiedzialność, są mistrzami delikatności i ostrożności, a FF, choć może, najczęściej wcale nie bywa częścią repertuaru S/M. Mrożące krew w żyłach opowieści o powikłaniach zdrowotnych i zejściach śmiertelnych wśród poddających się głębokiemu fistowaniu są rozpowszechniane nie przez nich samych, lecz przez w najlepszym razie obserwatorów tej sceny, którzy sami nie mieli w tyłku nawet przysłowiowego piórka; ignorantów bardziej niż świętym oburzeniem powodowanych zazdrością, że ich nie stać na pokonanie strachu i dla nich najwyższy stopień analnej rozkoszy będzie na zawsze tylko marzeniem.

Nie wierzcie im, bo wszystko jest dla ludzi, pod warunkiem, że zachowamy rozsądek, umiar, delikatność, a trening rozłożymy na miesiące i lata. Bo FF to w 99 procentach kwestia treningu, powolnego stopniowania rozmiaru dłoni i głębokości wsuwu. Poza sesjami z partnerem należy trenować samemu, przy użyciu coraz większych dild. Jeśli twoja dupa objawia naturalną, wrodzoną potrzebę stymulacji, wypełnienia - spróbuj! Nie przejmuj się czczym teoretyzowaniem mądrych ciotek, przekonaj się na własnej dupie. A wycofać się możesz na każdym etapie treningu.

Choć FF to przede wszystkim żmudna, wieloletnia praktyka, odrobina teorii na początek jest niezbędna - dla zachęty i uspokojenia obaw. Niestety, źródła są nieliczne, a informacje skąpe i często tendencyjne w kierunku na „nie". Kiedy w USA na fali rewolucji seksualnej lat 70. kiełkowała świadomość FF i powstawały pierwsze kluby ze slingami, amatorzy tego „sportu" byli skazani na poruszanie się, nomen omen, po omacku. Jedyny podręcznik pt. „The Fist  Fucker's Manual" zawierał udramatycznione opisy całkiem nieraz fikcyjnych przypadków, odnosiło się wrażenie, że został napisany nie po to, żeby nauczyć, ale żeby przestraszyć i zniechęcić.

Najsłynniejszy amerykański dramaturg pedalski i działacz na rzecz walki z AIDS, Larry Kramer, w studium pt. „Faggots" (Pedały, 1978) podawał, że tylko w nowojorskim szpitalu Saint Vincent's odnotowano w ciągu jednego roku 20 zgonów młodych fistfuckingowców z powodu „dziur w brzuchu" (personel szpitala zdementował tę informację). Medycznymi konsekwencjami uprawiania FF straszyło co jakiś czas pismo „Journal of Homosexuality". Książka „The Divine Androgyne" (San Diego, 1981) zaliczała FF do rytuałów seksualnych Wschodu i koncentrowała się bardziej na filozoficznej (tak!) niż praktycznej stronie zagadnienia.  Wreszcie w 1983 popularyzator medycyny Amerykanin R. A. Fournier przedstawił pierwszą obiektywną pracę na temat FF: „The Intelligent Man's Guide to Handball" - odwołującą się do, jak głosi tytuł, inteligencji czytelnika.

Do połowy lat 70. w USA działało już kilka stowarzyszeń fistfuckingowców, ale ich istnienie pomijano pruderyjnym milczeniem. Kiedy „The Advocate" w 1976 publikował spis „wszystkich" amerykańskich organizacji gejowskich, nie wymienił ani FFA (Fist Fuckers of America), ani TAIL (Total Ass Involvement League; dosł. tail - ogon), ani MAFIA (Mid America Fists in Action). Tak szybki i wczesny rozwój podobnych stowarzyszeń jest sam w sobie dowodem, że fistfucking nie może być śmiertelnie niebezpieczny, a potencjalnie jest wręcz bezpieczniejszy niż takie techniki, jak bondage, chłosta, podduszanie czy piercing. Każda technika stosowana nieostrożnie i niefachowo może być niebepieczna, a nogę można złamać nawet pośliznąwszy się na mokrej podłodze we własnej łazience. Gorsze w skutkach może się okazać palenie papierosów lub nieuważne przechodzenie przez jezdnię.

Problemy z akceptacją, a przynajmniej otwartym mówieniem o FF biorą się z wciąż silnej w naszej kulturze tabuizacji męskiego odbytu. To ona ponosi winę za to, że męski homoseksualizm jako taki nie może liczyć na powszechną tolerancję. Wielkim krokiem naprzód jest uświadomienie masom, że majstrowanie przy odbycie nie jest domeną li tylko pedałów. Stosunki oralno-analne i genitalno-analne uprawia coraz więcej par hetero. Na Zachodzie przybywa kobiet uprawiających aktywny lub pasywny FF. Sprzyja to wychodzeniu tej techniki i związanej z nią społeczności z „mafijnego" półcienia.

Od FF najczęściej odstrasza obawa przed bólem. Jednak dokładnie ta sama obawa powinna odstraszać od zwykłego seksu analnego! Wiadomo, że jeśli zaufanie do partnera nie jest całkowite, nie ma komfortu psychicznego, przyczajona, nieufna podświadomość czuwa, parasympatyczny układ nerwowy nie pozwala odbytowi na rozluźnienie i ból jest nieunikniony. Przy FF działa ten sam mechanizm, reszta jest kwestią stopniowania trudności i elementarnej znajomości ludzkiej anatomii. Ogólna prawda jest taka, że przyjemności analnej mogą w pełni doznawać tylko ludzie niezestresowani, akceptujący siebie, swoje ciało i jego potrzeby, nie mający na tym tle kompleksów i innych neurotycznych zahamowań. Gdyby fistowanie było tak bolesne i samobójcze, jak je przedstawiają frustraci-zazdrośnicy, nie uprawiało by go tak wielu gejów, a nawet heteryków na całym świecie. Przy idącym w parze z maksymalnym zaufaniem maksymalnym rozluźnieniu wrażenia z fistingu przerastają wszystko, czego mężczyzna może doznać fizycznie na jakiejkolwiek innej drodze. Ceną jest pokonanie wysokiej bariery strachu, ale i nagroda nie może być wyższa.

Ostatni odcinek jelita grubego - prostnica - ma elastyczne, silnie umięśnione i unerwione ścianki, pełne rozciągliwych fałdek (fossa) i wyścielone śluzówką obficie wydzielającą śluz - wszystko po to, by ułatwić przemieszczanie się gówna. Istnieje zatem naturalne przystosowanie tej części ciała, mechaniczne i nerwowe, do rozciągania. Pokonanie oporu dwóch zwieraczy jest kwestią treningu przede wszystkim psychicznego. Przeszkodą obiektywną, anatomiczną, którą nie zawsze udaje się pokonać, jest miejsce, w którym prostnica skręca w bok, przechodząc w okrężnicę (esicę). Szturmowanie tego uchyłka musi być niezwykle delikatne, a fistujący musi dotykiem dokładnie go określić, aby nie doszło do perforacji esicy, która jest najczęstszym skutkiem fistingowej brawury.

Dłoń jest wprowadzana z palcami ściśle złączonymi, chodzi o to, by nadać jej kształt opływowy i aby stała się najwęższa jak to możliwe. Rozprostowanie palców nastąpi dopiero w jelicie, gdy będzie pewność, że ustąpiły ewentualne sensacje bólowe związane z rozbudzaniem odbytu. Może się zdarzyć, że opór i ból będą nie do przezwyciężenia, wtedy fistée (partner pasywny) ma prawo, a nawet powinien żądać usunięcia dłoni. Jednak nie wolno wycofywać się gwałtownie, bo może to sprawić jeszcze większy ból, a nawet spowodować uraz - dłoń wycofujemy w tym samym powolnym, delikatnym tempie, w jakim była wprowadzana, choćby nawet fistowany krzyczał i domagał się natychmiastowego wycofania. Można pasywa „wziąć na przetrzymanie" i pozostawić dłoń wewnątrz, a tylko wstrzymać ruch do chwili aż ból się rozwieje, a odbyt niejako zagustuje w wypełnieniu i będzie domagał się więcej (doświadczeni pasywi, którzy gros bodźców seksualnych odbierają dupą, doskonale znają to uczucie). Zarówno przy wprowadzaniu, jak i wycofywaniu dłoni, zanim odbyt się „rozgrzeje" i przestawi na zupełnie inną funkcję, niż spełnia na co dzień, strona pasywna może sobie pomóc głębokim, kontrolowanym oddechem przeponowym, który umiarowi tętno i uspokoi nerwy, jest to zresztą podstawowa technika jogi i medytacji.

Na podobieństwo czterech chodów konia (stęp, kłus, galop, cwał) wyróżniamy cztery „chody" dłoni w odbycie, z których dwóm nadano nazwy tańców towarzyskich popularnych kilkadziesiąt lat temu.

- twist: obracanie ręki wokół osi w tę i z powrotem, jak przy odkręcaniu zakrętki, ścianki jelita ocierają się o nadgarstek;

- schimmy: dłoń drży i wibruje w miejscu;

- piston (tłok): ruch posuwisto-zwrotny (najpopularniejszy), często z całkowitym wyjęciem dłoni i wkładaniem jej ponownie;

- bellows (miechy): otwieranie i zamykanie dłoni wewnątrz jelita.

Praktyki FF wymagają absolutnego zgrania obu stron, wielogodzinnych treningów przez miesiące i lata, dlatego zwolennicy tej formy seksu starają się zawierać trwałe przyjaźnie. Niewielu znajdziecie wśród nich amatorów znajomości na jeden wieczór, a jeśli widzicie FF-owców w klubach na slingach, to raczej rzadko są to przypadkowi partnerzy, przychodzą sprawdzone pary, które dodatkowo podnieca, gdy inni są świadkami ich sesji. Maksymalna intymność, jaką osiąga się w kontakcie FF, oraz trudność znalezienia partnera, z którym da się stworzyć idealny tandem, powodują, że dobrze dobrane pary FF są razem przez wiele lat i tworzą bardzo kochające się związki. Monogamia i wierność obserwowane są na scenie FF częściej niż na scenie gejowskiej w ogólności.

Uprawiający FF są często uniwersalni. Chcą poznać ten sport z obu perspektyw, to raz, a dwa - ci, którzy ostatecznie woleją być pasywni, lubią mawiać, że nie oddali by się z pełnym zaufaniem fisterowi, który sam nigdy nie był fistowany. Tylko ktoś, kto sam miał rękę w dupie, będzie wiedział, jak ją wsadzić drugiemu, by nie wyniknęło z tego nic poza przyjemnością.

O ile przyjemność fistowanego pasywa wydaje się czymś oczywistym, wielu pyta, na czym polega przyjemność aktywa, skoro potrafi on podjąć nawet wielogodzinny wysiłek fistowania, co wymaga niezłej siły mięśni. Otóż jest to przyjemność dominacji, przede wszystkim psychiczna. Bodźcująca jest również strona wizualna takiego aktu, a tylko fister ma pełny obraz swojej ręki zanurzonej po łokieć albo nawet po pachę w jelicie fistée. Fister ma świadomość ogromnej odpowiedzialności, jaka na nim spoczywa, oraz bezgranicznego zaufania, jakim obdarzył go partner, i to mile łechce jego męskie ego. Obserwowanie seryjnego orgazmu pasywa, najsilniejszego, jaki jest dostępny facetowi, może doprowadzić fistera do wytrysku spermy bez dotykania własnego chuja.

ZAGROŻENIA

1. Otarcie lub przerwanie śluzówki. Najczęściej nie wymaga leczenia, śluzówka regeneruje się sama w ciągu kilku godzin, najwyżej doby. Obecność krwi nie musi więc zaraz świadczyć o najgorszym. Jeśli uraz jest znaczny i otwierają się wrota dla infekcji, może być wskazanie do wzięcia antybiotyku. Przy przerwaniu śluzówki na szerszej powierzchni może zajść potrzeba zszycia. Przyczyny urazu: zbyt duży impet przy niecałkowitym rozluźnieniu odbytu, zbyt mała ilość żelu, nieprzycięte paznokcie lub inne chropowatości na dłoni fistera. Zaleca się przerwę w FF przez kilka-kilkanaście dni.

2. Perforacja jelita. Najpoważniejsza konsekwencja niefachowo wykonanego fistingu. Zianie do otrzewnej wymaga natychmiastowej operacji (laparotomii). Perforację rozpoznajemy po obecności krwi, bólu, spadku ciśnienia, utracie przytomności. Należy wezwać pogotowie i szczegółowo opisać przyczynę urazu, odrzucając ewentualny wstyd - ważniejsze jest zdrowie i życie partnera. Po zszyciu i kuracji antybiotykami wraca się do zdrowia.

3. Nietrzymanie kału, wypadanie odbytnicy. Wbrew potocznym wyobrażeniom, jest to powikłanie nadzwyczaj rzadkie.

Według „Social Injuries of the Rectum" (w:) Sohn et al., „The American Journal  of Surgery", 1977 - na 60 czynnych fistées tylko 11 kiedykolwiek doznało urazu, z czego 6 otarć śluzówki, z nich tylko 2 wymagało zszycia. 4 przypadki to były, niestety, perforacje w najbardziej typowym miejscu - najtrudniejszym do pokonania dłonią uchyłku okrężnicy. W 3 przypadkach wystarczyła rutynowa operacja plus anytbiotyki, tylko w jednym musiano zastosować kolostomię (sztuczny odbyt). Warto dodać, że wszystkie te 11 przypadków Lenox Hill Hospital w Nowym Jorku odnotował na przestrzeni 4 lat! To bardzo mały odsetek, a i tych urazów by nie było, gdyby partnerzy zachowali większą ostrożność.

ZABEZPIECZENIA

1. Fister musi mieć idealnie przycięte paznokcie, nie mogą one wystawać poza opuszki palców, brzegi powinny być gładko spiłowane.

2. Należy się zaopatrzyć w duże ilości żelu i nie żałować go! Nie wolno stosować żadnych kremów do rąk ani innych kosmetyków z substancjami zapachowymi.

3. Najlepiej powstrzymać się od wszelkich narkotyków, dla minimalnego rozluźnienia psychicznego wystarczy piwo lub inny lekki alkohol (w rozsądnych ilościach). Narkotyki są kwestią nieodłączną od FF. Istnieją dwie szkoły. Jedni biorą nie tylko środki znieczulające miesjcowo, ale też ogólnie się spidują. Inni uważają to za głupotę i twierdzą, że pełnię doznań płynących z FF można odbierać tylko bez znieczulenia ani odurzenia środkami działającymi na cały organizm. Jedno jest pewne: lepiej uprawiać FF bez udziału narkotyków, raz dla lepszego, w pełni świadomego odbierania bodźców, dwa - bez ryzyka, że naćpany fister wpierdoli rękę o centymentr za daleko, a równie naćpany fistée nie odczuje bólu, podczas gdy będzie już miał dziurę w otrzewnej. To oczywiście przesadzony obrazek, ale warto nie łączyć FF z narkotykami, przynajmniej na etapie uczenia się, pierwszych treningów, oswajania się z partner

4. Zachować ostrożność, wolne tempo penetracji, na głębszy ruch i rozwarcie palców decydować się tylko wtedy, gdy odbyt będzie na to w pełni gotowy. Partnerzy muszą bez przerwy porozumiewać się ze sobą - nie mogą mieć zahamowań jeśli chodzi o mówienie o tym, co robią. Najświętszą zasadą w FF jest „nic na siłę".

5. Oprócz niewielkiego procentu lubiących fistować nieoczyszczony odbyt, obie strony raczej woleją robić to na czysto. Dlatego większość pasywów dokładnie się iryguje przed sesją. Nie ma obawy, że taki zabieg pozbawi nas flory jelitowej w stopniu zaburzającym proces trawienia i wydalania. Nie jest więc konieczne branie preparatów witaminowych sprzyjających odtworzeniu flory, choć oczywiście też i nie zaszkodzi. Niestety, irygacja silnym strumieniem wody prowadzi do przekrwienia ścianek jelita i przewrażliwia je, dlatego sesja może się wtedy okazać zbyt bolesna. Należy obserwować swoje reakcje i ewentualnie zaniechać irygacji, jeśli to nie będzie przeszkadzało partnerowi aktywnemu. Irygacja zresztą w przypadku tak głębokiej penetracji nie zapewnia 100% czystości, bo sięga tylko na pewną głębokość, a fistowanie sprzyja obsuwaniu się mas kałowych z górnych partii okrężnicy. Rada zatem, by w przeddzień spodziewanej sesji nie obżerać się. Irygację należy przeprowadzać samą ciepłą wodą, bez żadnych detergentów (mydła), bo rozwalniają one treść jelitową, a nie chodzi nam przecież o klasyczną lewatywę.

6. FF to dosyć jednak „brudny" sport, dlatego trzeba przystosować pomieszczenie do sesji, usunąć wszystko, co mogło by się zabrudzić, rozłożyć folię na podłodze, mieć na podorędziu ligninowe ręczniki. Oprócz lejącego się obficie żelu może się bowiem także polać coś innego - pod wpływem stymulacji pęcherza moczowego, położonego bezpośrednio nad prostnicą, fistowany może bezwiednie się zesiurać, i należy to wkalkulować w przebieg sesji, to normalna reakcja organizmu. Nawet jeśli opróżnimy pęcherz przed sesją, to może ona przecież trwać kilka godzin, a wtedy zdąży się on powtórnie napełnić. Trudno zaś tracić czas na wycofywanie ręki, odwiązywanie pasywa od slingu, by poszedł się odlać. Sesja FF to symfonia, której nie należy przerywać, bo finałowy orgazm jest efektem powolnego ale nieprzerwanego narastania bodźców.

7. Sukces sesji FF zależy od: doświadczenia fistera, poziomu zaufania między partnerami, stanu fizycznego pasywa (ważne, by nie nadwrażliwił ścianek odbytu zbyt intensywną iryg

Od ponad dziesięciu lat dostarczamy Wam filmy i zabawki erotyczne, które zadowolą każdego.

Kontakt

  •  

    Adres: 60-857 Poznań
    Mylna 32/34A lok.2

  •  

    E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

  •  
    Tel.: +48-61-8427470
    Tel. kom.: +48-602-243891
Top
Ta strona używa plików Cookies. Proszę zapoznać się z celem ich używania i możliwościami zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Polityka prywatności. More details…