0
Łącznie : 0,00 zł
Twój koszyk jest pusty!
aktualizuj

Adam nr 1-2/2013

E-mail
Cena:
19,90 zł
Cena / kg:
Numer artykułu: A-159
W Magazynie
Array
Sposób wysyłki
Share:

Ten numer oddaliśmy do druku przed głośno zapowiadanym na 21 grudnia 2012 końcem świata, który miał rzekomo wynikać z urywającego się na tej dacie kalendarza Majów. Byliśmy jeśli nie pewni, to przynajmiej pełni nadziei, że sprawa okaże się nie więcej niż „kaczką archeologiczną” i wszyscy ten niedoszły kataklizm przeżyjemy, a Wy teraz, zdrowi i cali, czytacie te słowa – pierwsze, jakie kierujemy do Was w nowym roku. Obawiamy się, a raczej mocno wierzymy, że ten świat jeszcze trochę poistnieje, a wraz z nim „Adam”, jego (współ)twórcy i odbiorcy. Co prawda kryzys prasy papierowej, o którym tylo krotnie już wspominaliśmy, nie tylko trwa w najlepsze, ale wręcz się pogłębia (patrz chociażby spektakularny upadek papierowej wersji giganta, jakim przez 80 lat był amerykański „Newsweek”), jednak wciąż nie jesteśmy przekonani, że homeopatia, czyli w tym przypadku leczenie skutków cyfryzacji – cyfryzacją, była by, w każdym razie teraz i w Polsce, najwłaściwszym rodzajem terapii. Papierowe nakłady największych tytułów, jak np. „Polityki”, zmalały nawet o połowę, ale to wcale nie znaczy, że utraceni czytelnicy automatycznie przestawili się na elektroniczną wersję gazety – w przypadku „Polityki” pobór pliku z numerem, mimo że wzbogaconym o dodatkowe zdjęcia, animacje, prezentacje i linki, stanowi nie więcej niż 10 proc. sprzedaży. Tym bardziej nie powinniśmy oczekiwać, że elektroniczny „Adam” sprzedawał by się jak ciepła, świeża sperma prosto z chuja, nawet jeśli jego cena byłaby o dwie trzecie niższa od ceny egzemplarza papierowego z płytą DVD, odpadały by bowiem ogromne koszty: druku, tłoczenia płyty, foliowania, transportu i dystrybucji. Polacy w ogóle nie mają jeszcze – w swej masie – zdigitalizowanej mentalności, są przywiązani do tradycyjnej postaci książki i czasopisma oraz do twardych nośników obrazu i dźwięku. Najmłodsze zaś pokolenie, urodzone w Sieci, bezpośrednio z niej czerpie, legalnie lub nie, wszelkie interesujące je treści, nie płacąc za to kurwa ani grosza, jest więc jak najdalsze od wybulenia na elektroniczną gazetę choćby symbolicznej złotówki. Jeśli już wydawać kasę w necie, wtedy lepiej dokupić sobie transferu na takim np. Chomiku i zciągać co dusza zapragnie, a nie co panowie redaktorzy łaskawie w tym miesiącu zareglamentują. Tym bardziej że czego jak czego, ale wszelkiego (wyobrażalnego i niewyobrażalnego) rodzaju darmowej erotyki w Internecie naprawdę nie brakuje, możliwe nawet, że stanowi ona podstawę jego zasobów.

Ustosunkowując się zatem do sugestii niektórych Czytelników informujemy, że elektroniczny „Adam” to wciąż jeszcze pieśń niedalekiej może, ale jednak przyszłości. Na razie decydujemy się na półśrodek, czy może lepiej: złoty środek między ograniczeniami narzucanymi przez papier (ustalony format i objętość, nieinteraktywność) a nieskończoną pojemnością i interaktywnością Sieci. Otóż chcemy wrócić do praktykowanego już w przeszłości a zarzuconego zwyczaju dodawania bonusów do filmu na płycie towarzyszącej każdemu numerowi. Przede wszystkim będziecie otrzymywać mnóstwo dodatkowych zdjęć, które nie sposób upchnąć na kilku małych kartkach papieru. W tym numerze proponujemy dwie bogate galerie: zaległą z wrześniowego Folsom Europe w Berlinie oraz najnowszą z listopadowego Leather&Fetish Pride w naszym redakcyjnym klubie Dark Angels, z którego w numerze zamieszczamy krótką relację okraszoną tylko kilkoma zdjęciami na pobudzenie apetytu, który zaspokoić możecie dopiero wkładając płytę do komuptera lub odtwarzacza DVD. Zdjęcia można przeglądać w trybie slideshow lub plik po pliku w dowolnej przeglądarce komputerowej. W przyszłości na płytę będą trafiały także dodatkowe zdjęcia porno aktorów omawianych w dziale „Pornoelita”, opowiadania, których długość rozsadziłaby łamy papierowe, bonusowe wywiady i publicystyka wymagająca uzupełnienia interesującymi linkami, które zadziałają po najechaniu na nie myszą i wciśnięciu klawisza Ctrl. W tym ostatnim przypadku oczywistą przewagę będą mieli posiadacze komputerów, ale skądinąd wiemy, że nawet wśród naszych najstarszych czytelników stanowią oni już większość. Nie wykluczamy, że ten stopniowy proces (jesteśmy przeciwnikami zmian „rewolucyjnych”) doprowadzi w przewidywalnej przyszłości do redukcji części papierowej na rzecz rozbudowania części płytowej, co przyniesie miłą każdemu obniżkę ceny. Jak zawsze będziemy uważnie śledzić reakcje rynku i wsłuchiwać się w Wasze opinie.

Rok 2013 powinien zatem przynieść Wam nowe atrakcje, także na niwie klubowej. Tych, którzy jeszcze nie odwiedzili nas osobiście w Dark Angels, zapraszamy szczególnie 15-16 marca 2013 na trzecie już wybory Mistera Leather Poland, których gościem specjalnym i jednym z jurorów będzie superprzystojny Kilker Alcaraz, urzędujący Mister Leather Europe, facet z naszej okładki, z którym wywiad znajdziecie w tym numerze.

Bohaterem „Pornoelity” jest Nash Lawler, który zrobił karierę w gejowskim porno mając tylko 18 cm chuja w slipach i również niewybijający ponad statystykę wzrost 175 cm, ale te niedostatki nadrabia uroczą mordką, ciemno blond czupryną, niebieskimi oczętami, zjednującym uśmiechem, kulturystyczną sylwetką, a przede wszystkim tym, że jest heterykiem, który przez fazę curious (zaciekawienia eksperymentowaniem, w tym z własną pizdą, i urozmaiceniami w pierdoleniu) przeszedł na biseksualizm, w końcu kobiety zostawił sobie na prywatny deser, a przed kamerą pierdoli się tylko z facetami, od roli wyłącznego jebaka stopniowo przechodząc do dawania dupy.

Nash urodził się 21 grudnia 1984 w Boulder, niespełna 100-tysięcznym mieście leżącym 40 km na pn.-zach. od Denver, stolicy stanu Kolorado. 600-tysięczne Denver ma opinię jednego z najbardziej przyjaznych geją miast w tej części Stanów. Jest stolicą piwa, rodeo i sportowców, więc nic dziwnego, że w takiej atmosferze gejowie czują się super. Krótki przewodnik po najważniejszych denverskich gej klubach, siłowniach i sklepach uzupełniamy wspomnieniem niejakiego Stevena Carringtona, bohatera pamiętnej „Dynastii” dziejącej się właśnie w Denver.

Od początku istnienia „Adama” co pewien czas otrzymujemy zapytania i zgłoszenia od chłopaków, którzy chcieliby zagrać w gejowskim porno. Dominuje motyw zarobkowy, a pilna potrzeba kasy, jak wiadomo, potrafi zaślepić. Ci nieliczni, którym przyszło do głowy, że do oferty wypada dołączyć jakieś nagie fotki, najwidoczniej sądzą, że wystarczy jeżeli są młodzi i niegarbaci, a światowe wytwórnie przyjmą ich z pocałowaniem ręki i obsypią milionami euro, funtów lub dolarów. Artykuł „Zostań gwiazdą!” raczej przyprawi ich o rozczarowanie. Z prostego powodu: braku w Polsce firmy zajmującej się kręceniem „męskich filmów sportowych” przytaczamy wymogi rekrutacyjne niektórych porno wytwórni zachodnich.

Przed zimowymi opowiadaniami zawsze stoi ambitne zadanie rozgrzania zziębniętych chujów naszych czytelników:

„Kierowca autobusu”Zbliżał się koniec trasy. Miałem wysiąść na przedostatnim przystanku. Wysiadła tylko baba siedząca tuż za kierowcą. Moja dupa jakby przyrosła do siedzenia, nie mogłem ruszyć się z miejsca. Wreszcie autobus zbliżał się do pętli, która znajdywała się tuż przy lesie. Wcześniej oderwałem rozochocone dupsko od siedzenia i stanęłem przy środkowych drzwiach. Na pętli autobusowej nie otworzył moich drzwi, tylko te przednie przy kierowcy. W sumie byłem zadowolony, musiałem przejść obok niego. Nie patrzyłem się na niego idąc do wejścia. Wymięknełem bym i zaczełem się dziwnie zachowywać albo by miałem maślane oczka patrząc na niego. Gdy zbliżyłem się do drzwi, zamknoł je. Stałem jak sparaliżowany. Spojrzałem na niego, potem na jego krocze. Miał rozpięty rozporek, a chuja na wierzchu. Dwa wielkie jaja spoczywały na nachach obok kutasa. Widział moje zaskoczenie czy zażenowanie. Spojrzałem jeszcze raz w jego oczy. Wtedy się uśmiechnoł. Zaczęłem się śmiać. On też. To mnie trochę wyluzowało.

„Once black – never turn back”Początkowo Dayo i Mosi byli bardzo skrępowani i nie wiedzieli, jak się zachować. Najwyraźniej ten pierwszy powiedział drugiemu, co się ma stać. Ale nie uciekali, co uznałem za dobry znak. Nalałem po mocnym drinku – każdemu z nas. To znaczy – sobie nalałem zdecydowanie więcej toniku niż dżinu, chłopaką zaś odwrotnie. Podziałało. Po drugim drinku atmosfera sama się jakoś poprawiła, a nasi goście wyraźnie się rozluźnili. Po trzecim było już dobrze. Postanowiłem wreszcie zrealizować moje marzenie. Zaciągnęłem Dayo na nasze wielkie łoże, a Liam wzioł ze sobą Mosiego. Popchnęłem mojego Nigeryjczyka na łóżko i weszłem z nim w ślinę. Liam zrobił to samo ze swoim Murzynkiem.

„Rozkosze w termach”Przed wejściem do strefy saun obejrzałem się za siebie. Koleś z jacuzzi szedł za mną. Przed wejściem do saun można było wypożyczyć prześcieradło, to pomysł dla tych bardziej wstydliwych. Mnóstwo facetów kręciło się po korytarzu, z którego wchodziło się do różnych saun. Zrzuciłem kompielówki i owinęłem szybko prześcieradło wokół bioder. Wyglądałem zapewne komicznie, gdyż większość facetów paradowała bez żenady nago, z chujami na wierzchu. Nie wiedziałem, w  którą spojrzeć stronę, tak wiele było obiektów godnych pożądania. Jednym chuje zwisały, inne kutasy były w pół zwodzie. Były też sterczące. Te ostatnie najczęściej owinięte w prześcieradła. Nie wiedziałem, w którą stronę się udać. Każdy kierunek kusił czymś innym, inną rozkoszą. Niektórzy faceci dumnie paradowali ze stojącymi chujami i ocierali się nimi o podjaranych młodszych kolesiów.

„Sylwester w Wiedniu”Albert przestał „grę w bilard”, zeszedł ze mnie, stanoł przodem i przystawił kutasa do moich ust jak mikrofon. A że nie jestem dobry w mówieniu po włosku, otworzyłem japę i końcem języka zaczełem drażnić początek łba. Gdy mu porządnie stanoł drąg (a miał największego z nas wszystkich), zaczełem ciągnąć tego dzyndzla. Jądra też miał niezłe, swobodnie wiszące w ogolonym worze prawie do mojej grdyki. Po chwili jego kutas dobił do mego nochala. Zauważyłem, że Paweł i Franz dołączyli do naszej zabawy. Teraz wiedziałem, dlaczego kutas Alberta wyskoczył mi z japy. Paweł zaczoł posówać Włocha od tyłu. Po chwili poczułem rękę Franza na mojej ptaszynie.

No i najważniejsze: płyta z pornolem. Z nowym rokiem – z nowym studiem. Tego pewnie się spodziewacie, ale niestety niewiele jest wytwórni, które kręcą coś naprawdę ciekawego i oryginalnego, co zadowoliłoby zwłaszcza starych pornooglądaczy, znudzonych klasycznym oralem i analem. Dlatego w numerze styczniowo-lutowym 2013 pozostaniemy w kręgu zainteresowań studia Kink.com, które na tle wszechobecnej sztampy jawi się jako oaza pierdolenia pozwalającego nawet najbardziej wyrafinowanym geją wyżyć się do końca.

A jeśli kink.com, to fetysze i dominacja. Były zbiorowe gwałty i seks-zapasy – będzie wszechstronna obróbka jednego unieruchomionego cwela przez jednego pełnego pomysłów Mastera. Tego właśnie dotyczy trzeci gejowski dział w repertuarze tego studia, pod nazwą „Bound Gods”, czyli „Bogowie w pętach”.

Owe pęta czy więzy to nie jest dziwactwo dla dziwactwa. To najlepsza metoda, by zcwelenie było stoprocentowe. Niewolnika należy pozbyć wszelkiej możliwości samoobrony czy sprzeciwu. Musi zostać totalnie wydanym na łaskę i niełaskę Pana i może tylko modlić się w duchu, by Panowi nie strzeliło do głowy coś, co mogło by zagrozić zdrowiu jego szmaty. Na szczęście Masterzy prezentujący swoje umiejętności pod sztandarami Kink.com mają dużo nie tylko w slipach, ale i w głowach. Są rozsądni, ale fantazji im też nie brakuje. W idealnych dla S/M sceneriach – lochach, bunkrach, opuszczonych fabrykach z pozostałościami urządzeń przemysłowych – wyczyniają oni ze swoimi slave’ami prawdziwe cuda. Tu zobaczycie rzeczy, jakich dotychczas nie filmowało żadne gejowskie studio w dziejach. Zamknięcie w drewnianej skrzyni z otworem tylko na głowę i chuja, a potem zabicie jej gwoździami; wieszanie na ścianie głową w dół; chłosta przy wymyślnie skonstruowanym pręgierzu; przemiana cwela w jeża z pomocą szczypiących całe jego ciało klamerek; wyciąg analny polegający na przywiązaniu do insertu analnego lin i obciążenie ich dwoma wiadrami pełnymi wody; wreszcie podłączenie dilda do maszyny działającej jak elektryczny tłok, by pierdoliła cwela mocnymi kopami z idealnie regularną częstotliwością, dopóki Pan nie zlituje się i nie naciśnie wyłącznika – to tylko niektóre atrakcje, przy których będziecie się spierdalali w środku zimy!

 

Ogłoszenia niekomercyjne, czyli gdy szukasz na jebanie, kumpelstwo, związek, możesz przysyłać do „Adama” mailem: adam@softpress.pl oraz SMS-em lub MMS-em na numer 602 233 003 bez ponoszenia przez Ciebie żadnych opłat ponad tyle co normalnie płacisz za MMS-a lub SMS-a w swoim planie taryfowym, tak jak byś wysyłał do kolegi. Druk też jest oczywiście gratis. Zdjęcie do ogłoszenia (twarzy, chuja, dupy, na golasa, w gaciach itp.) dawaj albo w załączniku do maila, albo MMS-em. Zero cenzury treści, więc nadajesz na ful luziku, jedynie tylko bez klimatów pedo i zoo, reszta OK.

Ogłoszenia komercyjne, czyli gdy pierdolisz się za kasę, też przysyłasz tak samo, ale druk dopiero po otrzymaniu przelewu na nasze konto: Softpress, 28 1090 1362 0000 0001 0756 9671 albo przekazem na adres: Softpress, skr. poczt. 47, 60-957 Poznań 66 (w tytule przelewu podajesz „ogłoszenie”) - 90 zł za zwykłą czcionką lub 120 zł za pogrubioną czcionką w dowolnie wybranym kolorze.

Masz pytania albo nie jesteś pewien, czy ogłoszenie do nas dotarło i w którym numerze się ukaże – dzwoń bez problemu na podaną wyżej komurę pn.-pt. 10.00-17.00 albo spytaj SMS-em, to odpiszemy.

Daj ogłoszenie do „Adama” i poznaj nowych chłopaków! Nie wszyscy są w Internecie!

Od ponad dziesięciu lat dostarczamy Wam filmy i zabawki erotyczne, które zadowolą każdego.

Kontakt

  •  

    Adres: 60-857 Poznań
    Mylna 32/34A lok.2

  •  

    E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

  •  
    Tel.: +48-61-8427470
    Tel. kom.: +48-602-243891
Top
Ta strona używa plików Cookies. Proszę zapoznać się z celem ich używania i możliwościami zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Polityka prywatności. More details…