0
Łącznie : 0,00 zł
Twój koszyk jest pusty!
aktualizuj

Witkiewicz. Akt męski

E-mail
Cena:
23,00 zł
Cena / COM_VIRTUEMART_UNIT_SYMBOL_:
Numer artykułu: AL-73
W Magazynie
Share:

Jan Stanisław Witkiewicz od 1978 roku publikuje w miesięcznikach i tygodnikach kulturalnych. W 1981 roku osiadłw Szwajcarii i od tego czasu artykuły jego pióra ukazują się w prasie europejskiej. Od połowy lat osiemdziesiątych zamieszcza fotografie w prasie – głównie niemieckojęzycznej – jak również w publikacjach książkowych. W latach 1994-1998 związany z tygodnikiem „Wiadomości Kulturalne”, przez lata był felietonistą „Rzeczpospolitej”. Jest między innymi członkiem Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie z siedzibą w Londynie i Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Jan Stanisław Witkiewicz jest autorem licznych książek, które ukazały się w Polsce i w Szwajcarii.

Dlaczego wyjechał Pan do Szwajcarii?

– Z dość prostego powodu: na wiele miesięcy przed wprowadzeniem stanu wojennego obracałem się w kręgach rządowo-partyjnych i poprzez te znajomości dano mi do zrozumienia, że byłoby najlepiej, gdybym opuścił Polskę. W tym czasie wiele publikowałem, byłem tzw. „młodym, dobrze zapowiadającym się pisarzem”, ale miałem też niewyparzony język i naraziłem się kilku ważnym osobom. Zajęła się mną cenzura, która zakazała publikacji moich tekstów. Nieoceniona w tej sytuacji okazała się znajomość z Jarosławem Iwaszkiewiczem, który pomógł mi wykaraskać się z tych problemów. Dotarło do mnie jednak, że nic dobrego w tym kraju już mnie nie spotka, i wyjechałem do Szwajcarii, gdzie miałem już kilku dobrych znajomych.

Czy Pan już wtedy zajmował się fotografią?

– Tak, a moją ulubioną formą był wówczas portret. Po wyjeździe do Szwajcarii dalej zajmowałem się robieniem zdjęć. Ukazało się tam kilka moich publikacji i wziąłem udział w kilku zbiorowych wystawach. W pewnym momencie uświadomiłem sobie jednak, że jeśli do 30-ki nie zarobię tego przysłowiowego „pierwszego miliona”, to nie zarobię go nigdy, i zająłem się zarabianiem pieniędzy, w czym pośrednio pomógł mi stan wojenny. W pewnym momencie stałem się bowiem ekspertem od spraw polskich, a przede wszystkim od wewnętrznych relacji w kraju. Moje artykuły zaczęły ukazywać się na pierwszej stronie „Neue Zürcher Zeitung”. Dodatkowo w Szwajcarii gazety lokalne bardzo chętnie przedrukowują artykuły z wiodących tytułów. I nagle za jeden tekst pieniądze spływają z różnych miejsc, i robi się z tego spore honorarium.

Kilkalat temu wrócił Pan ponownie do Szwajcarii.

– Tak. Przebywałem jakiś czas w Polsce i współpracowałem m. in. z „Wiadomościami Kulturalnymi” aż do momentu, kiedy rząd Buzka wycofał się z dotacji dla gazety i ta padła. Wtedy wyjechałem ponownie do Szwajcarii, ale jak się okazało tylko po to, aby któregoś dnia na ulicach Berna uświadomić sobie, że nie mam nic wspólnego z ludźmi, którzy idą obok mnie, i podjąć ostateczną decyzję o powrocie do kraju.

I jak Pan się odnajduje w polskiej rzeczywistości?

– Bawi mnie to, chociaż miała ona spory wpływ na wydanie mojego albumu. Zwróciłem się z propozycją do kilku wydawnictw. Jedne odpowiedziały, że taki temat ich nie interesuje, a inne znane wydawnictwa stwierdziły, że decyzję podejmą dopiero po wyborach, bo jeśli wygra PiS, to ten pasztet nie jest nim potrzebny. Ta przedziwna sytuacja zdopingowała mnie do działania. W końcu trafiłem do Galerii w Willi Struvego w Warszawie, prowadzonej przez Marię i Andrzeja Ochalskich, którzy zadeklarowali, że chcą pokazać moje zdjęcia oraz wydać z nimi album. I rzeczywiście odbył się wernisaż, na którym pojawiło się wiele osób. Jedni byli zachwyceni, drudzy oburzeni, ale najbardziej podobała mi się reakcja prasy. Pojawiło się coś nowego bo ten album jest pierwszą tego typu publikacją w naszym krajuz czym do tej pory nie mieli do czynienia; nie mieli więcżadnego porównania i odniesienia, ponieważ polscy krytycy nie oglądają podobnych albumów wydawanych na świecie, a zresztądla nich akt męski w sztuce nie istnieje. Wyglądało to w ten sposób, że znane nazwiska (jeśli chodzi o krytykę sztuki) jakoś dały sobie radę, ale panienki z „Życia Warszawy” lub innych gazet, gdzie rotacja dziennikarzy jest olbrzymia, były oburzone i zniesmaczone. To spowodowało, że w związku z atmosferą wokół albumu i wystawy odmawiałem wywiadów. Z Panem mogę bez tej otoczki skandalu porozmawiać, ale o czym będę rozmawiał z oburzoną dziennikarką „Życia Warszawy”? Ona i tak jest z góry uprzedzona. Jej mąż lub kochanek leżący nagi w łóżku jest OK, ale zdjęcie nagiego mężczyzny powieszone na ścianie jest już nie do przyjęcia.

Bo może artysta, mężczyzna, który robi zdjęcia nagim modelom, jest z góry uważany za pedała?

– No właśnie. Dotknął Pan sedna sprawy. To typowo polskie szufladkowanie. Może wreszcie pora uświadomić krytykom, którzy tak myślą, że najpiękniejsze zdjęcia kobiet robią właśniegeje?

Pana modele nie pokazują twarzy. Czy to także w związku z polskimi realiami?

– Tak. Wielu moich modeli chciało pokazać twarz i takie zdjęcia mam w swoich zbiorach, ale zdecydowałem się nie pokazywać ich w albumie. Podejrzewam bowiem, że nie zdawali sobie sprawy z konsekwencji pokazania twarzy. Nie ma w nim też na przykładpary przytulających się mężczyzn, ponieważspołeczeństwo w tym kraju nie jest gotowe na konsumowanie tego typu sztuki. To, co przedstawiłem, to najbardziej klasyczne z klasycznych aktów. Mam jednak propozycję zorganizowania wystawy w Berlinie i tam zaprezentuję zupełnie inny zestaw zdjęć, których w Polsce nie pokażę.

Ile wystaw w Polsce udało się Panu do tej pory zrealizować?

– Tylko tę w Willi Struvego i nie wiem, czy mam ochotę organizować w Polsce jakąkolwiek kolejną wystawę. Ten album nie jest sztuką gejowską. Nie pójdę więc do żadnego gejowskiego klubu z prośbą, aby powiesili moje zdjęcia na ścianach, a z drugiej strony nie chcę uczestniczyć w ograniczeniach, jakie narzuca nam polska rzeczywistość i strach osób prowadzących galerie. Pokażę swoje zdjęcia w kraju, gdzie krytyk nie będzie się zastanawiał nad tym, czy ten kutas ma 15 czy 25 centymetrów i czy to nie jest przypadkiem pornografia. Jeśli ktoś uważa, że akt męski nie może być sztuką, a jedynie gołą męską dupą lub kutasem, to ja życzę mu powodzenia, ale mam możliwość pokazania tych zdjęć w bardziej cywilizowanych miejscach.

Proszę sobie wyobrazić, że we Wrocławiu przed uniwersytetem znajduje się piękna rzeźba nagiego szermierza. Ten facet stoi tam kilkadziesiąt, a może kilkaset lat. Nagle pewnym politykom przestała się ta rzeźba podobać, bo przecież tamtędy przechodzą dzieci i widzą tego maleńkiego kutasa. Dzisiaj nie chcą widzieć nagich facetów w galeriach, jutro zaczną ściągać z ulic rzeźby z odrobiną nagości, a lada moment wejdą też do muzeów i zaczną decydować, które obrazy mogą wisieć, a które nie. Najgorsze jest to, że Polacy spokojnie na to patrzą i godzą się z tym. Wracamy do średniowiecza. Będzie ciekawie.

Z jednej strony nie chce Pan zostać zaszufladkowany i prezentować swoich prac w klubach gejowskich, ale z drugiej wydaje Pan album z nagimi mężczyznami.

– I dlatego jestem gejem? Coś Panu powiem. Już krótko po przyjeździe do Szwajcarii myślałem o wydaniu albumu z aktami, ale obawiałem się właśnie zaszufladkowania. Później pomyślałem, że pejzaży i portretów można zrobić miliony i nikt tego nie zauważy, no a kiedy będąc już w Polsce dowiedziałem się, że z wydaniem albumu trzeba zaczekać na wynik wyborów, to sprawa była przesądzona.

A czy Pan osobiście miał jakieś nieprzyjemności z tytułu tej wystawy i albumu?

– Nie. Oberwało się tylko zdjęciom.

Może dlatego, że jako doświadczony dziennikarz mógł się Pan dotkliwie odgryźć...

– Wie Pan... Nigdy bym tego nie zrobił. W pałacyku w Radziejowicach, gdzie spotykali się ludzie kultury, całe tygodnie przegadałem z Waldorffem i on zawsze powtarzał, że kiedy go osobiście atakowano, to nigdy na takie ataki nie reagował: „Nie widziałem, nie słyszałem, nie czytałem” – powiadał. To oczywiście wrogów doprowadza do wściekłości.

Miał Pan szczęście poznać Jerzego Waldorffa, ale według mnie trochę szkoda, że o jego homoseksualności powiedziano głośno dopiero po śmierci tego tytana kultury.

– Nie będę tego oceniać, ale było jednak coś drażniącego w tym, że niemal do końca swoich dni utrzymywał, że jego wieloletni partner to przygarnięty ubogi krewniak. Waldorff miał już przecież taki wiek i taką pozycję, że nic nie można było mu zrobić. Zastanawiałem się, jak czuł się z tym jego partner. A przecież nie musiało tak być. Proszę zwrócić uwagę, że w mojej książce o Witoldzie Grucy, która jest wywiadem-rzeką, on w pewnym momencie zaczyna zupełnie otwarcie mówić o swoim homoseksualizmie oraz wieloletnim związku.

Wspomniał Pan dwie wielkie postaci środowiska gejowskiego w Polsce: Jerzego Waldorffa oraz Jarosława Iwaszkiewicza. Czy homoseksualizm miał wpływ na ich twórczość?

– W przypadku Waldorffa nie miało to żadnego znaczenia. To, czy był gejem, czy nim nie był, nie ma znaczenia dla tego rodzaju twórczości. W przypadku Iwaszkiewicza miało to zaś znaczenie zasadnicze. Dopiero teraz historycy literatury otwarcie mówią i piszą na ten temat. Wszyscy czekamy w napięciu na opublikowanie w całości dzienników Iwaszkiewicza.

Rodzina Iwaszkiewicza pewnie nie dopuści do tej publikacji.

– Dopuści. Córka Iwaszkiewicza otwarcie mówi o homoseksualizmie swojego ojca,na przykład o kontaktach z Karolem Szymanowskim. Dzienniki czekają tylko na druk i według mojej wiedzy nie będzie w nich żadnych skrótów.

Czy to jest dobry przykład uczestnictwa gejów w życiu kulturalnym, takiego, o jakim mógłby Pan powiedzieć, że nikogo nie szufladkuje?

– Absolutnie tak. Szczególnie w przypadku Iwaszkiewicza. Jeśli ktoś chce być dobrym artystą, powinien być otwarty na świat zewnętrzny. Zamykanie się w getcie bardzo ogranicza. Także życie towarzyskie nie powinno ograniczać się tylko do jakiegoś zamkniętego grona. Natomiast nie chcę przez to powiedzieć, że życie Iwaszkiewicza: żona, dzieci, szofer – to jakiś chwalebny wzór do naśladowania.

Wróćmy do wystawy i albumu. Czy na wystawie pojawiło się wiele osób ze środowiska gejowskiego?

– Podejrzewam, że nie, chociaż opieram się na tym, co opowiadali mi właściciele galerii. Wcale mnie to jednak nie dziwi, ponieważ interesowałem się tym jako pewną specyfiką polskiego środowiska gejowskiego, które niczym nie jest zainteresowane i któremu nic nie chce się robić. Na Zachodzie te środowiska są tak prężne, że nie pozwalają o sobie zapomnieć ani na chwilę. Proszę zwrócić uwagę, ile wychodzi tam pism środowiskowych, ulotek, przewodników, reklam, ile albumów znajduje się w tamtejszych księgarniach! W Polsce tego nie ma, a w zamian funkcjonuje jakieś dziwne gejowskie getto. Zdecydowana większość gejów czuje się jednak w tym getcie znakomicie. Może tutaj leży przyczyna zamknięcia gejów na kulturę szerszą niż pisma porno i kluby na dzwonek?Na Zachodzie jest zupełnie inaczej i tamśrodowiska gejowskie nie izolują się tak bardzo od reszty społeczeństwa. Tymczasem ten rodzaj zabawy jest właściwy dla dwudziestoparolatków i taki też przekrój wiekowy można chyba spotkać w polskich dyskotekach dla gejów. Ta reszta środowiska nie wymyka się statystykom, a za to należy do aktywnych twórców oraz odbiorców kultury. Wygląda na to, że w Polsce jest sielanka i geje po 30-ce już wszystko osiągnęli, niczego nie chcą oraz mają stałych partnerów.

Skoro poruszyliśmy specyfikę polskiego środowiska gejowskiego, to pozwolę sobie zapytać, w jaki sposób znalazł Pan modeli do swoich zdjęć i czy byli wśród nich geje?

– Mam asystenta, który poprzez ogłoszenia lub przypadkowe spotkania pozyskiwał modeli. W tej chwili kandydaci zgłaszają się przez mojąstronę internetową witkiewicz.com.pl Oczywiście musiałem w związku z tym zaostrzyć kryteria, bo ja też jak spojrzę w lustro, to uważam, że jestem piękny. (śmiech) Zresztą wie Pan, jest w tym jakiś fenomen, że niektórzy pięknie zbudowani i przystojni faceci nie nadają się na modeli, ponieważ kamera ich nie lubi, a z kolei chłopak, który wygląda przeciętnie, może doskonale wyjść na zdjęciach. Jest jeden model, który mnie fascynuje. Znakomicie się porusza, przybiera fantastyczne pozy przed obiektywem i, mówiąc trywialnie, „kamera go lubi”. Mam projekt, aby zrobić serię zdjęć tylko z nim, być może wykorzystam też do sesji jego kilkuletniego syna. To wspaniała sytuacja, kiedy przedstawia się mężczyznę w intymnej relacji z synem. Ale w tym kraju trzeba uważać, bo jak się robi zdjęcia facetom, to jest się gejem, a jeśli zrobi się zdjęcia mężczyźnie i dziecku, to można zostać posądzonym o pedofilię. Dlaczego więc tutaj nie mieszkać, skoro jest tak zabawnie?

Czy wśród moich modeli byli geje? Tak, ale znacznie lepiej pracuje mi się z heteroseksualistami. Może trochę przesadzę, ale z gejami jest tak, że ta przekrzywiona rączka zawsze gdzieś na zdjęciach wyjdzie. Jak ma zrobić półobrót bez ruszania głową, to natychmiast ją wykrzywia. Jeśli zaś ją przechyli, to zmienia się linia kręgosłupa i tak dalej. Wydawałoby się, że geje powinni mieć łatwość w „obchodzeniu się” ze swoim ciałem, a tymczasem jest wprost przeciwnie. Heteryk bez skrępowania zrzuca ciuchy i pozuje. Z gejem trzeba swoje odczekać, wypić razem kawę, porozmawiać, zrobić atmosferę. Przyznam, że szkoda mi trochę czasu na takie zabiegi. Znalezienie modeli wartych fotografowania jest trudne.

Gej może pozować dla przyjemności, a heteryk chyba wyłącznie dla pieniędzy?

– Nie zawsze. Pozowanie do sesji nie jest przecież sprawą codzienną i można to robić dla korzyści niematerialnych. Niektórzy robili to po prostu z ciekawości. Większość osób fotografowanych chce mieć zdjęcia z takiej sesji, ale ja ich nie udostępniam. Mogę za to wykonać dodatkową sesję specjalnie dla modela. Oczywiście wszystkie zdjęcia z sesji prezentuję modelowi i ten ma prawo odrzucić każde z nich bez uzasadnienia. Model musi mieć do mnie pełne zaufanie.

Czy mężczyzna potrafi lepiej fotografować ciało mężczyzny niż kobieta?

– Jest takie przekonanie, że większość twórców aktu męskiego to mężczyźni, a wśród nich niemal wszyscy są gejami, co oczywiście jest kompletną bzdurą. Nie widzę żadnych zależności między płcią, seksualnością a fotografią. Chociaż w przypadku zdjęć, które ja robię, czarno-białych z grą światła, ciało mężczyzny jest znacznie lepszym obiektem od ciała kobiety.

Czy wyda Pan kolejny album z męskimi aktami?

– Nie sądzę, abym się na to zdecydowałw tym kraju, ponieważ chcę, aby moja praca była oceniana przez pryzmat artystyczny, a nie z perspektywy nagości i skandalu. W Polsce rozebrany mężczyzna stanowi jakiś niebywały problem i z całą pewnością nie jest uważany zasztukę. Naga kobieta może być sztuką, ale nagi facet to już wulgarna pornografia.

Jan Stanisław Witkiewicz, Akt męski, Galeria w Willi Struvego, Warszawa 2006

Od ponad dziesięciu lat dostarczamy Wam filmy i zabawki erotyczne, które zadowolą każdego.

Kontakt

  •  

    Adres: 60-857 Poznań
    Mylna 32/34A lok.2

  •  

    E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

  •  
    Tel.: +48-61-8427470
    Tel. kom.: +48-602-243891
Top
Ta strona używa plików Cookies. Proszę zapoznać się z celem ich używania i możliwościami zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Polityka prywatności. More details…