0
Łącznie : 0,00 zł
Twój koszyk jest pusty!
aktualizuj

Historia Alejandra Mayty

E-mail
Cena:
29,00 zł
Cena / COM_VIRTUEMART_UNIT_SYMBOL_:
Numer artykułu: KS-21
W Magazynie
Share:

Klientów naszego sklepu niekoniecznie zainteresuje komunistyczne podziemie w Peru lat 50. XX w., działalność śmiesznych kilkunasto-kilkudziesięcioosobowych partyjek trockistowskich rojących o zbrojnym zamachu stanu i organizujących gniazda oporu w andyjskich wioskach na niecały rok przed zwycięstwem analogicznych sił Fidela Castro na Kubie. (Partyjki radykalnie lewicowe zawsze są kameralne, nikomu nie znane zaczynają i kończą żywot na marginesie sceny politycznej, wchłaniane przez ugrupowania choć trochę od nich liczebniejsze, jak polski Nurt Lewicy Rewolucyjnej, w latach 90. czterdziestokilkuosobowy – w skali całego kraju! – klubik towarzyski, który w 2006 w obronie przed samozagładą dobrowolnie zasilił szeregi Nowej Lewicy Piotra Ikonowicza).

A jeśli powiemy, że jeden z członków takiej partyjki – Robotniczej Partii Rewolucyjnej – jest pedałem (tłumaczka konsekwentnie trzyma się tego terminu, jedynego adekwatnego do peruwiańskich realiów roku 1958, gdy nawet w USA nikt nie przewidywał międzynarodowej kariery słowa „gay” w jego użyciu rzeczownikowym)? Czterdziestotrzyletnim, świadomym swej natury pedałem, oczywiście ukrywającym się, przez krótki czas nawet pod spódnicą epizodycznej żony, nie do tego jednak stopnia, by nie ulegać męskim wdziękom swoich dwudziestoletnich towarzyszy partyjnych – chłopców, którzy mogliby być jego synami – zwłaszcza gdy w parną letnią noc taki dajmy na to Anatolio nocuje na jego kwaterze, leżąc obok niego z nagim torsem na wąziutkim łóżku. (Natychmiast przypomina się Bruno Jasieński, który w odróżnieniu od Gałczyńskiego bardziej niż żonę i córkę – tu: syna – ukochał na starość głoszenie komunizmu bez koszuli, przy ognisku w jurcie, równie jak on półnagim, smagłym, pięknym i młodym Tadżykom):

– Uspokój się, bracie – odezwał się do niego Anatolio, wyciągając rękę i klepiąc go po nodze. Mayta skulił się, jakby zamiast przyjaznego dotknięcia poczuł silny cios. – Dzisiaj na zebraniu Komitetu, kiedy argumentowałeś, że trzeba przejść do działania, bo jak długo jeszcze można tracić czas, poruszyłeś nas do głębi. Nigdy nie słyszałem, żebyś mówił w taki sposób, z głębi serca. Myślałem: „Jedźmy w góry od razu, natychmiast. Na co jeszcze czekać?”. Czułem ucisk w gardle, przysięgam.

Mayta odwrócił się z wysiłkiem w jego stronę i na niewyraźnym tle półek z książkami ujrzał profil Anatolia, jego kędzierzawe włosy, gładkie czoło, śnieżnobiałe zęby i lekko rozwarte usta.

– Zacznijmy nowe życie – szepnął. – Wyjdźmy z podziemia na otwartą przestrzeń. Zamiast spiskować w garażu i kawiarni, będziemy pracować wśród ludu i zadawać ciosy wrogowi. Wejdźmy w lud, Anatolio.

Jego twarz dotykała prawie nagiego ramienia chłopaka. Wciągnął nosem mocny, zwyczajny zapach ludzkiej skóry i poczuł mdłości. Podkurczone nogi dotykały kolanami nogi Anatolia. W półmroku Mayta ledwie widział teraz jego nieruchomy profil. Czy miał otwarte oczy? Jego pierś unosiła się w regularnym oddechu. Wyciągnął powoli wilgotną i drżącą prawą rękę i przesunąwszy ją po omacku, zatrzymał na jego spodniach.

– Pozwól mi to rozpiąć – wyszeptał omdlewającym głosem, czując, że płonie mu całe ciało. – Proszę cię, Anatolio.

– Wreszcie, została nam jeszcze jedna sprawa, której dotąd nie poruszaliśmy, choć trzeba to zrobić, jeśli chcemy wszystko gruntownie omówić – wzdycha senator Campos, rzec by można, ze smutkiem. –Wie pan, oczywiście, że Mayta był zboczony.

– W naszym kraju często oskarża się o takie rzeczy przeciwników. Trudno je jednak udowodnić. Czy pozostaje to w jakimś związku ze sprawą Jaujy?

– Owszem, bo to był prawdopodobnie ten haczyk, jaki na niego mieli – dodaje senator. – Dzięki temu mogli przycisnąć go do muru i zmusić do współpracy. Jego pięta achillesowa. Wystarczy, że raz się ugiął. Cóż innego mu pozostało? Musiał kolaborować.

– Wiem od Moisesa, że się ożenił.

– Wszystkie pedały się żenią – śmieje się senator. – To najlepszy kamuflaż. Jego małżeństwo nie tylko było oszustwem, lecz także kompletną katastrofą. Ledwie się zaczęło, już się skończyło.

Rozpoczyna się posiedzenie senatorów lub deputowanych, bo z sali dobiega odgłos uderzających o pulpity teczek i słychać pojedyncze słowa, mocniej wymawiane przez mówców. Kawiarnia pustoszeje. Senator Campos mruczy: „Przedstawimy ministrowi interpelację. Izba zażąda od niego, by odpowiedział wreszcie jednoznacznie, czy obce wojska wkroczyły na terytorium kraju”. Nic jednak nie wskazuje, by się spieszył. Mówi dalej, zachowując ten sam ton naukowego obiektywizmu, który maskuje jego niechęć.

– Może tu właśnie trzeba szukać wyjaśnienia – zastanawia się, obracając w palcach fifkę. – Czy można zaufać homoseksualiście? Przecież to ktoś niepełny, zniewieściały, podatny na wszelkie słabości, ze zdradą włącznie.

Zapaliwszy się do tego tematu, zostawia na boku Maytę oraz wydarzenia w Jauja i tłumaczy mi, że homoseksualizm jest ściśle związany z podziałem na klasy społeczne i z kulturą mieszczańską. Bo dlaczego nie ma prawie homoseksualistów w krajach socjalistycznych? To nie przypadek. Ludzie są tam mniej rozwiąźli i wcale nie z powodu klimatu właściwego dla tamtej szerokości geograficznej. Szkoda, że kraje socjalistyczne pomagają organizacjom wywrotowym w Peru, bo w tamtejszych społeczeństwach jest wiele rzeczy godnych naśladowania. Nie ma kultu próżniactwa, pustki duchowej, niepewności egzystencjalnej, tak typowej dla mieszczuchów, którzy nie są nawet pewni płci, z jaką przyszli na świat. Wszyscy odchyleni są nieokreśleni. Nieźle się zrymowało, co?

– Jak ci nie wstyd, Mayta? – usłyszał jego głos. – Jak ci nie wstyd wykorzystywać, że jesteśmy przyjaciółmi, że jestem u ciebie w domu?

Anatolio siedział na brzegu łóżka z łokciami opartymi na kolanach; rękoma podpierał podbródek. Oleiste światło padające przez okno rzucało ciemnozielonkawą poświatę na gładką skórę jego pleców, pod którą wyraźnie zaznaczały się żebra.

– Wstyd mi – mruknął Mayta. Mówił z wysiłkiem. – Zapomnij o tym, co się stało.

– Myślałem, że naprawdę jesteśmy przyjaciółmi – powiedział chłopak łamiącym się głosem, cały czas odwrócony do niego plecami. Przechodził od wściekłości do pogardy i znowu do wściekłości: – Jak mogłeś, psiakrew, tak mnie zawieść?! Myślałeś, że jestem pedziem?!

– Wiem, że nie jesteś – wyszeptał. Żar, który czuł przed chwilą, ustąpił miejsca przenikającemu go na wylot chłodowi: usiłował pomyśleć o Vallejosie, o Jaujy, o pełnych oczyszczającego uniesienia dniach, które miały nadejść. – Nie każ mi czuć się jeszcze podlej, niż się czuję.

– A myślisz, cholera, że jak ja się teraz czuję?! – krzyknął Anatolio.

Poruszył się, wąskie łóżko zaskrzypiało i Mayta pomyślał, że chłopak zaraz wstanie, wciągnie koszulę i wyjdzie, trzaskając drzwiami. Łóżko jednak przestało skrzypieć, a naprężona powierzchnia pleców pozostała bez ruchu.

– Wszystko spieprzyłeś, Mayta. Jesteś strasznym chamem. Dobry moment sobie wybrałeś, nie ma co. Dzisiaj, właśnie dzisiaj.

– Przecież nic takiego się nie stało – szepnął Mayta. – Nie bądź dzieckiem. Mówisz tak, jakbyśmy obydwaj umarli.

– Ty dla mnie umarłeś dzisiejszej nocy.

Szlachetny patos dziewiczego komsomolca szybko jednak ustąpi potrzebie nowej, niespodziewanie doznanej przyjemności. Krótko później Anatolio sam przyjdzie do Alejandra z prośbą: „Weź go do ust”.

Llosa bezlitośnie rozprawia się z dobrze nam znanymi mitami i uprzedzeniami na temat homoseksualizmu, jak np. że jest to przejaw burżuazyjnej zgnilizny moralnej i skutek przesytu doświadczeniami seksualnymi, zatem nieobecny lub prawie nieobecny w zdrowym społeczeństwie socjalistycznym. Zadaje do dzisiaj, a zwłaszcza w Polsce ważne pytanie: czy homoseksualiście można zaufać?; czy gej może być patriotą, dobrym posłem, radnym, działaczem partyjnym i związkowym, wiarygodnym i skutecznym reprezentantem interesów ludności w najwyższych instytucjach państwowych? W przekonaniu komilitonów Mayty, a i współcześnie większości Polaków – zdecydowanie nie, bo jako istota rozchwiana psychoseksualnie, „niemęska”, gej jest podatny na zastraszenie, szantaż i łatwy do skaptowania w charakterze kapusia, wtyczki, agenta. O agenturalność posądzany jest przez swoich towarzyszy także Mayta, tylko ze względu na słuchy chodzące o jego „zboczeniu”. Czy nie z tego samego założenia wychodziła również peerelowska milicja, urządzając w połowie lat 80. akcję „Hiacynt” z nadzieją pozyskania większej liczby zaszantażowanych zdemaskowaniem TW Pedziów, z których pomocą miano dotrzeć do kluczowych postaci solidarnościowego podziemia?

Wyprzedzając epokę zaawansowanych ruchów równościowych i queerowych, Llosa stawia w 1984 roku, w rekonstrukcji rozmowy Mayty z jego chwilową, parawanową eksżoną Adelaidą, znak równości między rewolucją socjalistyczną, proletariacką a rewolucją gejowską. Ta prawdziwa, niezakłamana lewicowość oznacza bowiem dążność do zrównania wszystkich ludzi pod względem wszystkich parametrów społecznych, bez względu na niezawinione uwarunkowania naturalne:

Dlatego chcę zrobić inną rewolucję. (...) Nie chcę rewolucji połowicznej, chcę rewolucji prawdziwej, obejmującej wszystko. Chcę, żeby zniosła całą niesprawiedliwość i żeby nigdy z żadnego powodu nikt nie musiał się wstydzić tego, kim jest.

W naszej części Europy do ideałów peruwiańskiego trockisty sprzed 50 lat lewica dorosła dopiero po obaleniu tzw. komunizmu, a może wręcz w ciągu ostatnich kilku lat?

Mayta miał szczęście (lub nieszczęście) podczas jednego z dwóch czy trzech jako tako odbytych z żoną stosunków spłodzić syna. Adelaida uniemożliwia mu widywanie potomka, tak jak i dziś to czynią „oszukane” żony gejów,  którzy zdecydowali się żyć w zgodzie ze swoją naturą. Prawdę o mężu odkryła w ten sam sposób, w jaki prawdę o swoim odkryje ponad dwadzieścia lat później młoda żona Ennisa del Mar w „Tajemnicy Brokeback Mountain”: widząc z okna, jak mąż na pożegnanie (w „Brokeback” na powitanie) obejmuje się i całuje z facetem, tu dodatkowo kładąc mu rękę na rozporku. (Pomysły genialne w swej prostocie nie starzeją się). Jest przerażona, podejmuje decyzję o rozstaniu z pedałem mimo ciąży. Przyjmuje oświadczyny dawnego adoratora pod warunkiem, że weźmie ją razem z mającym się urodzić dzieckiem. Maycie doradza leczenie modnymi wtedy elektrowstrząsami. Ten odmawia, bo chociaż nie jest mu łatwo żyć jako pedałowi w skrajnie homofobicznym, przeżartym ciemnotą społeczeństwie peruwiańskim lat 50., ma jakąś wyższą świadomość, że jego przypadłość nie jest nienormalna ani zła:

Wstydziłem się i wstydzę nadal, nadal czuję się z tego powodu jak śmieć. (...) Nadal uważam, że to przekleństwo mojego życia. [Ale] chcę być tym, kim jestem. Jestem rewolucjonistą i mam platfusa. Jestem też pedałem i chcę być nim nadal. Trudno to wytłumaczyć. W naszym społeczeństwie istnieją pewne reguły i uprzedzenia. Wszystko, co do nich nie pasuje, wydaje się nienormalne, przestępcze lub chore. Ale to społeczeństwo jest chore i wyznaje idiotyczne poglądy. Widzisz, dlatego właśnie potrzebna jest rewolucja.

Amerykański ruch LGBT, wzorcowy dla takich ruchów we wszystkich krajach świata, wyrazi to potem w zgrabnej dewizie: „To nie homoseksualista jest nienormalny, ale otoczenie, które go takim postrzega”. Nakreślona przez przyszłego noblistę w początkach lat 80. sylwetka lewicowego geja walczącego o uznanie przez świat jego prawa do bycia sobą jest do dziś żywym wzorem parenetycznym dla młodych, emancypujących się społeczności LGBT, takich jak polska, i znakomicie dowodzi noblowskich kwalifikacji Llosy, który w swej psychologicznej przenikliwości tak precyzyjnie wyprorokował ideową istotę przyszłych dekad walki toczonej pod tęczową flagą na całym świecie.

Akademia Szwedzka przyznając Llosie literacką Nagrodę Nobla w 2010 za m.in. „wyraziste obrazy oporu, buntu i porażek jednostki” miała niewątpliwie na myśli, last but not least, jego porywającą „Historię Alejandra Mayty”. Wydana po polsku po raz pierwszy w 1991 przez wydawnictwo Tenten, książka przeszła bez echa w dopiero konstytuującym się, zwłaszcza wokół wydawanego przez Softpress miesięcznika „Inaczej”, gejowskim środowisku czytelniczym. Wznowiona w 2001 przez poznański Rebis w ambitnej serii z Salamandrą nie przyczyniła się do wzrostu zainteresowania Llosą poza kręgiem odwiecznych wielbicieli, których fascynacja pisarzem datuje się najpóźniej od wydanych przez potężny za PRL-u, a od kilku lat dogorywający PIW „Pantaleona i wizytantek” (1978). Elegancka ponoblowska edycja Znaku, w twardej oprawie, ma szansę utorować tej powieści, z pozoru tylko niszowej i marginalnej w dorobku Llosy, drogę do przynajmniej naszej, gejowsko-lewicowej świadomości literackiej.

Pomijając treści nader ważkie z punktu widzenia współczesnej nadbudowy ruchu LGBT, powieść jest majstersztykiem narracji. Tytułowa historia Mayty, z rozbudowanym epizodem zbrojnym z 1958 roku, jest opowiadana ustami pamiętających go sprzed ćwierćwiecza towarzyszy broni, ciotki, byłej żony, krewnych jego przyjaciela Vallejosa, poległego we wspomnianej akcji rewolucjonistów w miejscowości Jauja. Rozmawia z nimi narrator, kolega Mayty ze szkoły prowadzonej przez salezjanów, dziennikarz i tłumacz Agence France Presse. Postanowił odszukać dawnego przyjaciela, z którym za szkolnych lat czytywał „Hrabiego Monte Christo”, oraz jak najwierniej zrekonstruować jego życie. Powstaje biografia mówiona, na granicy prozy i reportażu, przypominająca filmy dokumentalne, w których o sławnym zmarłym opowiadają jego krewni, przyjaciele i współpracownicy. Llosa po mistrzowsku przerzuca pałeczkę narracji pomiędzy różnymi postaciami i planami czasowymi: sytuacje wspominane przez danego rozmówcę są niejako inscenizowane na podobieństwo policyjnej rekonstrukcji zdarzeń, główny bohater raz przemawia ustami swoich świadków z lat 1982-1983, już za chwilę własnymi – tymi z 1958 roku. Szybko przyzwyczajamy się do tego pozornego chaosu, by równie szybko odkryć w nim metodę pisarską dostępną tylko największym mistrzom pióra. Dość stwierdzić, że jeśli „Historia Alejandra Mayty” jest przykładem zbeletryzowanej literatury faktu, to np. nasza Hanna Krall niewiele w tym gatunku osiągnęła.

_______________

Mario Vargas Llosa, Historia Alejandra Mayty (Historia de Mayta), tłum. Ewa Zaleska, Znak, Kraków 2011

Od ponad dziesięciu lat dostarczamy Wam filmy i zabawki erotyczne, które zadowolą każdego.

Kontakt

  •  

    Adres: 60-857 Poznań
    Mylna 32/34A lok.2

  •  

    E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

  •  
    Tel.: +48-61-8427470
    Tel. kom.: +48-602-243891
Top
Ta strona używa plików Cookies. Proszę zapoznać się z celem ich używania i możliwościami zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Polityka prywatności. More details…