0
Łącznie : 0,00 zł
Twój koszyk jest pusty!
aktualizuj

Śmierć w darkroomie

E-mail
Cena:
29,00 zł
Cena / COM_VIRTUEMART_UNIT_SYMBOL_:
Numer artykułu: KS-05
W Magazynie
Array
Share:

Na równi z gejowską poznańska rozpiera mnie duma, że to właśnie z mojego miasta nadciągnęła tak długo oczekiwana alternatywa dla pissarstwa Witkowskiego i Żurawieckiego: ironiczno-kpiarskiego, czysto ludycznego, sztucznego, afabularnego, nie opowiadającego żadnej historii, ocierającego się o efekciarstwo i pustotę bębna; kiedy już mogło się wydawać, że to jest właśnie wzorzec pisania o gejach na najbliższe dziesięciolecia. Dzięki Pasewiczowi coś się wreszcie zmienia: wreszcie jest jakaś historia, jest coś prawdziwego w całej tej sztuczności. Jest trup. A nawet dwa.

Książka Edwarda Pasewicza niesłusznie, sądzę, jest reklamowana jako „gejowski kryminał”. Rozumiem, że zobowiązuje do tego jej włączenie do Polskiej Kolekcji Kryminalnej jako tom VII. Jednak dobrze wiemy, że na „gejowski” można przerobić dowolny kryminał, np. kładąc Sherlocka Holmesa do łóżka z doktorem Watsonem. Gdyby głównemu protagoniście, heteroseksualiście Zielonemu, naprawdę zależało na wyjaśnieniu zagadki śmierci młodszego brata – geja Igora; gdyby to ona stanowiła tu główny problem – zajmowałby się sprawą intensywniej (wiedząc, że ma do dyspozycji tylko Trzy Dni), zamiast wlewać z siebie morze alkoholu, ujebywać się do nieprzytomności i pozwalać, żeby zawracały mu dupę całe masy ciot. W książce chodzi raczej o pokazanie – w kontekście tej śmierci, która nastąpiła zaraz po pamiętnym Marszu’2005, a może i w jego konsekwencji – gejowskiego środowiska z i z okolic poznańskiego klubu Grzechu Warte oraz o oskarżenie PiS-owskiej władzy, a także poniekąd pewnych czynników obyczajowo-ustrojowych i determinowanej przez nie patriarchalnej moralności – o dyskryminację, jakiej doznają i jeszcze długo doznawać będą w Polsce osoby homoseksualne. Aż do śmierci posłuszne.

Nie chcąc zdradzać szczegółów mogących zasugerować wyjaśnienie tajemnicy śmierci Igora, znalezionego martwym w darkroomie w Grzechu Warte, wyeksponuję to, co u Pasewicza dzieje się na poziomie konstrukcji dzieła, jest to bowiem moim zdaniem najmocniejsza strona książki, przesądzająca o jej – na tle tego, co na temat gejów dotychczas polscy pisarze nami skarmiali – wybitności.

Zacznijmy od tytułu. Trudno o tytuł bardziej gejowski. Trudno o bardziej gejowski wynalazek niż darkroom. No a „Śmierć w Wenecji” dośpiewuje się sama. I ten powiew klasyki, jak się przekonamy, oblige.

Autor nie boi się, nie unika dziedzictwa powieści klasycznej. Nie udzielił mu się amok wyszydzanego przez Lema postpost...postmodernizmu, najczęściej maskującego powszechną u młodego pokolenia prozaików niezdolność do stworzenia epiki narracyjnej. Mamy tu jasno określone miejsce akcji: centrum Poznania (w tym ponurej sławy poznański park przy popiersiu Słowackiego), opisywane ze szczegółami, z lokalnym klimatem (w dialogach pojawia się nawet poznańska partykuła „tej”), co ucieszy autochtonów, zwłaszcza bywalców Grzechu Warte, którzy rozpoznają znane sobie postacie (a może nawet samych siebie), nieraz występujące pod autentycznymi ksywkami (np. DJ Bufetowa).

Autor od razu porządkuje ten tłumek, bo ciotki dzielą się na frakcje, ugrupowania, kółka wzajemnej adoracji, kanapowe partie, a każda ciotka dzieli się jeszcze wewnętrznie; i tak, mamy „ciotki lewaczki” (nienawidzące obrzydliwie bogatego małżeństwa Kulczyków), „kontestatorki” (te „marszowe”), „bojówkary”-anarchistki cięte szczególnie na młodych faszystów i faszystki („Niebiańscy Bliźniacy” jednojajowi Olaf i Oskar, podwojone dzieło Boże – wycieczka w stronę braci Kaczyńskich, których posiadamy kontrodpowiednik; śmiem twierdzić, że powieść jest w znacznym stopniu reakcją autora na Czwartą RP), „konsumpcjonistki” (w tym „darkroomówki”), co to wolą warować w H&M, wolą Klatkę [klub]zamiast ulicy, wreszcie „metroseksualni”, którym poświęcony akapit (s. 170) to jeden z najśmieszniejszych ustępów, jakie czytałem w ostatnich latach, bliski zsikania się jak Zielony, cierpiący na niewydolność nerek. Ogólnie ciotki są mało rozpolitykowane. W zasadzie to i dobrze, bo by zamieniły politykę w pokaz mody, a głównym gestem sprzeciwu byłyby pióra w dupie. (...) Gejowska społeczność, jak to żałośnie brzmi. (...) Generalnie chodzi o ssanie? Nie, to chyba zbyt trywialne.

Są tu i inne niepodważalne prawdy o „tym środowisku”, np.: Dobry seks możesz mieć tylko z kimś, kogo nie znasz, wtedy jest podniecająco, wtedy nie liczy się nic poza seksem. (...) E tam związki, gówno prawda, prędzej czy później i tak traktują się jak bracia i szukają przygód w darkroomach i parkach. Jest nawet coś tak ultragejowskiego, jak skarpetka na fiucie (s. 184) oraz knebel ze śmierdzącej skarpetki w ustach (s. 213). No i jest to, co podobno być musi w każdej powieści gejowskiej: opis erotyczny. Jeden jedyny, pod sam koniec (s. 212-213), kilkuzdaniowy – ale to jest po prostu mistrzostwo świata. Nieczęsto bywałem tak blisko Literatury.

Obraz jest więc tak pełny, a jednocześnie nie ma nadmiaru bohaterów, zaś kilkanaście wprowadzonych postaci zostało ze sobą powiązanych wielorakimi relacjami fabularnymi. Niewiele osób na niewielkim terenie prowincjonalnego przecież poznańskiego śródmieścia daje tak pożądaną kondensację narracji i zabezpiecza przed czyhającą na młodych pisarzy pułapką niepotrzebnych, niewysyconych pobocznych wątków. „Zagęszczenie” jest posunięte aż do faktu, iż mieszkanie rodziców Zielonego i Igora mieści się w tej samej kamienicy, co klub Grzechu Warte – dla homofobicznego tatusia-notariusza, „kurewskiego patriarchy”, musi to być sąsiedztwo równie nieznośne, jak pedalstwo młodszego syna i życiowe nieudacznictwo starszego.

Zmarłego – jak się okaże: zabitego – Igora poznajemy poprzez zapiski z odnalezionego przy nim pamiętnika. To kolejny ukłon w stronę wielkiej klasyki (pamiętnik Joanny z „Ludzi bezdomnych”, „Pamiętnik starego subiekta” z „Lalki”).

Wreszcie kompozycja służąca eschatologizacji gejowskiego męczeństwa i udobitnieniu beznadziei gejowskiego losu jako takiego. Pisanie o tym wprost, w samym tekście, groziłoby popadnięciem w żenujący patos, bo przecież pedałom nie wiesza się tablic, nie stawia pomników, nie nazywa się ich imionami ulic ani placów. Są jak ta pianka przez chwilę, niepotrzebni gatunkowi. Gałęzie, które albo same usychają, albo się je odcina. Autor ucieka się więc do środków supratekstowych.

Najważniejszym jest podział na trzy rodziały: Dzień Pierwszy, Dzień Drugi, Dzień Trzeci. Trzy dni urlopu bierze Zielony, pracujący jako policjant w Warszawie, by przyjechać do rodzinnego Poznania w czerwcu 2006 i wyjaśnić okoliczności śmierci brata, w której to sprawie dziwnym trafem umorzono śledztwo, a to za przyczyną „zmowy patriarchów”: ojca Igora oraz ojca chłopaka Igora, Mikołaja – stary Rolicki jest bowiem szefem poznańskiej policji i oczywiście dobrym znajomym ojca Igora – gwiazdy tutejszej palestry. Obaj są gotowi zrobić wszystko, aby opinia publiczna nie dowiedziała się, że ich synowie byli pedałami. Byli – bo Igor nie żyje, a Mikołaj po udziale w Marszu w 2005 został wyrzucony z domu. (Z dwóch klasycznych wcieleń ojca homoseksualnego syna: Ojca Nieobecnego i Ojca Wrogiego tu jest pokazane – z całą mocą różnorodnych środków – to drugie wcielenie, a efekt tak znakomity, że podejrzewam podłoże autobiograficzne).

Metaforyka Trzech Dni jednoznacznie odsyła do Triduum Paschalnego. (Porównajmy, jak wątła jest w porównaniu z nią metaforyka Czterech Dni – Four Days – z filmu „Co się wydarzyło w Madison County”). Tu jednak w Dniu Trzecim nikt nie zmartwychwstaje. Przeciwnie, cała akcja dąży do zebrania w finale wszystkich postaci w jednym miejscu: na urodzinach u geja Łucji. Huczne przyjęcie jest odpowiednikiem „Wesela” Wyspiańskiego (co autor jednoznacznie podpowiada: Cóż tam, panie, w polityce? Kaczory trzymają się mocno; Trza być w slipach na weselu; Wesele, wesele, to wszystko wygląda jak wesele), a nieprzytomne kiwanie się naćpanego młodziaka „w majtkach na wierzchu” – odpowiednikiem beznadziejnego chocholego tańca w wersji gejowskiej. Podczas tej „obłąkanej herbatki” przez chwilę wieje zgrabnie podpatrzoną poetyką Witkowskiego (wymiana prezentów, śmiechy, poklepywania, widelczyki, talerzyki). Mało tego, w Dniu Trzecim jeden z bohaterów ginie na krzyżu – w najzupełniej dosłownym sensie; wiesza się na ramieniu krzyża stojącego na poznańskim Chwaliszewie.

I to ten właśnie bohater – nie główny, za jakiego można uznać Zielonego (jako heteryk poznaje on dopiero środowisko gejowskie, a autorowi łatwiej jest pokazać je czytelnikowi właśnie jego oczami) – najbardziej mnie chwycił za serce, a sposób nakreślenia tej postaci każe mi przed Edwardem Pasewiczem po prostu uklęknąć jak Tuwim przed Staffem. To Młody.

Wyobcowany syn fanatycznej słuchaczki Radia Maryja. Cwel. A inaczej: pies. Bo się o cwelu tak mówi: szmata, suka, pies. Chce być kopany, bity i robić to wszystko, co cwel robi swojemu Masterowi. Młody szczególnie lubi się zajmować stopami Pana, lizać je i pieścić. Najbardziej oczywiście kocha Stopę, Która Kopie. Rozpaczliwie szuka swojego Pana, któremu służyłby 24 godziny na dobę, byłby jego własnością. Dopóki go nie znalazł, obciągał byle komu za dwadzieścia złotych, nie dbał o siebie, chodził brudny, był uważany za nienormalnego i przeganiany z klubów. Wreszcie znajduje Pana: w osobie Zielonego. Ten jest jednak heterykiem, niezainteresowanym seksualnie facetami, a tym bardziej relacją tak ekstremalną. Młody, uświadomiwszy sobie, że nie ma szans, by został własnością Zielonego – popełnia samobójstwo. Ginie ten, który nadstawiał do bicia oba policzki.

Warto zwolnić tempo czytania na partiach przekazujących stan ducha Młodego. Są pisane specyficznym „psim” językiem. Do bólu, do wzruszenia prostym. Bo pies niewiele potrzebuje do szczęścia. Pies nie filozofuje. Psi świat jest prosty i naturalny, sranie, jedzenie i to, co przed nosem. Pies niewiele – a jak jednak bardzo! – wznosi się ponad odruchy fizjologiczne. Ale dla świata pies jest chory psychicznie. Przypomnijmy sobie „Ptaśka” (najsłynniejszą, bo jedyną niegrafomańską powieść hurtownika Whartona): tam mamy chłopaka, który JEST  ptakiem (nie „myśli, że jest”, ale „naprawdę jest”) – tu mamy Psa. Używam ostatecznie dużej litery, by wyrazić mój szacunek dla tej postaci, która miała swoją ludzką godność, oraz by podziękować Edwardowi Pasewiczowi, że powołał ją (choć na tak krótko) do życia.

Inną wyrazistą postacią, „załatwiającą” w książce kwestię stosunku autora do Kościoła i kleru, jest postać Eminencji: duchownego z Krakowa, starzejącego się efebofila, wymykającego się do poznańskich klubów, gdzie może liczyć, że nie zostanie rozpoznany, rozpływającego się w zachwytach nad pięknem dzieł Bożych, jakimi są dla niego młodzi chłopcy, szczególnie dresiki i skejci (nie cierpi drag queens), i sypiącego hojnie napiwkami i prezentami, nawet nie za seks, ale za samą możliwość patrzenia. Eminencja jest opisany językiem „Pieśni nad Pieśniami”. W podobną poetykę popadnie na chwilę, ale jej tak dogłębnie nie wykorzysta, Żurawiecki w wydanych równolegle „66 miłościach”, tworząc swojego Arcy(biskupa). Eminencja Pasewicza i Arcy Żurawieckiego są do siebie prawie bliźniaczo podobni, a obaj wiodą swój parenetyczny ród od księdza z marchewką w odbycie („Ulisses”).

Na okładce i w notce zwiastunowej wyeksponowano fakt, że korektą książki zajął się Pasewicza kolega po piórze Marcin Świetlicki. Domyślam się, że znane nazwisko miało „pociągnąć” debiutanta, i chyba tylko o to chodziło, bo z poetów korektorzy raczej marni. Otóż rozumiejąc z jednej strony potrzebę takich działań marketingowych, spieszę zapewnić z drugiej, że książka Pasewicza ich nie potrzebuje. Jest genialna i sama utoruje sobie drogę do gejowskiego (kryminalnego raczej nie) kanonu, a autorowi – do sławy, która oby wreszcie przesłoniła blask Witkowskiego, bo już od niego oczy bolą i grozi ślepotą. Ślepotą na tragizm conditionis homosexualis, wreszcie znów wydobyty z zapomnienia.

Edward Pasewicz, Śmierć w darkroomie, EMG, Kraków 2007

Od ponad dziesięciu lat dostarczamy Wam filmy i zabawki erotyczne, które zadowolą każdego.

Kontakt

  •  

    Adres: 60-857 Poznań
    Mylna 32/34A lok.2

  •  

    E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

  •  
    Tel.: +48-61-8427470
    Tel. kom.: +48-602-243891
Top
Ta strona używa plików Cookies. Proszę zapoznać się z celem ich używania i możliwościami zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Polityka prywatności. More details…