0
Łącznie : 0,00 zł
Twój koszyk jest pusty!
aktualizuj

Powrót do Brideshead

E-mail
Cena:
23,00 zł
Cena / kg:
Numer artykułu: KS-64
Array
Share:

Evelyn Arthur Waugh (1903-1966) chyba nawet bardziej niż jako pisarz zasłynął jako konwertyta z anglikanizmu na katolicyzm. Problematyka religijna – zwłaszcza dyskurs moralny pomiędzy oboma wyznaniami, ze wskazaniem na „wyższość“ rzymskokatolickiego – oraz wizja duchowego kolapsu wysoko rozwiniętych społeczeństw zaciążyły nad całą jego twórczością: począwszy od debiutanckiej powieści „Zmierzch i upadek“ (1928; prwdr. pol. 1994) – bliskiej „Nowemu wspaniałemu światu“ A. Huxleya satyry na obyczajowość angielskiej warstwy średniej po I wojnie światowej; poprzez „Garść prochu“ (1934; prwdr. pol. 1957) – powieść dającą się streścić parafrazą „Pan Anglik w Brazylii“ (o „samotności biznesmena“ udającego się na podbój egzotycznych rynków); tom opowiadań „Mała przechadzka pana Lovedaya“ (1936; prwdr. pol. 1957); omawianą tu powieść „Znowu w Brideshead“ (1945; prwdr. pol. 1970); satyryczną nowelę „Nieodżałowana“ (1948; prwdr. pol. 1976) – kpinę ze skomercjalizowanego amerykańskiego przemysłu filmowego i... pogrzebowego; aż po powieść historyczną „Helena“ (1950) – poświęconą cesarzowej bizantyjskiej, matce Konstantyna Wielkiego, biorącej udział w poszukiwaniach Krzyża Świętego; wreszcie trylogię The Sword of Honour (1952-1961) – gromadzącą doświadczenia pisarza z walki na frontach II wojny światowej. Z uwagi na obecny w każdym z utworów katolicki punkt widzenia, w okresie PRL wszystkie przekłady ogłosił Instytut Wydawniczy PAX – również, podkreślmy, przekład „Znowu w Brideshead“, gdzie wątek gejowski jest absolutnie zasadniczy. Nie po raz pierwszy okazuje się, że ów – pogardzany dziś – lojalny wobec komuny katolicyzm spod znaku PAX-u był jednak katolicyzmem z ludzką twarzą.

Kto lubi spokojne, dostojne a rozlewne angielskie sagi – ma oto przed sobą powieść najtypowiej angielską; jakby jeden, obejmujący lata 1923-1944, tom wyjęty z chociażby „Sagi rodu Forsythów“ lub którąkolwiek z „magnackich“ powieści Iris Murdoch. Komu w „Maurycym“ Forstera spodobał się Cambridge A. D. 1912, może się teraz przenieść do Oksfordu A. D. 1923-25 i znaleźć dokładnie taką samą, gęstą, transgresyjną, przedburzową atmosferę wilde’yzmu i homoerotyzmu. Anglia jest jedna.

Ta jeśli nie najambitniejsza, to na pewno najbardziej udana powieść Waugha jest romantyczną retrospekcją szalonych lat dwudziestych i trzydziestych, zamkniętą w kleszczach Prologu i Epilogu, dziejących się już podczas II wojny. Kapitan Karol Ryder dociera wraz ze swoim oddziałem do posiadłości Brideshead, z której mieszkańcami – rodziną Marchmain-Flyte – wiąże się wszystko, cokolwiek istotnego miało miejsce w jego życiu.

A zaczęło się od znajomości z kolegą-studentem w Oksfordzie, Sebastianem, jednym z czworga ekscentrycznych dzieci lordostwa Marchmain. Ekscentrycznych wskutek warunków rodzinnych, w jakich wzrastały. Małżeństwo katolickie, w Anglii zawsze więc w jakiś sposób izolowane towarzysko i pilniej lornetowane, żyło w sprzeczności z wyznawaną religią, bo w separacji: stetryczały lord Marchmain z kochanką Carą w swoim palazzo w Wenecji, lady Marchmain cnotliwie na rodowych włościach Brideshead, z dziećmi: pierworodnym, noszącym imię rodowe Bridesheadem, niedoszłym jezuitą, uzurpującym sobie prawo do kontroli moralnej nad młodszym rodzeństwem; najmłodszą Kordelią – już od wczesnego dzieciństwa gorliwą prozelitką, później bezhabitową siostrą miłosierdzia na frontach hiszpańskich w 1936; wreszcie a szczególnie z dwójką średniego rodzeństwa, cudem nietkniętego fanatyzmem religijnym: przebojową Julią i niepowtarzalnym Sebastianem, który w wirydarzach Oksfordu okazał się drugim wcieleniem Wilde’a, buszującego po nich kilkadziesiąt lat wstecz (Wilde po wyjściu z więzienia i osiedleniu się we Francji przyjął pseudonim S e b a s t i a n Melmoth!; o archetypie św. Sebastiana nie wspominając).

Owóż Sebastian urzekał ponadpłciową pięknością (efeb: nie przechodził trądziku młodzieńczego, s. 59 wydania z 1998), ekscentrycznym trybem życia, nie uznającym żadnych hamulców, strojem różniącym się od standardowego umundurowania reszty studentów (garnitur w paski, żółte rękawiczki etc., a na tradycyjne polowania na lisa – r ó ż o w a marynarka). Na całej uczelni znany był jego pluszowy niedźwiadek-maskotka, traktowany jak współmieszkaniec, przedstawiany gościom i rozpieszczany na wszelkie sposoby. Niestety, już w okresie studiów Sebastian, niemogący się pogodzić z zakłamaniem katolickiej rodzinki, zaczyna nadużywać wina i szybko wpada w alkoholizm, co przesądzi o jego dalszych losach. Powoduje po pijanemu wypadek, trafia na łamy plotkarskiej prasy, zwyczajowo śledzącej w Anglii każdy krok członków arystokratycznych rodów. Tak się zawsze dzieje, kiedy chłopaka [siłą] wychowuje się na katolika – podsumujmy za samym Sebastianem – podczas gdy on chce pielęgnować i korzystać z piękna swego ciała, zaś niedbanie o ciało ma na pewno coś wspólnego z tą zwariowaną religią (pierwszorzędną satyrę na paradoksy doktryny katolickiej znajdziecie na s. 210-216; dla autora jest to oczywiście mowa pozornie zależna). Chłopak ten jest przykładem ofiary siłowej indoktrynacji, zaburzającej naturalny rozwój psychoseksualny. „Dziecię natury“, rozpaczliwie modlił się w duchu, by go pozostawiono samego. Nad błękitnymi wodami, w poszumie palm swego wewnętrznego życia był szczęśliwy i niegroźny jak Polinezyjczyk. Był zbyt słaby, by przeciwstawić się najazdowi konkwistadorów: Eton, Oksford, rodzinny rozmodlony dom. Był zbyt uczciwy, by udawać. No to się rozpił i na zawsze wyjechał z Anglii. Wolał nie czekać, aż trafi do Reading. Sebastian contra mundum – jak czytamy dwukrotnie w headlines do rozdziałów V i IV ksiąg pierwszej i trzeciej.

Dla poprawnego, dziewiętnastoletniego wówczas Karola, który miał za sobą samotne dzieciństwo i samotne lata chłopięce, na którym bolesne piętno odcisnęły surowe rygory angielskiego chłopięctwa i sztywność angielskiego systemu szkolnego, czuła przyjaźń z niepoprawnym Sebastianem była objawieniem, gratyfikacją, uroczym darem nie znanego nigdy szczęśliwego dzieciństwa. Połączył ich ten szczególny, znany nam doskonale, ale, o dziwo, rzeczywiście głównie z literatury germańskiej (plus rodzynki francuskie: Jan Krzysztof i Otto, Lucjan de Rubempré) gatunek koleżeńskiej, chłopięco-chłopięcej miłości, o którym Włoszka Cara tak mówi ze swego apenińskiego dystansu: Znam te romantyczne przyjaźnie Anglików i Niemców. Nie są one w stylu Latynów. Bardzo są dobre, pod warunkiem, że nie trwają zbyt długo. (...) Jest to rodzaj miłości, jaką przeżywają dzieci, zanim zrozumieją jej znaczenie. W Anglii przychodzi ona wtedy, kiedy jest się prawie dorosłym mężczyzną... Lepiej żywić tego rodzaju miłość do drugiego chłopca niż do dziewczyny.

O ile Karol jest co najwyżej biseksualny, zaś Sebastian wyznawcą gejostwa „grzecznego“ choć niepokornego, typem do cna rasowej ciotki, którego nie mogło zabraknąć w gronie oksfordzkich studentów, jest Antoni Blanche. Syn Argentynki, pozbawiony ojca, zawsze mącił atmosferę angielskiej flegmy kaduceuszem swojego południowego temperamentu. Od piętnastego roku życia uprawiał przebieranki w damskie ciuchy (debiutował w jockey-clubie w boskim Buenos) i malował paznokcie. Mitoman, twierdził publicznie, że jadał obiady z Proustem i Gide’em, łączyła go zażyłość z Cocteau i Diagilewem, a Fairbanks przysłał mu swoje powieści z serdecznymi dedykacjami. Odważnie i drwiąco odpierał zarzuty co bogobojniejszych kolegów o „życie przeciw naturze“, za co był przez obyczajowe bojówki studenckie pławiony – jak czarownica – w fontannie. Nawet po fakcie kpił z napastników, dziękując im za dostarczenie niezwykłych wrażeń fizycznych. Po opuszczeniu Oksfordu znalazł się w Monachium, gdzie związał się z jakimś policjantem. Potem wypłynął w Konstantynopolu, gdzie mieszkał w zrujnowanym domu obok bazaru, wraz z żydowskim chłopcem.

Około roku 1926, kiedy znalazł się, jak zawsze przejściowo, w Marsylii, odwiedził go tam Sebastian. Przepłynęli razem Morze Śródziemne, udając się dokąd by indziej, jeśli nie tam, dokąd ciągnęła w owych latach cała gejowska Europa: do arabskiej Afryki Północnej, ospermionej już przez Gide’a, Wilde’a, Saint-Saënsa i całą masę pomniejszych sław. Konkretnie do Tangeru, gdzie Sebastian poznał... nie, właśnie nie dobrze oprzyrządowanego arabskiego chłopca, jacy z pewnością interesowali Antoniego, lecz Niemca, Kurta, który właśnie wydostał się z Legii Cudzoziemskiej po odstrzeleniu sobie wielkiego palca u nogi. Doszło do fatalnego zakażenia rany. Sebastian opiekuje się coraz słabszym przyjacielem, wciąż, niestety, pijąc na umór. Ten dziwny związek trwa sześć lat. Sebastian sam zapada na zdrowiu, trafia do szpitala, natomiast Kurtowi udaje się wrócić niemieckim statkiem do ojczyzny, w której szaleje już hitleryzm. W pierwszej chwili ekslegionista ulega urokowi faszystowskiej propagandy, a spostrzegłszy swój błąd, wiesza się. Sebastian szuka go po całych Niemczech, a dowiedziawszy się o samobójstwie Kurta wraca do Maroka, gdzie stacza się już w kompletną otchłań alkoholizmu. W końcu znajduje przystań w pewnym katolickim klasztorze w Tunisie. Tam ponosi ostateczną i największą klęskę: wpada w niewczesną pobożność i zapuszcza brodę. Ten, który przez całe życie walczył z religią o siebie i nie przebył trądziku młodzieńczego!

Antoniego po raz ostatni spotykamy w 1936 w Londynie, kiedy to zaprasza on Karola do gejowskiej knajpy pod nazwą Klub Błękitnej Groty. Blanche – a nazwisko to jest nie bez powodu francuskim imieniem żeńskim – do samego końca tkwi w gejowskich realiach, w samym epicentrum „środowiska“; do końca podkreśla, że nie jest Anglikiem, a angielski snobizm jest dlań o wiele okropniejszy niż nawet angielska moralność.

W powieści działa model trójkąta: mieszane rodzeństwo plus ten trzeci; model znany nam szczególnie ze „Sławy i chwały“. Jednak podczas gdy w trójkącie: Janusz Myszyński, Ariadna Tarło, Wołodia Tarło ten pierwszy zbliża się przez siostrę do brata, tutaj Karol przez Sebastiana dociera do uczuć Julii. Łączą się ze sobą dopiero pod koniec lat trzydziestych, niszcząc swoje poprzednie małżeństwa. Do kulminacji dochodzi na statku wiozącym obie rozpadające się pary z Ameryki do Europy. Czytając ten rozdział czujemy się tak, jakbyśmy oglądali „Gorzkie gody“ Polańskiego: podczas gdy żona Rydera męczy się w kajucie złożona morską chorobą, Karol spędza intymne chwile z Julią. Nie sądźmy jednak, że jest to pełne „nawrócenie“ na heteroseksualizm – Karol pozostaje biseksualny i choć w rozmowie z Julią uparcie nazywa jej brata tylko „zwiastunem“ miłości do niej, to na pokładzie, w chwili pocałunku, poprzez ciemne włosy Julii spogląda na r o z l e g ł e złociste niebo [podkr. moje]; rozleglejsze niż narzucany sobie związek męsko-damski. Zda się, iż to p r z e z Julię płynie strumień Karolowego pożądania, ale o n a nie jest jego pożądaniem... Sebastian, od dawna nieobecny w życiu obojga, zwycięża tak cicho, że aż niepostrzeżenie. Nie zapomniałem o Sebastianie. Był ze mną codziennie w Julii; albo to raczej Julię znałem w nim w owych odległych arkadyjskich dniach.

Jest „Znowu w Brideshead“ podróżą sentymentalną skąpaną w nastrojach Proustowskich, z tym że organizatorem wspomnień jest tu nie stracony czas, ale opuszczone miejsce – majątek Brideshead. Część druga nosi tytuł „Brideshead opuszczone“; tytuł całości – Brideshead Revisited – można by było oddać jako „Brideshead odnalezione“.

Książkę należy też polecić dla stylu, ocierającego się o kwiecistość, ale ciągle tę w dobrym sensie. Co kilkanaście stron dostajemy metaforę homerycką wartą przepisania sobie do sztambucha, gdyż doskonale oddziela się od kontekstu – jak miąższ dojrzałej śliwki od pestki – i działa ponadsytuacyjnie; metaforę gotową, by ją przekazać komuś, kto potrafi mówić o  t a k i c h  r z e c z a c h  z przekonaniem [podkr. moje]. Przekład nie wydaje się zubażać oryginału, choć trochę szkoda, że Doleżal-Nowicka, która w 1976 tylko redaktorowała wydaniu „Nieodżałowanej“, tu zaś sama zajęła się tłumaczeniem, nie znała (?) słowa „gej“ i na s. 296 nieprzyjemnie kłuje nas „pederastą“ aż dwukrotnie.

Evelyn Waugh, Znowu w Brideshead. Bogobojne i bluźniercze wspomnienia kapitana Karola Rydera (Brideshead Revisited), tłum. Irena Doleżal-Nowicka, Prószyński i S-ka, Warszawa 1998

Od ponad dziesięciu lat dostarczamy Wam filmy i zabawki erotyczne, które zadowolą każdego.

Kontakt

  •  

    Adres: 60-857 Poznań
    Mylna 32/34A lok.2

  •  

    E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

  •  
    Tel.: +48-61-8427470
    Tel. kom.: +48-602-243891
Top
Ta strona używa plików Cookies. Proszę zapoznać się z celem ich używania i możliwościami zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Polityka prywatności. More details…