Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Nić

Nić

Produkt: Nić
Artukuł: F-02
Data dodania: poniedziałek, 13 grudzień 2010

Cena: 49,00 zł





Opis:

Po wieloletnim pobycie w Europie trzydziestoletni Malik (Antonin Stahly) wraca do rodzinnej Tunezji i zamieszkuje w rezydencji matki (Claudia Cardinale). Tam poznaje Bilala (Salim Kechiouche) - przystojnego sługę starszej pani. Obaj mężczyźni przeżywają wzajemną fascynację, która szybko przeradza się w gorące uczucie. Wydawać by się mogło, że nic już nie stanie im na drodze do szczęścia, lecz strach przed ujawnieniem orientacji seksualnej coraz bardziej paraliżuje Malika. Czy miłosna euforia pomoże mu zwalczyć uprzedzenia i naprawić relacje z matką?

Wyrafinowany, a zarazem pełen humoru obraz Mehdiego Bena Atti przenosi nas do tropikalnej scenerii tunezyjskiego lata, by zarysować niemal utopijną wizję życia bez uprzedzeń i stereotypów. W iście wakacyjnej aurze reżyser snuje subtelną i pełną optymizmu opowieść o dojrzewaniu Malika do ujawnienia prawdy o sobie i uwalnianiu się z sideł metaforycznej nici. Niebanalna historia romansu porusza również problem mezaliansu oraz akceptacji syna-geja przez matkę (graną przez wciąż witalną i pełną uroku Claudię Cardinale). „Nić” to także prawdziwa uczta dla zmysłów, adresowana do osób ceniących połączenie estetycznych zdjęć z nastrojową muzyką.

„Nić” pomaga zrozumieć, że należy zaakceptować inność we własnym życiu. Jako widz nie znoszę wychodzić z kina po obejrzeniu banalnego filmu, który nie opowiada o niczym ponad to, co i tak widzimy na ulicy. Kino musi pozwolić nam opuścić rzeczywistość, przenieść nas gdzie indziej i dać nam przeżyć coś nowego. „Nić” jest tego doskonałym przykładem. Rzeczywistość przeplata się w niej z oniryczną aurą, która przenika cały film.

Claudia Cardinale

„Nić” to film, który jest mi bardzo bliski. Choć nie można go nazwać autobiografią, to jednak opowiedziana przeze mnie historia rozgrywa się w środowisku, do którego mam szczególny sentyment. To moje terytorium, moja problematyka i moja Tunezja - jakże inna od tej, którą zwykle widzimy na ekranie...

Mehdi Ben Attia - reżyser

 

Rozmowa z Claudią Cardinale

 

Co sprawiło, że chciała Pani zagrać w Nici?

Przy wyborze filmu ważne są dla mnie dwie rzeczy: tekst i spotkanie z reżyserem. W przypadku Nici od razu spodobał mi się scenariusz. Urodziłam się w Tunezji i spędziłam tam dzieciństwo, więc dobrze ją znam. Zaimponowała mi odwaga Mehdiego, który nie tylko stawił czoła trudnemu tematowi, lecz osadził swoją historię właśnie w tym kraju. Niemal od razu wiedziałam, co reżyser chciał zawrzeć w swoim filmie. Może to zabrzmi banalnie, ale jestem obrończynią praw – wszystkich praw, a przecież Nić właśnie o tym opowiada.

Jak wyglądało Pani pierwsze spotkanie z Mehdim Ben Attią?

Mehdi jest strasznie introwertyczny. Ale z doświadczenia wiem, że wcale nie trzeba używać słów, by porozumieć się z reżyserem. Najważniejsze są spojrzenia. Ważna jest chwila, w której po raz pierwszy nasze oczy się spotykają, a później istotne jest to, że szukamy się wzrokiem na planie. Zawsze podchodziłam z dystansem do ludzi gadatliwych. Pomiędzy mną a Mehdim natychmiast pojawiła się chemia. Przez całe zdjęcia utrzymaliśmy idealną atmosferę w pracy.

Jakie były Pani odczucia podczas kręcenia zdjęć w Tunezji?

Przypomniało mi się dzieciństwo. Jeżdżę tam regularnie, ale od bardzo dawna, chyba od czasu Jezusa z Nazaretu Franca Zeffirellego, nie kręciłam w Tunezji filmu. Mieliśmy szczęście, ponieważ mogliśmy korzystać z doskonałej scenografii, którą tworzyły piękne pejzaże... Wszystko przebiegało wspaniale.

 

Co jest najbardziej poruszającego w roli matki z Nici?

To, że jest katoliczką wywodzącą się z mieszczaństwa, która w latach 60' wyszła za muzułmanina. Wtedy to był skandal. Granie kobiety – skandalistki, niezdolnej zobaczyć, że jej syn jest gejem było niesamowitą przyjemnością.

W jaki sposób wcieliła się Pani w postać takiej właśnie matki?

Dokładnie tak samo, jak w przypadku każdej mojej roli – intuicyjnie. Bardzo lubię te wszystkie okazje, by pożyć zupełnie innym życiem. Oczywiście pod warunkiem, że scenariusz jest porywający – tak, jak w przypadku Nici. Wtedy w sposób oczywisty i naturalny staję się graną przez siebie osobą. Droga do postaci jest łagodna i prowadzi przez scenariusz i, a może przede wszystkim, współpracę z pozostałymi członkami ekipy. Praca aktora nie ma sensu bez nawiązania relacji z innymi osobami na planie. Podczas kręcenia Nici mieliśmy wszyscy wielkie szczęście, że udało nam się nawiązać tak dobry kontakt ze sobą nawzajem.

Czy na planie odbywały się też próby?

Nie. Nie przepadam za próbami, ponieważ nie promują aktorstwa, tylko papugowanie. Dla mnie najważniejsze jest, by pozostać naturalną, a próby mogą w tym przeszkodzić.

Jak wyglądały Pani relacje z aktorami, którzy wcielili się w postaci syna i jego partnera? Czy Antonin Stahly i Salim Kechiouche nie byli Panią onieśmieleni?

Ależ ja przecież jestem zwyczajną osobą... (śmiech) Być może byli onieśmieleni, ale szybko przełamaliśmy lody i nasze relacje weszły na bardzo profesjonalny poziom.  Zresztą, od kiedy tylko pamiętam, nigdy nie miałam żadnych problemów z partnerami z planu.

Jak to się stało, że wciąż nie zatraciła Pani swojej pasji do aktorstwa?

Zawód wykonuję już 51 lat. Miałam szczęście, bo spotkałam na swojej drodze gigantów reżyserii – to oni nauczyli mnie wszystkiego. Przeżyłam też niesamowite chwile dzięki niezwykłym partnerom filmowym – od Burta Lancastera począwszy, a na Alainie Delonie skończywszy. Ale nie żyję przeszłością. Nigdy się nie poddaję. Uwielbiam pracę, uwielbiam konfrontację z niebezpieczeństwem. Tak, jak w dzieciństwie: byłam chłopczycą i spędzałam czas na bójkach z chłopakami! Przecież w mojej metryce widnieje imię: Claude... Dlatego sprawa jest jasna. Jeżeli reżyser zanudzi mnie na pierwszym spotkaniu, na pewno nie zrobię z nim filmu. Ale jeśli polubię go i docenię jego pracę, oddaję się cała, bo lubię ryzyko - tym bardziej, jeśli pracujemy nad czyimś pierwszym filmem długometrażowym. Dam przykład: we wszystkich filmach osobiście gram w niebezpiecznych scenach, nawet jeśli mam lęk wysokości. Nigdy nie godziłam się na kaskadera. Podobnie jest z każdym pierwszym filmem – przeżywam go jak skok w nieznane.

Nadal odczuwa Pani tremę?

Zawsze mam tremę - w kinie i w teatrze... Za każdym razem czuję się, jakby to było po raz pierwszy. Na plan zazwyczaj przyjeżdżam wcześniej, by się skupić, wcielić się w rolę postaci i zwalczać słynną tremę.

Lubi Pani oglądać siebie na ekranie?

Zawsze jestem bardzo krytyczna względem siebie... Ale dość łatwo umiem uciec przed samą sobą, by skupić się na granej przeze mnie postaci. Po raz kolejny doświadczenie robi swoje. Muszę wyznać, że czasami pozwalam sobie na komentarze odnośnie zdjęć. Nie chcę, by brzmiało to władczo, ale zwykle wiem, że mam rację i że moje uwagi przyczynią się do sukcesu filmu. I zazwyczaj mnie słuchają.

Jak Pani uważa, co pozostaje w widzu po obejrzeniu Nici?

Nićpomaga zrozumieć myśl, że należy zaakceptować inność we własnym życiu. Udzielam się w wielu organizacjach: na rzecz chorych na AIDS, dzieci w Kambodży czy praw kobiet w UNESCO. Jestem osobą, która wie, że najważniejsze to  najpierw zobaczyć świat takim, jakim on naprawdę jest, a później go zaakceptować. Moim zdaniem kino pomaga otworzyć oczy. Jako widz nie znoszę wychodzić z kina po obejrzeniu banalnego filmu, który nie opowiada o niczym ponad to, co i tak widzimy na ulicy. Kino musi pozwolić nam opuścić rzeczywistość, przenieść nas gdzie indziej i dać nam przeżyć coś nowego. Nić jest tego doskonałym przykładem. Rzeczywistość przeplata się w niej z oniryczną aurą, która przenika cały film.

 

Wywiad z MEHDIM BENEM ATTIĄ – reżyserem Nici

 

Dlaczego zaczął Pan kręcić filmy?

Do kina doszedłem przez miłość do filmów i pisarską pasję. Jestem przede wszystkim scenarzystą. Film to forma ekspresji, do której w sposób naturalny zmierzałem.

Jak narodził się pomysł na film Nić?

Tak naprawdę myślałem o tym filmie już wtedy, gdy postanowiłem zająć się kinem. Pomysł zrodził się w mojej głowie w momencie, w którym odkryłem, że praca w filmie wymaga osobistego zaangażowania. Dowodem tego jest zresztą właśnie „Nić” - film, który jest mi bardzo bliski. Choć nie można nazwać go autobiografią, to jednak opowiedziana przeze mnie historia rozgrywa się w środowisku, do którego mam szczególny sentyment. To moje terytorium, moja problematyka i moja Tunezja - jakże inna od tej, którą zwykle widzimy na ekranie.

Długo mieszkał Pan w tym kraju?

Tak i nadal często go odwiedzam. Cała moja rodzina mieszka w Tunezji. Urodziłem się tam, a do Francji przyjechałem dopiero w wieku 18 lat. Od tej pory mieszkam trochę w Tunezji, a trochę we Francji.

Czy praca nad scenariuszem była trudna?

Odnalezienie pewnej osi dla opowieści nie było może trudne, ale na pewno długotrwałe. Początkowo miałem ochotę opowiedzieć historię miłosną między chłopakami, która rozgrywa się w Tunezji. Pojawiła się też wizja nici, która fizycznie i symbolicznie łączy bohatera z przeszłością. Następnie musiałem zbudować sytuację dramatyczną. Zajęło mi to dużo czasu, ponieważ nie chciałem, by orientacja seksualna bohaterów stała się zaczynem dramatu.

Czy myślał Pan już wtedy o konkretnych aktorach?

Tak, o Claudii Cardinale. Ona ma w sobie coś matczynego i tunezyjskiego zarazem, pomimo tego, że opuściła Tunezję wiele lat temu. Chciałem napisać tę rolę dla niej. To właśnie jej jako pierwszej dałem do przeczytania scenariusz. Miałem szczęście, że zgodziła się zagrać. Myślę, że nie zastanawiała się długo nad przyjęciem tej roli. Przynajmniej nie podzieliła się ze mną żadnymi wątpliwościami.  Uważam, że, tak jak ja, od początku była pewna, że to właśnie ona powinna wcielić się w rolę matki głównego bohatera. .

Jak opisałby Pan postać matki? Nie wzbudza ona oczywistej sympatii widza.

Przeciwnie, uważam, że jest urocza bez względu na swoje wady. To typowa matka ze śródziemnomorskiego kraju – zaborcza i mająca ogromny wpływ na syna. Nigdy nie zmienia raz podjętych decyzji, zawsze uważa, że wie, co jest najlepsze dla innych i dla niej samej. Generalnie ludzie sami wymyślają sobie problemy związane z homoseksualizmem. W tej sytuacji niezwykle trudno jest przejść do czynu, zacząć głośno mówić o problemach mniejszości seksualnych. Jednak, gdy pierwsza osoba odważy się coś powiedzieć, wszyscy zadają sobie pytanie, dlaczego to wydawało się być takie trudne. Właśnie ten rodzaj postawy chciałem pokazać poprzez postać matki. Ona początkowo nie chciała dostrzec homoseksualizmu swojego syna. Jednak gdy tylko pogodziła się z tą myślą zobaczyła, że jej relacja z synem nadal może być dobra.

Dlaczego to właśnie Antonin Stahly zagrał syna?

Zorganizowałem casting, przesłuchania trwały bardzo długo. Trudno było znaleźć aktora z Maghrebu, który zdecydowałby się zagrać tę rolę. I nagle, pośród wielu innych, pojawił się Antonin, którego poznałem już wcześniej dzięki przyjaciołom. Mogę powiedzieć, że wybraliśmy się nawzajem. Antonin jest aktorem, lecz pracuje głównie w teatrze lub w branży muzycznej (jest członkiem grupy Sporto Kantès). Gdy tylko przyjął propozycję, musiał szybko nauczyć się kilku zwrotów po arabsku i,przede wszystkim, zrozumieć psychikę granej przez siebie postaci. Na pewno akceptacja tej roli była dla niego dużym wyzwaniem. Za każdym razem, gdy miał skomplikowane zadanie do wykonania, np. udział w scenie erotycznej lub wygłoszenie tyrady po arabsku, pracował z niesamowitym poświęceniem.

Co sprawiło, że jego kochanka gra Salim Kechiouche?

Od dawna chciałem pracować z Salimem, to aktor, którego wręcz uwielbiam. Rola została napisana specjalnie dla niego, pomimo tego, że jest w nim wiele z gejowskiej ikony, co nie do końca mi pasowało, jemu chyba też nie. Gdy wyobrażałem sobie jego postać, miałem to na uwadze i widziałem w tym fakcie pewną przeszkodę.

Reżyserowanie filmu po raz pierwszy jest wielkim wyzwaniem. Czy bał się Pan zdjęć?

Muszę powiedzieć, że tak. Jestem dużym chłopcem i biorę pełną odpowiedzialność za historię, którą opowiadam, ale obawiałem się, że aktorzy będą czuli się niekomfortowo na planie z powodu potępiających spojrzeń innych osób. Na szczęście tak się nie stało. Tunezyjska ekipa techniczna skutecznie zorganizowała plan tak, byśmy pracowali bez poczucia, że ktoś postronny na nas patrzy i nas ocenia. Jednym słowem nikt nie ucierpiał z powodu homofobii.

Właśnie, czy łatwo kręcić taką historię w Tunezji?

Samo kręcenie filmu nie było trudne, ale rozpoczęcie zdjęć – owszem. Szybko stało się jasne, że miejscowe ministerstwo kultury nie zapewni nam żadnego wsparcia finansowego. To nie było jednak naszym największym problemem, okazało się bowiem, że będziemy musieli stawić czoła ówczesnemu ministrowi kultury, który nie chciał podpisać zgody na rozpoczęcie zdjęć. Choć bardzo nas to zmartwiło, wciąż wierzyłem, że jesteśmy zbyt blisko celu, żeby po prostu zrezygnować. Trzy dni przed rozpoczęciem zdjęć podpisu ciągle nie było i z wiarygodnego źródła wiedzieliśmy, że minister wcale nie chce wyrazić zgody na kręcenie filmu. Nić powstała tylko dzięki Claudii Cardinale. Claudia dorastała w tym kraju, lecz pracowała głównie za granicą. Czy można więc było zabronić jej wielkiego powrotu? Podjęliśmy walkę, dostaliśmy zgodę i od tej pory robiłem już wszystko, co chciałem.

Czy oczywiste było – w tej pierwszej przygodzie reżyserskiej – jak poprowadzić aktorów?

Tak, ja bardzo lubię aktorów. Czułem się swobodnie współpracując z odtwórcami ról, których wybrałem. Wiedziałem, jaki efekt chcę osiągnąć. Krępowała mnie jednak myśl, że spotkam Claudię Cardinale. Onieśmielał mnie jej dorobek twórczy – czy mogłem być na tyle bezczelny, by wyjaśniać jej, jak powinna zagrać? Wiedziałem oczywiście, czego od niej oczekuję, lecz nie chciałem odkrywać Claudii Cardinale na nowo. Film to doświadczenie wspólne. Trzeba więc umieć wysłuchać każdej opinii.. Nie wolno przychodzić z gotowym pomysłem w głowie i zmuszać innych ludzi, by go realizowali. Ta idea jest zresztą esencją mojego filmu: poza homoseksualizmem, tematem Nici, a zarazem celem głównych postaci jest wolność. Jako reżyser chciałem, by moi aktorzy nie byli tylko instrumentami, lecz dojrzałymi ludźmi, którzy mogą i chcą coś wnieść do tego filmu.

Jak były filmowane sceny seksu – ważne dla fabuły, ale niełatwe do oddania na ekranie?

Miałem ochotę sfilmować romans chłopaków w taki sposób,by widzowie, nawet ci heteroseksualni, chcieli, by wszystko dobrze się skończyło – by Bilal i Malik mogli być razem. Aby to się udało, zawarłem pakt zaufania z aktorami. Wyjaśniłem im, że chcę zobaczyć prawdziwe pożądanie. Aby poczuli się komfortowo, na kilka dni przed rozpoczęciem zdjęć wyreżyserowaliśmy każdy gest. Na planie dokonaliśmy desakralizacji sceny erotycznej, która stała się tylko zbiorem gestów. Później pracowaliśmy nad grą spojrzeń. Efektem jest przeświadczenie widza, że dostrzega na ekranie o wiele więcej, niż w rzeczywistości zostało pokazane.

Nić przykuwa wzrok pięknem zdjęć. Jak wyglądała współpraca z operatorem kamery?

Zależało mi na filmie dopracowanym pod względem wizualnym, chciałem by był piękny, lecz równocześnie przystępny. Ze względu na tematykę Nici zależało mi, by była uniwersalna, a nie zrozumiała tylko dla garstki osób. Ta idea miała znaleźć swoje urzeczywistnienie właśnie w formie. Razem z operatorem chcieliśmy, by malarskie wręcz piękno wyrazić za pomocą niezwykłego światła i tunezyjskich pejzaży. Wiele na ten temat rozmawialiśmy przed rozpoczęciem zdjęć, dzięki czemu w trakcie kręcenia filmu nie było żadnych niedomówień. Znamy się już długo i od dawna chcieliśmy zrobić coś razem. Wiedzieliśmy zatem, co każdego z nas interesuje. Staraliśmy się uniknąć pułapki, w którą wpadają kinomani, którzy realizując swój pierwszy film gubią się w odwołaniach do ulubionych dzieł.

Czy montaż sprawił, że ostateczna wersja filmu odbiega od pierwotnego wyobrażenia?

Nie. Po prostu pozwolił jeszcze bardziej skupić uwagę na historii miłosnej.

Czy możesz powiedzieć, z perspektywy czasu, co było dla Ciebie najtrudniejsze podczas kręcenia Nici?

Na pewno potrzeba odrzucenia pewnego schematycznego planu na film, który istniał już w mojej wyobraźni. To historia męskiej miłości w Tunezji, a więc z założenia powinna być bolesna i mieć smutne zakończenie. Romans powinien być dla bohaterów pułapką, w której wikłaliby się rozdarci pomiędzy presją islamistów a hipokryzją mieszczan. Koniecznie musiałem uwolnić się od tego typu wizji. O wiele bardziej wywrotowe jest bowiem pokazanie historii miłości facetów w państwie arabskim, która kończy się dobrze! Zorientowałem się, że zakazy i uprzedzenia tkwiące w głowach ludzi to bardziej kwestia społeczna niż polityczna. Nie jestem zwolennikiem opowiadania o homoseksualizmie w kontekście bycia ofiarą. Uważam, że osoby, które przyjmują taką perspektywę pokazują tylko coś, co same chciały zdemaskować, a nawet nieświadomie przyczyniają się do szerzenia homofobii. A więc ucieczka przed stereotypową wizją filmu o homoseksualizmie w Tunezji jest może trochę utopijna, lecz pozwala opowiedzieć historię miłości, nie ofiary. Z tego też powodu osadziłem moją opowieść w środowisku tunezyjskiej, francuskojęzycznej burżuazji. Chyba nikt dotąd nie sportretował tego środowiska w kinie, wyjątkiem jest może tylko obraz bananowej młodzieży w Marocku.

Czy film będzie pokazany w Tunezji?

Bardzo bym tego chciał. Ale żeby to się stało, trzeba by pokazać go najpierw komisji klasyfikacyjnej, która na pewno zażądałaby cięć. A te zapewne bym odrzucił. Myśl, że być może filmu nigdy nie zobaczą widzowie w Tunisie jest dla mnie bardzo bolesna. Szczególnie, że moim zdaniem nie ma w nim nic szokującego.



 

Klienci, którzy kupili ten produkt, kupili również:


Adam nr 5-6/2011
Adam nr 5-6/2011
Adam nr 3-4/2011
Adam nr 3-4/2011
Super Adam nr 1/2011
Super Adam nr 1/2011
Adam nr 12/2010
Adam nr 12/2010
Adam nr 1-2/2011
Adam nr 1-2/2011
Perfumy męskie luksusowe FM 300 (50 ml)
Perfumy męskie luksusowe FM 300 (50 ml)

Szukaj
 
Wpisz słowo aby wyszukać produkt.
Wyszukiwanie Zaawansowane
Najczęściej kupowane
Nowości