0
Łącznie : 0,00 zł
Twój koszyk jest pusty!
aktualizuj

Trans w Hawanie

E-mail
Cena:
25,00 zł
Cena / COM_VIRTUEMART_UNIT_SYMBOL_:
Numer artykułu: KS-13
W Magazynie
Array
Share:

Trudne warunki życia pedałów na dyktatorskiej Kubie są nam znane najpóźniej od roku 1993, czyli od międzynarodowego sukcesu filmu Tomasa Gutierreza Alei i Juana Carlosa Tabio „Lody truskawkowe i czekoladowe". Być pedałem mającym odwagę żyć po pedalsku, bez nadmiernego ukrywania się, znaczy tam być wrogiem ustroju, antykomunistą, wywrotowcem, demoralizatorem młodzieży, a zaskakująco często także artystą, zwykle wybitnym, perwersem, zwolennikiem zakazanych przyjemności, freakiem. Takim pedałem był Diego z „Lodów" i takim pedałem jest Alberto Marqués, do 1971, czyli do chwili odsunięcia od zawodu z powodu manifestowanego pedalstwa, ceniony na świecie reżyser teatralny, z którym brzemienną w psychologiczne skutki znajomość, w toku śledztwa prowadzonego w związku ze znalezionym w zaroślach Lasu Hawańskiego (pełniącego nocami rolę pedalskiej pikiety) trupem Alexisa Arayána Rodrígueza - faceta przebranego w sukienkę, uduszonego i pozostawionego z dwoma jednopesowymi monetami wciśniętymi w dupę, zawiera 35-letni policjant Mario Conde, bohater cyklu kryminałów Leonarda Padury, z których trzy wydał krakowski Znak.

Porucznik Conde jest heterykiem, rozwiedzionym i z mnóstwem kochanek na koncie. Za pedałami nigdy nie przepadał, żeby była jasność. Tak że jest nieco uprzedzony... Jednak sprawa zabitego Alexisa, syna nie byle kogo, bo dyplomaty z długim stażem, człowieka reżimu, opływającego w przywileje i dostatki nieznane szeregowym Kubańczykom, każe mu wejść w środowisko pedałów i w miarę poznawania go pokonywać swoje słabo, jak się okaże, ugruntowane uprzedzenia. Akcja kryminalna jest raczej pretekstem do pokazania bardzo różnych typów pedałów zamieszkujących Hawanę, wcale nieźle radzących sobie z zaspokajaniem swoich potrzeb towarzyskich i seksualnych w warunkach powszechnej inwigilacji i reglamentacji wszelkich dóbr. Można też na tę książkę spojrzeć jak na Bildungsroman ukazujący ewolucję światopoglądową policjanta, który zmieniając swój stosunek do pedałów odświeża własny zaniedbany potencjał twórczy - po wielu latach wraca do pisania opowiadań, czego, jak stwierdza, jego psychika od dawna się domagała.

 Reżyser Marqués, za pedalstwo zdegradowany do roli skromnego bibliotekarza, przyjaciel dużo od siebie młodszego denata Alexisa, jest przewodnikiem Condego po świecie pedałów. Oprowadza go po hawańskich miejscach spotkań pedałów i zaprasza go na około trzydziestoosobową imprezę do swojego dobrego kolegi Alquimia, gdzie porucznik poznaje wielu pedałów, w tym kilku transwestytów (szczególnie dlań interesujących z punktu widzenia prowadzonego śledztwa), oraz biseksualną Poly, siostrzenicę Alquimia, z którą - po dłuższym okresie samotnego walenia konia - ląduje w łóżku. Conde wielokrotnie odwiedza też Marquésa w jego domu. Reżyser snuje wspomnienia ze swojego pobytu w Paryżu wiosną 1969 w związku z wystawieniem sztuki „Elektra Garrigó" kubańskiego dramaturga pedalskiego Virgilio Pinery (który podczas pobytu na emigracji w Argentynie poznał Gombrowicza i tłumaczył na hiszpański „Ferdydurke"). Spotkał tam takie sławy jak Sartre, Cortazar czy Simone Signoret, a wraz z przyjacielem Recio wspólnie nurzali się w rozkosznie wolnym życiu paryskich pedałów. Recio napisał potem książkę o transwestytach, w której rozwinął interesującą teorię transwestytyzmu (streszczoną na s. 67-68) - Marqués oczywiście pożycza ją porucznikowi, dla którego jest to inspirująca lektura. Uzupełnieniem pochodzących z niej rewelacji są informacje o samym Marquésie zawarte w jego „ubeckiej" teczce: w latach świetności starszy a jeszcze zamożny artysta, który lubił być jebany przez Murzynów, płacił czarnym facetom, by inscenizowali wtargnięcie do jego domu z zaskoczenia, a następnie ruchali go pozorując gwałt.

W stosunku Condego do Marquésa stopniowo zachodzą zmiany. Podczas pierwszej wizyty porucznik musiał się odlać i (typowe dla heteryków zakładających, że pedał zaraz będzie dobierał się im do rozporka) wydawało mu się, że artysta podgląda go podczas tej czynności. Jednak nie wzbraniał się przed składaniem mu następnych wizyt, bo - sam inwigilowany i zagrożony wypierdoleniem z policji - pomimo niechęci do pedalstwa Alberta Marquésa odczuwał cichą solidarność z tym buntownikiem. W finale książki czuje do niego niekłamaną sympatię: Czy faktycznie on, Mario Conde, zaprzyjaźniał się z Albertem Marquésem, jakże zmanierowanym, teatralnym pedałem? Dziwną przyjemność odczuł też przebywając wśród pedałów na wspomnianej imprezie: Przebiegając wzrokiem po uczestnikach imprezy Conde natknął się na więcej niż jedno utkwione w nim maślane spojrzenie podmarszczonych chłoptasiów, ubolewających, że jest on hetero, co Marqués zdążył już wszystkim obwieścić. Conde zaskoczył sam siebie, wyciągając papierosa ruchem w stylu Bogarta, jakby chciał podkreślić swoją wartość na tym targowisku osobliwości: czuł się pożądany i przy całej tego dwuznaczności podobały mu się te fatalne zauroczenia. Czyżbym się stawał pedałem? - zaczynał się zastanawiać...

 Nigdzie na świecie nie jest łatwo być pedałem, panie przyjacielu policjancie, niech mi pan uwierzy - mówi Alberto. - Spośród dziesięciu milionów Kubańczyków żyjących w naszej socjalistycznej republice pięć do sześciu procent jest homoseksualistami. Jasne, wliczając towarzyszki lesbijki. Niech pan podliczy, śmiało: skoro jest nas pięć milionów mężczyzn, trzy procent, załóżmy, że tyle, wychodzi sto pięćdziesiąt tysięcy, prawie jedna piąta miliona współobywateli. Można by utworzyć oddział wojska... Iluż to z nas wstydzi się przyznać do bycia homoseksualistami i nie ma się co dziwić, w związku z długą krajową historią homofobii, jaka trwa w naszych czterech ścianach, odkąd przybyli tu Hiszpanie i uznali poczynania naszych Indian sodomitów za świńskie i barbarzyńskie... Doświadczenie historyczne może ukazać kolejne rozdziały dramatu, panie przyjacielu policjancie: proszę nie zapominać, jak w latach sześćdziesiątych stworzono tu UMAP-y, słynne Jednostki Wojskowego Wsparcia Produkcji, do których angażowano, oprócz innych szkodników społecznych, także homoseksualistów, żeby tam uczynić z nich mężczyzn, mających ścinać tyrzcinę i zbierać kawę, i jak po 1971 roku wprowadzono tutaj także, a policjanci jak pan, prokuratorzy i sędziowie mieli się zastosować, przepisy o „epatowaniu homoseksualizmem i innych społecznie niewłaściwych zachowaniach... - Marqués, a przez niego autor książki przemawia tu jak działacz pedalski, którym żaden z nich w swojej ojczyźnie zostać by nie mógł.

Na przykładzie zamordowanego Alexisa możemy prześledzić sytuację rodzinną kubańskiego pedała, w niczym nieodbiegającą od ponadnarodowej w tym względzie klasyki. Matka wprawdzie rozpacza, ale kocha, żałuje, że prowadziła syna do psychiatrów. Ojciec, co gorsza wysoki urzędnik państwowy zobowiązany do nienagannej postawy wobec reżimu, nie może znieść, że jego jedyny syn jest pedałem, i nienawidzi go - z pełną wzajemnością. Uważa, że za pedalstwo Alexisa ponosi winę babskie wychowanie przez babkę, matkę i wierną czarną służącą, która chłopaka kochała chyba najbardziej. Analiza stosunków w rodzinie Alexisa doprowadzi do wyjaśnienia zagadki jego śmierci. Tym samym napiętnowana zostanie ta najgorsza, wewnątrzrodzinna odmiana homofobii.

Tłumacz Marcin Sarna, z pewnością w zgodzie z brzmieniem lub intencją oryginału, posługuje się wyłącznie „pedałem" na przemian z „homoseksualistą". Godne ponoć i sprawiedliwe słowo „gej" pada w całej powieści tylko jeden jedyny raz - z ust Marquésa, na s. 125. Kontekst ujawnia, że w większości przypadków „pedał" nie jest używany z zamiarem okazania pogardy, ale jako neutralne określenie homoseksualnego mężczyzny. Z postępem lektury nawet czytelnik, którego „pedał" jeśli nie obraża, to przynajmniej niemile uwiera, dostrzeże całą normalność tego słowa, zakorzenionego w polszczyźnie bez porównania mocniej niż świeżutkiej daty „gej"; słowa wartego, by je odpejoratywizować, tak jak to Niemcy wspólnym narodowym wysiłkiem zrobili ze Schwulem, i używać bez histerii. Polska wersja „Transu w Hawanie", usiana tym słowem jak niebo gwiazdami, udowadnia, że z „pedałem" można się zaprzyjaźnić niemal tak samo jak zrazu homofobiczny porucznik Conde zaprzyjaźnia się z ekstremalnie homoseksualnym artystą Marquésem; do tego stopnia, że gdy na stronach 139 i 181 przeczytamy o naciskaniu pedału gazu, będziemy w pierwszej chwili zdziwieni, że słowo to może oznaczać coś jeszcze oprócz homoseksualisty.

 

Leonardo Padura, Trans w Hawanie (Mascaras), tłum. Marcin Sarna, Wydawnictwo Znak, Kraków 2010

Od ponad dziesięciu lat dostarczamy Wam filmy i zabawki erotyczne, które zadowolą każdego.

Kontakt

  •  

    Adres: 60-857 Poznań
    Mylna 32/34A lok.2

  •  

    E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

  •  
    Tel.: +48-61-8427470
    Tel. kom.: +48-602-243891
Top
Ta strona używa plików Cookies. Proszę zapoznać się z celem ich używania i możliwościami zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Polityka prywatności. More details…